Czy można karać za bycie faszystą?

Na lewackich stronach co raz przetacza się dyskusja na temat tego czy można karać za faszyzm czy nie. Argumenty dzielą się na 2 grupy:

1. Propagowanie faszyzmu jest niezgodne z prawem i prowadzi do ludzkiej krzywdy.

2. Nie można karać za „myślozbrodnię”, bo jest to zwykły totalitaryzm, być może nawet gorszy od samego faszyzmu.

Żeby lepiej zrozumieć całe zagadnienie chciałbym wam zadać pytanie: czy można karać za bycie złodziejem?

Wydaje się, że pytanie jest głupie, bo przecież złodziei karzemy bez przerwy i za swoje kradzieże lądują w więzieniu (chyba, że mają wujka tam gdzie trzeba). No i w tym momencie dochodzimy do sedna sprawy: złodziej idzie do więzienia za kradzież, a nie za samo bycie złodziejem. Bycie złodziejem nie polega na tym, że ma się złodziejskie poglądy, tylko na tym, że się kradnie.

Tak samo z byciem faszystą. Jeśli nie spędzacie dnia na propagowaniu nienawiści na tle narodowościowym, prześladowaniu osób homoseksualnych lub praktykujących inne religie, nie nawołujecie do mordowania przeciwników politycznych, nie bijecie osób o innym kolorze skóry, ani nie atakujecie feministycznych demonstracji, to gratulacje: nie jesteście faszystami.

Jeśli jednak ktoś robi wyżej wymienione rzeczy, to nie ma prawa zasłaniać się wolnością poglądów, bo jest zwykłym bandytą, jak cała reszta faszystów.

Ulice strachu

Ten tekst miał wyglądać całkiem inaczej. Chciałem po prostu napisać lekko prześmiewczy tekst o tym, że faceci powinni uważać, zanim zaczną rzucać nieprzemyślane komplementy w stronę nieznajomej kobiety. Przed przystąpieniem do pisania postanowiłem skonsultować się z moimi fankami, spytać się, jak takie coś wygląda w ich przypadku.

13370144304_2f6ead8500_k.jpg

Uważam się raczej za osobę odważną i rzadko mówię, że czegoś się boję, ale to co stało się potem przeraziło mnie. W ciągu kilkudziesięciu godzin pod postem znalazło się ponad 700 komentarzy. Nawet nie próbowałem przeczytać wszystkich. Przeczytałem za to wszystkie prywatne wiadomości, które otrzymałem w tym czasie, w których kobiety opisywały rzeczy, których bały się pisać w komentarzach. Wiadomości było ponad 500. Żadna z nich nie opisywała jednostkowego przypadku, większość opisywała nieustanne nękanie.

Rodzina

Chciałem pisać o „komplementach” od nieznajomych, ale okazuje się, że niechciane komplementy i zachowania na pograniczu (bądź przekraczające wszelkie granice) molestowania seksualnego zaczynają się w rodzinie. Bardzo szybko straciłem rachubę wszystkich obłapiających wujków, dziadków czy stryjków. Zaczyna się bardzo wcześnie, jedna z czytelniczek pisała o wieku przedszkolnym, a reszta nie musiała czekać o wiele dłużej. Łapanie 12latek za tyłek i mówienie, że rosną im piersi okazuje się normą. Wujkowie całują „niechcący” w usta na powitanie, kładą ręce na piersiach tańcząc na weselu i radośnie chwalą rosnące piersi i kształtne pośladki swoich siostrzenic. Komentarzy w stylu Donalda Trumpa w rodzaju „gdybyś nie była moją siostrzenicą, to bym cię…” także nie brakuje.

Dostałem kilkadziesiąt, a może setkę wiadomości opisujących takie przypadki. Najgorsze było to, że w większości przypadków rodzice nie reagowali wcale, albo twierdzili, że to wszystko normalne, w końcu ofiara jest „ładną dziewczyną”, a niektórzy ojcowie sami klepali własne córki po tyłkach. Chyba tylko jedna osoba napisała, że ojciec z bratem postawili wujka do pionu. Inne pisały, że w najlepszym wypadku kończyło się unikaniem wujka czy dziadka, nawet gdy same miały już ponad 30 lat i dzieci.

Szkoła

Kiedy byłem w szkole, słyszałem, że kolega mówił, że jeden z nauczycieli fizyki kazał pisać dziewczynie na tablicy, po czym patrzył się jej na tyłek, a pan od angielskiego mówił, że jednej dziewczynie „inteligencja w biust poszła”. W ciągu ostatnich 2 dni dowiedziałem się, że ci panowie nie byli sami. Mało tego, w porównaniu do rzeczy opisanych przez moje czytelniczki, pan fizyk i anglista wcale nie posunęli się tak daleko. Podszyte seksualnymi konotacjami „komplementy” (a także obelgi!) zaczynają się już od podstawówki. Dużo było przykładów nauczycieli wf i księży, ale nie brakowało i innych przedmiotów. Najbardziej zasmuciła mnie chyba historia o ulubionym nauczycielu, który zniechęcił do siebie i do szkoły swoją ulubioną uczennicę, gdy stwierdził, że wcale nie jest za niska (jak ona uważała), tylko, że ma „idealny wzrost” (możecie się domyślić do czego idealny…). Był też fizyk, który narysował uczennicę nago na tablicy, z widocznymi piersiami i sutkami (żeby zademonstrować grawitację oczywiście!) i kazał ją przerysować wszystkim uczniom do zeszytu. Przypomnę może jeszcze księdza katechetę, który zwyzywał uczennicę od „kurew” za to, że wypisała się z religii. A pomyśleć, że ja spotkałem się tylko z krzywym spojrzeniem, gdy napisałem wypracowanie o tym, że czystość przedmałżeńska jest szkodliwa społecznie (co prawda jako jedyny miałem potem 4 z religii, a reszta 5, ale zakonnica i tak była dla mnie zawsze miła). Napastują oczywiście nie tylko nauczyciele, ale także koledzy z klasy. Wyzywanie od najgorszych, łapanie za piersi i pośladki jest traktowane jako coś normalnego i lekceważone zarówno przez nauczycieli, jak i przez rodziców.

Studia

Będąc na studiach słyszałem opowieści od koleżanek z innych wydziałów, że gdzieś tam są tacy wykładowcy, co trzeba do nich zakładać na egzamin krótką spódniczkę, to dostanie się wyższą ocenę, ale traktowałem to raczej w kategoriach żartu. Liczba wiadomości, które dostałem na temat wykładowców-zboczeńców przekroczyła moje najśmielsze wyobrażania. Poza niezliczoną liczbą takich, którzy komentowali wygląd i ubiór studentek, często w sposób niezbyt cenzuralny, byli i gorsi. Np. tacy, którzy domagali się umówienia się na randkę w zamian za poprawę oceny lub próbowali się dobierać do studentek na dyżurach. Trudno nawet mi zadecydować do jakiej kategorii zaliczyć takiego, który proponował studentce w krótkiej spódnicy rozchylenie nóg, żeby „mógł zobaczyć cipkę”. Ten akurat podobno wyleciał z roboty, ale w ogromnej większości przypadków takie molestowanie spotykało się z całkowitym lekceważeniem lub nawet groźbami dziekanatu pt. „pan doktor jest kolegą rektora, lepiej niech pani nikomu o tym nie mówi”. Kilka czytelniczek przyznało, że po takich akcjach wolały zrezygnować ze studiów, niż musieć widywać wykładowcę zboczeńca.

Praca

Jako dzieciak nieraz słyszałem dowcipy o szefach i blond sekretarkach i tym podobne. Niestety, wychodzi na to, że wielu facetów uznało, że w życiu jest tak jak w tych dowcipach i że ich koleżanki z pracy są gotowe „dać im dupy”, gdy odpowiednio często będą słyszały komplementy na temat swoich piersi czy pośladków. Młode kobiety w pracy spotykają się z takimi „komplementami” bez przerwy, ale nie są one jedynymi ofiarami. Dostałem też wiadomości od kobiet po pięćdziesiątce, które mają nieprzyjemność słuchać w pracy komentarzy na temat swego ubioru niemal codziennie. Oczywiście im wyżej w hierarchii znajduje się taki Casanova, tym radośniej pozwala sobie na takie zachowania. Ofiary natomiast często spotykają się z lekceważeniem, całkowitym niezrozumieniem lub nawet zazdrością („jesteś ulubienicą szefa i jeszcze narzekasz!”). W niektórych tylko przypadkach udaje im się zgłosić takie coś do HR, a jeszcze rzadziej spotykają się z jakąkolwiek pomocą.

Znajomi

Miałem pisać o „komplementach” od nieznajomych, a okazało się, że równie przykre mogą być te od znajomych. Okazuje się, że koledzy i koleżanki mają często zwyczaj komentować w niestosowny sposób wygląd kobiet w swoim otoczeniu. Niektórzy najwyraźniej uważają, że komentarze w rodzaju „ruchałbym cię” albo „mam przez ciebie namiot w spodniach” są tym, co większość kobiet chciałoby usłyszeć z ust kolegi. Kobiety także wolałyby uniknąć prób łapania za udo podczas rozmowy czy całowania w usta na pożegnanie. Dostałem też całkiem sporo wiadomości o kobietach, które uważają, że łapanie koleżanki za biust czy tyłek i komentowanie wyglądu tych części ciała (plus oczywiście nieśmiertelne „ooo schudłaś!”) to coś całkiem normalnego. Najczęstszym jednak problemem jest chyba kolega, który uważa, że jeśli wystarczająco często będzie komplementował znajomą dziewczynę, to w końcu zasłuży sobie na seks i po kilku piwach próbuje sprawdzać czy już sobie zasłużył, tak jakby „nie” miało jakieś inne znaczenie w jego rodzimym języku.

Lekarz

Spodziewalibyście się komplementów u ginekologa? Ja nie. A jednak, jedna z czytelniczek usłyszała, że ma „piękną cipkę”, a inne musiały podczas badania słuchać innych mniej lub bardziej obleśnych komentarzy na temat swoich miejsc intymnych. Jeden ginekolog posunął się nawet do zastosowania dziwnej metody masowania piersi, która zakończyła się u pacjentki odciskami jak po pobiciu. Ginekolodzy to nie jest wyjątek, okazuje się, że wielu lekarzy, którzy mają okazję oglądać swoje pacjentki (także nieletnie) bez ubrania, nie może powstrzymać się od komentowania ich wyglądu czy też atrakcyjności seksualnej. Jedna z czytelniczek spotkała się ze strony lekarza z dziwacznym stwierdzeniem, że nie powinna biegać, bo to męski sport. Większość wiadomości dotyczyła jednak ginekologów, a prawie wszystkie kończyły się zdaniem „od tego czasu nie chodzę już nigdy do ginekologa mężczyzny”.

Ulica

Kiedy zaczynałem pisać ten tekst miałem skupić się na „komplementach”, które kobiety słyszą na ulicy. Okazało się jednak, że wiadomości i komentarzy było tak wiele (przypomnę: około tysiąca), że musiałem też napisać o innych sytuacjach. Niemniej jednak, ulice są także o wiele gorsze niż mi się zdawało. Gwizdanie, krzyki, ocieranie się w autobusie, klepanie po tyłku czy komentarze na temat piersi lub pośladków to coś, na co wiele kobiet musi przygotować się przed każdym wyjściem z domu. Mało tego, wielu czytelniczkom zdarzyły się sytuacje, w których taki „adorator” nie poprzestawał na komentarzach i krzykach, ale łapał za rękę i próbował je ciągnąć w nieznanym kierunku.

Najbardziej przerażające były opisy reakcji, czy raczej braku reakcji ludzi. Nawet własne matki często mówiły tym kobietom (i dziewczynom, wielu z nich takie rzeczy przydarzają się od kiedy mają 14-15 lat), że to przecież normalne, bo są ładne i podobają się mężczyznom. Niektórym zdarzały się nawet sytuacje, które przypominały kiepskie filmy porno, których reżyserzy nie mają nawet pomysłu na scenariusz z hydraulikiem. Mężczyzna podchodził na ulicy i próbował im oferować pieniądze za seks. O gwiżdżących i krzyczących budowlańcach i kierowcach samochodów większość kobiet wspominała tylko przy okazji, jakby to było oczywiste. Jako ciekawostkę mogę dodać jeszcze, że plagą są także rowerzyści łapiący za tyłek kobiety na chodniku i kierowcy łapiący za tyłek rowerzystki. A pamiętacie lekarza, który mówił, że kobiety nie powinny biegać? Możliwe, że miał trochę racji, bo biegaczki spotykają się z zadziwiająco dużą liczbą zaczepek ze strony napalonych samców, niezależnie od tego, jak workowaty dres na siebie założą.

Ofiary

Część osób, które to czytają dochodząc do tego miejsca myśli sobie pewnie „ok, paskudnie to brzmi, ale jak to możliwe, że takie coś mi się nigdy nie zdarzyło albo zdarzyło się kiedyś raz i nigdy się nie powtórzyło? Może to te kobiety robią coś nie tak?” Do napisania tekstu zainspirował mnie problem mojej koleżanki, której takie zaczepki przytrafiają się bez przerwy. Na początku myślałem, że dotyczy to raczej kobiet uważanych za atrakcyjne lub tych które ubierają się w ten czy inny sposób. Te założenia szybko musiałem skonfrontować z rzeczywistością. Pisały do mnie najróżniejsze kobiety. Starsze, młodsze (w tym piętnastolatki), takie które pisały, że dbają o urodę i takie które tego nie robią. Lesbijki, które lubią się ładnie ubrać, heteroseksualne dziewczyny ubierające się jak stereotypowe lesbijki, a także kobiety aseksualne. Okazuje się, że ani wygląd zewnętrzny czy ubranie w ten czy inny sposób, ani deklarowana orientacja seksualna nie chronią przed zboczeńcami. Najbardziej narażone na zaczepki wydają być się nieletnie oraz dziewczyny wyglądające na młodsze, niż są w rzeczywistości, choć nie jest to reguła, gdyż otrzymywałem także wiadomości od kobiet w wieku 40-50 lat. Niestety, gdy ktoś okazuje się „typem” w jakim gustują miejscowi zboczeńcy, to niewiele może zrobić, żeby się bronić. Nie zniechęcają, ani glany, ani strzyżenie się na łyso, ani chodzenie w workowatych ubraniach. Zresztą sami zboczeńcy też szybko potrafią zmienić zdanie, bo gdy tylko kobieta im odmawia, zaczynają wyzywać ją od najgorszych i twierdzić, że „i tak jej nikt nie zechce”, a nawet próbować przejść do rękoczynów. Mimo obrzydzenia i strachu wiele dziewczyn nie reaguje lub próbuje się uśmiechać, gdy mężczyźni mówią im różne świństwa, dlatego że boją się, że zostaną pobite. Przemoc fizyczna to częsta reakcja u odrzuconych zboczeńców.

Innym natomiast takie zaczepki po prostu się nie przytrafiają. Podczas, gdy większość czytelniczek pisała, że wyżej wymienione sytuacje przydarzają się im bardzo często, a nawet codziennie, to niektóre pisały, że zdarzyło im się to raz w życiu albo nie przydarza się od kiedy przestały być nastolatkami. Po raz kolejny, nie zależy to od urody czy sposobu ubierania się. Przykładem może być tu moja dziewczyna, która pracowała kiedyś jako modelka, zawsze jak jest gorąco to chodzi w szortach, ale nigdy nie zdarzyło jej się, żeby ktoś ją zaczepił. Może zboczeńców onieśmiela jej wzrost? Nie wiem. Wiem tylko, że los zaoszczędził jej w ten sposób wielu cierpień.

Trauma

Strach, obrzydzenie, poczucie winy to tylko niektóre z uczuć, z którymi muszą się mierzyć kobiety padające ofiarami molestowania seksualnego przez kolegów z pracy, szkoły, znajomych, nauczycieli, lekarzy czy nieznajomych. Większość z nich nie ma żadnego wsparcia, nawet w najbliższej rodzinie, mało tego, w tej samej rodzinie potrafią się znajdować także sprawcy molestowania. Najbliższe osoby, które powinny wspierać, mówią, że to może one, kobiety, są winne, gdyż ubierają się czy zachowują się w sposób zbyt wyzywający. Niektóre z nich radzą sobie z tym całkiem dobrze, niechciane zaloty powodują u nich zdenerwowanie bądź lekkie obrzydzenie, o którym szybko zapominają. Niestety, w większości przypadków jest o wiele gorzej.

Wiele kobiet, które do mnie pisały żyje w ciągłym strachu, czując obrzydzenie do samych siebie i poczucie winy, że mimo, że od dawna przestały nosić sukienki czy koszulki z krótkim rękawkiem, przestały się malować, zaczęły strzyc się na łyso, unikać imprez i spotkań sam na sam z mężczyznami, to nadal przyciągają słowa i łapska zboczeńców. Niektóre przestały same jeździć pociągami czy autobusami. Inne drżą na samą myśl o przejściu w pobliżu przystanku, na którym padły ofiarą napalonego faceta, który próbował ciągnąć je za rękę, podczas gdy nikt nie reagował. Wspominałem już o tych, które musiały rzucić studia czy zerwać kontakty z rodziną, bo ktoś nie umiał trzymać łap przy sobie, a nikt nie chciał pomóc czy nawet zauważyć, że dzieje się coś złego.

Nawet najbardziej niewinne zaczepki mogą trafić na osobę, która miała wcześniej o wiele bardziej traumatyczne doświadczenia. Sam byłem kiedyś w sytuacji, kiedy dziewczyna, którą zaprosiłem, żeby obejrzała ze mną film, stwierdziła, że pójdzie do domu od razu po filmie (w trakcie filmu nic się nie wydarzyło, siedzieliśmy sobie na łóżku i nie dotykaliśmy się, bo pomiędzy nami stało pudełko ciastek) i wpadła w panikę, bo drzwi się zacięły i nie mogła ich otworzyć. Nigdy nie spytałem, dlaczego tak zareagowała, mogę się tylko domyślać.

Pisały do mnie także kobiety, które w wyniku ciągłego nękania rozważały popełnienie samobójstwa. Jak twierdziły, w takich wypadkach każdy gwizd czy zaczepka mogły być kroplą która przelała czarę goryczy. Wytrzymały tylko dzięki sile woli i wsparciu osób, które nie odwróciły się od nich i nie próbowały zwalać na nie winy za to co je spotyka.

Zrozumienie

Wiedziałem, że jest problem, że kobiety spotykają się często z nękaniem i zaczepkami. Nigdy jednak nie podejrzewałem, jaka może być skala problemu. Po przeczytaniu ponad tysiąca wiadomości i komentarzy i napisaniu tego tekstu czuję obrzydzenie do świata, jestem przerażony, zmęczony i nie mam ochoty na nic. A mimo to wiem, że nie czuję nawet jednej setnej tego, co czują kobiety, które do mnie pisały

Przy okazji dowiedziałem się, że dla wielu z nich strona ze śmiesznymi komiksami bez obrazków na Facebooku jest jedynym miejscem, gdzie mogły o tym opowiedzieć bez strachu, że zostaną wyśmiane, zlekceważone, bądź co gorsza oskarżone o to, że to ich wina i że to one prowokują zaczepki. Jestem wam bardzo wdzięczny za zaufanie, a jednocześnie jest mi bardzo przykro, że nie macie obok siebie osób, które mogłyby wam realnie pomóc.

Mam teraz tylko jedną prośbę do wszystkich czytelników:

Reagujcie gdy widzicie, że coś takiego się dzieje i nie lekceważcie osób, które skarżą się wam na nękanie.

 

 

 

Źródło obrazka: Dustin Gaffke Rue de Bièvre ~ Paris, France

Rue de Bièvre ~ Paris, France

Samce Alfa vs. Mili Chłopcy

Gdy spędzamy za dużo czasu w internecie, zaczynamy odnosić wrażenie, że męska część populacji dzieli się na agresywnych i odnoszących oszałamiające sukcesy (poprzez różne ekscesy) „samców alfa” i biednych, niedocenionych „miłych chłopców”, którzy są tacy porządni i kochani, a żadna ich nie chce.

małpy.jpg

Na pierwszy rzut oka, grupy te wydają się całkowicie przeciwstawne, co zresztą znajduje potwierdzenie w narracji, którą uskuteczniają osobniki zgłaszające przynależność do jednej z tych grup. Typowy Smalec Alfa będzie twierdził, że każda kobieta (bo przecież wszystkie kobiety są takie same!) pożąda „samca alfa”, a przy tym gardzi „miłymi chłopcami”, nawet jeśli w końcu zdecyduje się na wyjście za mąż za takowego „miłego chłopca”, to nadal będzie pożądała jakiegoś Dzikiego Goryla. Narrację potwierdzają samozwańczy „mili chłopcy”, którzy twierdzą, że są olewani przez kobiety, bo one wolą dupków (czyli Smalców Alfa).

Skoro obie strony konfliktu są poniekąd zgodne, wydawałoby się, że w tym momencie możemy zakończyć nasz wywód, bo co tu więcej można dodać? Może nawet część z nas ma dowód na potwierdzenie tej tezy. Np. ta Ania z IIB w liceum, co odpisywała od was pracę domową, ale nie chciała się umówić, bo miała tego chłopaka Grześka z zawodówki, który potem miał sprawę za kradzież kosiarki z domku działkowego (albo to wy byliście Grześkiem i do dziś nie wiecie, co za menda na was doniosła, przecież ta kosiarka nikomu nie była do niczego potrzebna…). Mało tego, ja sam miałem ileś lat temu podobną wizję świata: nikt mnie nie chce, a wszystkie dziewczyny lecą na dupków, chlip, chlip…

Mam dla was jednak niespodziankę. Otóż te grupy są do siebie o wiele bardziej podobne, niż mogłoby się wydawać. Mało tego! Po części nakładają się na siebie! Jak to możliwe? Jeśli kiedykolwiek rozmawiało się z kobietą, wystarczy przeczytać parę akapitów z typowego samczoalfiego blogaska, żeby zorientować się, że autor albo zmyśla te wszystkie historyjki od góry do dołu albo żyje na planie niskobudżetowego filmu porno, gdzie najczęstszą przyczyną zgonów wśród hydraulików i czyścicieli basenów są choroby weneryczne.

plumber

Mało tego, istnieją strony na których autor sam otwarcie przyjmuje obie narracje na raz . Wtedy zwykle określa się jako „normalny facet”, który z jednej strony cierpi, bo nie jest super napakowanym samcem alfa milionerem, ale z drugiej strony opisuje swoje wyimaginowane przygody erotyczne i gardzi tymi, którzy „nie potrafią zaliczyć”. Niezależnie jednak od tego, jak identyfikuje się autor takich wypocin, podejście do kobiet prezentowane zarówno przez „smalców alfa”, jak i przez „miłych chłopców” jest w gruncie rzeczy bardzo podobne.

Żadna z tych grup nie traktuje kobiet jako równorzędnego partnera. Smalce Alfa uważają kobiety za zdobycz, którą trzeba dorwać, nieważne czy po pijanemu czy wbrew jej woli i ma służyć tylko i wyłącznie zaspokojeniu ich własnych popędów. „Mili Chłopcy” natomiast uważają, że kobieta to jest im winna seks za to, że są dla niej mili. Wymyślili sobie nawet cały mit „friendzonu”, który polega na tym, że ich koleżanka śmie nie rozłożyć przed nimi nóg po tym, jak przez miesiące (czy nawet lata!) łażą za nią i zawracają jej dupę.

Jedna i druga ma też zwykle podobne gusta jeśli chodzi o kobiety: w internecie modelki i aktorki są za grube albo za brzydkie, a Emma Watson i Jennifer Lawrence są przereklamowane, natomiast w realnym świecie gotowi są polecieć na wszystko, co jest chociaż trochę bardziej pociągające od Rafała Ziemkiewicza. Zgadzają się też, co do tego, że lata 50 (w USA, bo za Stalinem i Bierutem raczej nie tęsknią) były najlepsze, a prawdziwa kobieta ładnie wygląda, nosi sukienki i gotuje. Kobieta taka ma być przykładną matką, damą, dziewicą, a w łóżku ma robić wszystko, co Smalec Alfa/Miły Chłopiec zobaczył w pornolach (a skąd ma to umieć, to już nie wiem, skoro ma nie być „puszczalska”…).

you-mean-a-woman-can-open-it

Na koniec oczywiście warto dodać, że zarówno jedni, jak i drudzy za największego wroga uważają feministki, równouprawnienie i facetów, którzy nie chcą się dostosować do tradycyjnych ról płciowych („co za cipa z niego, nie wykorzystał nietrzeźwej!!”). Feministki wiadomo czym sobie zasłużyły (Równouprawnienie? Traktowanie kobiet jakby były ludźmi? Niedoczekanie!), ale przy okazji dostaje się jeszcze facetom, którzy nie umieją, bądź nie chcą się zastosować do debilnych reguł wyznawanych przez Towarzystwo Wzajemnej Masturbacji jakim jest mizoginistyczna część internetu. Nie zauważają oczywiście (bo skąd?), że taki „pedałek”, co to przyjaźni się z kobietami i traktuje je po partnersku, będzie miał, co do czego, większe powodzenie, niż jakikolwiek Smalec Alfa domagający się przynoszenia mu kanapek.

Źródła obrazków:

Małpiszonki: https://www.flickr.com/photos/richardfisher/3727217269

Seksistowskie reklamy: http://www.businessinsider.com/26-sexist-ads-of-the-mad-men-era-2014-5?IR=T/#67-the-best-ones-are-thin-and-rich-15

Pan hydraulik: https://www.flickr.com/photos/90155419@N00/2209615897

Grzech pierworodny Internetowych Samców Alfa

Internety roją się od samozwańczych „Samców Alfa”. Poczynając od znanych polityków, poczytnych pisarzy, autorów bestsellerowych książek, przez bloggerów, kończąc na fejkowych kontach zwykłych trolli. Niektórzy są mizoginami niejako przy okazji (jak np. niezastąpiony Janusz Korwin-Mikke czy inny Ziemniakiewicz), bo zajmują się głównie polityką czy „pisarstwem” na inne tematy. Są jednak też tacy, którzy wydają się robić karierę lub „karierę” tylko i wyłącznie na swoim seksizmie i mizoginii, a na inne tematy wypowiadają się tylko przy okazji, rzadko lub wcale.

640px-Big_Male_Gorilla.jpg

Niezależenie jednak od tego czy są tylko przygodnymi czy może pełnoetatowymi mizoginami, rozmowa z nimi jest tak samo bezcelowa, jak męcząca. Nawet rozmowa z rasistą bywa bardziej uczciwa. W końcu taki stwierdzi, że po prostu „Murzynów nie lubi” albo coś w tym stylu i przynajmniej wiemy na czym stoimy. Mizogin natomiast nigdy nie przyzna się do tego, że nienawidzi kobiet. On je kocha, szanuje, uwielbia i ubóstwia, ale mają być w kuchni i się nie odzywać i być dokładnie takie, jak on chce, bo inaczej nie będą kobietami.

Przeczytałem już sporo tekstów pisanych przez mizoginów i przeprowadziłem niejedną taką bezcelową rozmowę i zacząłem się zastanawiać dlaczego aż tak mnie denerwują. Wiadomo, jednym z powodów jest to, że takie brednie mają mnóstwo fanów, a nic tak nie wkurza, jak popularność głupoty, ale to nie wszystko. W końcu mnie oświeciło, już wiem, co mnie najbardziej męczy i uniemożliwia jakąkolwiek rozmowę z Internetowymi Smalcami Alfa. Ten grzech jest jego grzechem pierworodnym i z niego wywodzą się wszystkie inne grzechy.

Otóż Internetowy Samiec Alfa wie. Wie czego chcą kobiety, nawet jeśli kobiety tego nie wiedzą (a chcą być oczywiście molestowane albo nawet gwałcone przez „samców alfa”) i wie czego chcą mężczyźni (być molestującymi i gwałcącymi „samcami alfa” oczywiście!). Feministki udają, że tak nie jest, ale przecież tak naprawdę też tego chcą! Wiedza „Samca Alfa” jest oczywiście wiedzą czysto analną (czyli pochodzi bezpośrednio z dupy i nie jest podparta ani doświadczeniem, ani wiarygodnymi źródłami) i jest przy tym wiedzą niezachwianą. Jeśli krytykujesz jego podejście do sprawy to znaczy, że zazdrościsz mu jego wyimaginowanych (w większości przypadków, chociaż sądząc po liczbie nieślubnych dzieci, to JKM będzie tu wyjątkiem) przygód erotycznych lub (jeśli jesteś kobietą) to znaczy, że chciała byś być przez niego molestowana, ale jesteś na to za brzydka (tu mamy klasyczny przykład Kobiety Schrödingera – póki Smalcowi Alfa nie odmówi jest jednocześnie ładna i brzydka, jak już odmówi, to jest oczywiście zbyt brzydka, żeby on miał się nią interesować).

Do naszego Samotnego Wilka, Goryla Przewodnika Stada nie dociera, że nie każdy facet chce latać jak kot z pęcherzem i „zaliczać” kolejne pijane do nieprzytomności ofiary w nocnych klubach, ani to, że większość kobiet to nie są jakieś pierdolone księżniczki na szczycie wieży, które czekają, aż przybędzie do nich nawalony rycerz w białym Ferrari, żeby zawieźć je prosto do kuchni. Smalec Alfa wie lepiej i zna wasze ukryte pragnienia, dlatego też nie ma sensu z nim dyskutować. Należy mu natomiast kazać spieprzać, gdzie pieprz rośnie i tylko patrzeć, żeby przypadkiem kogoś po drodze nie zgwałcił.

Lewak nie gardzi: szanujmy ludzi, niekoniecznie poglądy

W dyskusji politycznej wszyscy są dla siebie mili, dopóki się ze sobą zgadzają. Niestety, o ile nie jest to dyskusja w ramach Klubu Dyskusyjnego Wzajemnej Adoracji, to prędzej czy później dojdzie do jakiejś różnicy zdań.

memman.jpg

W tym momencie reakcje wahają się od „masz prawo do swojego zdania” do „powinni cię powiesić, ty !#$%Q!!1” Niektórzy internetowi mądrale twierdzą, że „wszyscy mają trochę racji” albo, że „wszystkie opinie są tak samo ważne” i że „powinno się dążyć zawsze do kompromisu”. Uważam, że tacy ludzie albo są idiotami albo próbują przepchać w ten sposób jakąś dziwaczną ideologię, z którą rozmówca się nie zgadza. Nikt mi nie wmówi, że jeśli uważam, że powinniśmy żyć w pokoju i unikać mordowania się nawzajem jest to tak samo słuszne, jak poglądy kogoś kto chce mnie powiesić na latarni albo wysadzić bombą, bo jestem „lewakiem” albo „niewiernym”.

Z drugiej strony mamy niestety inny problem, który zauważyliśmy przy okazji wyborów w Polsce, Brexitu czy też wyborów w USA. Część lewicowych czy liberalnych wyborców zmieszała opozycję z błotem, odmówiła jakiejkolwiek dyskusji i wyzwała od wariatów, faszystów, rasistów i tak dalej. Sama Hillary Clinton stwierdziła w pewnym momencie, że wyborcy Trumpa są „żałośni”. Oczywiście, spora część wyborców Trumpa, PiS czy fanów UKiP ma całkiem paskudne poglądy, ale żyjąc w demokratycznym państwie należy wypracować jakiś sposób wspólnego życia.

Jeśli pomyślimy chociaż przez kilka minut, możemy dojść do wniosku, że ludzie, którzy głosują „nie tak jak trzeba” mają swoje powody. Oczywiście my nie musimy się z nimi zgadzać, ale nie musi to wcale oznaczać, że druga osoba jest fanatykiem/rasistą/szaleńcem. Co do czego, na Trumpa zagłosowali także Meksykanie i kobiety, więc chyba nie każdy fan Trumpa automatycznie nienawidzi kobiet i Meksykanów, prawda?

paula trump.png

 

Zresztą, pamiętacie chyba jakie były ostatnie wybory w Polsce? Nie tylko fanatyczni zwolennicy Kaczyńskiego mieli już trochę dosyć rządów PO i PSL. Jakie opcje pozostawały? Nowoczesna to praktycznie to samo, co PO. Zjednoczona Lewica z Millerem specjalnej sympatii nie budziła. O Partii Razem ludzie albo nie słyszeli albo uznali, że „i tak nie wejdzie” albo stwierdzili, że to pewnie jakieś komuchy. Co tam dalej zostało? Korwin? Tu raczej głosują, ci co albo się zgadzają z jego poglądami albo nie do końca się zgadzają, ale uważają, że „przynajmniej coś zmieni”. Poza tym mieliśmy do wyboru jeszcze Kukiza i PiS. Kukiz nie miał programu, ale niektórym mogło się wydawać, że wniesie coś nowego (no i wniósł: naziolków do parlamentu, tego jeszcze nie grali w III RP). Poza tym zostawał jeszcze PiS. W tym wypadku mamy oczywiście fanatyków prezesa, ale mamy też ludzi, którzy uznali, że mają dość rządów PO, umów o dzieło, dzikiej reprywatyzacji, afer, ośmiorniczek i tak dalej. Można uznać te argumenty za nieadekwatne albo spowodowane propagandą propisowskich mediów, ale niektórych najwyraźniej przekonały. W tych wyborach większość ludzi (z tych, którzy w ogóle poszli głosować!) postanowiła zagłosować na coś, co było dla nich „mniejszym złem” z tym, że dla niektórych był to właśnie PiS.

Inna sprawa, że po wyborach jak diabeł z pudełka wyskoczyli Macierewicz, prezes, minister Szyszko, Waszczykowski, Ziobro i reszta hałastry i zaczęli robić swoje porządki. Szydło działa na autopilocie, a pan prezydent swoją biernością i uległością w stosunku do prezesa zawiódł chyba nawet tych, którzy nie mieli wobec niego żadnych nadziei i woleli głosować choćby na panią Ogórkową (która notabene także zawiodła nawet tych, którzy nie mieli wobec niej żadnych nadziei). Można się było tego spodziewać? Pewnie część z was się spodziewała, ale nie wszyscy są tacy sprytni albo po prostu nie mają czasu na siedzenie przez cały dzień w internecie i śledzenie bieżącej polityki.

dudant-selfie

 

Jaki z tego wniosek? Ano taki, że fakt, że ktoś popiera (lub popierał) jakąś konkretną opcję polityczną nie oznacza, że podpisuje się pod wszystkim, co ta opcja robi. Pisanie, że wszyscy, którzy głosowali na PiS/Trumpa/za Brexitem to idioci, szaleńcy, rasiści, faszyści lub cokolwiek innego, nic nam nie daje. Mówimy tu o milionach ludzi, którzy często mają ze sobą mało wspólnego i z którymi musimy koegzystować w społeczeństwie. Najgorsze w tym wszystkim jest odczłowieczanie ludzi o przeciwnych poglądach. Nawet ktoś, posiadający najbardziej obrzydliwe poglądy czy sympatie polityczne pozostaje człowiekiem. Możemy go bojkotować, krytykować, a nawet zwalczać metodami prawnymi lub siłowymi (w samoobronie oczywiście), ale nie możemy odbierać mu człowieczeństwa i twierdzić, że np. „rasistów trzeba wieszać bez wyroku” albo, że „radiomaryjni katole to bydło”, bo wtedy nie będziemy się różnili w naszym myśleniu od nazistów czy islamskich radykałów.

Wniosek jest dosyć jasny: żyjemy w demokratycznym społeczeństwie, więc, jeśli chcemy, żeby nasza opcja wygrała, to musimy przekonać większość do tego, że nasza opcja jest lepsza albo przynajmniej „mniej gorsza”. Wrzucając do jednego wora wszystkich, którzy się z nami nie zgadzają, nie zdobędziemy przyjaciół. Nie chodzi tu bynajmniej o tzw. „pośrodkizm” kiedy to sadzamy naprzeciw siebie homofoba, który chce wieszać gejów i homoseksualistę, który chce sobie żyć w spokoju. Idiotyczne i szkodliwe poglądy trzeba zwalczać i nie należy ich promować (co uwielbiają niektóre „lewackie” media, które sobie zapraszają takiego Korwina i patrzą jak słupek wyświetleń szybuje do góry). Nie możemy zapomnieć jednak, że nawet najbardziej znienawidzony przeciwnik pozostaje człowiekiem i ma takie same prawa (ale także obowiązki!), co my.

Na koniec możecie obejrzeć co mówi na ten temat grany przez Toma Walkera Jonathan Pie. Nie ze wszystkim się zgadzam (trochę przesadza w stronę, że „trzeba ze wszystkimi rozmawiać”), ale mówi też rzeczy, o których pisałem w tym tekście:

 

Źródła:

Hillary Clinton mówi o fanach Trumpa:

http://edition.cnn.com/2016/09/09/politics/hillary-clinton-donald-trump-basket-of-deplorables/

Obrazki:

Zdjęcie z planu Dark Knight Rises, ze storiesbywilliams.com: https://storiesbywilliams.files.wordpress.com/2012/07/the-dark-knight-rises-bane-batman-hug.jpg

 

Jak „prawdziwe media” zaczęły przejmować się fałszywymi wiadomościami

Po wyborze Trumpa na prezydenta USA mainstreamowe media nagle obudziły się i stwierdziły, że stało się to między innymi dlatego, że ludzie publikują fałszywe newsy na Facebooku i Twitterze, na tej podstawie ludzie wyrabiają sobie światopogląd i głosują na wykorzystującego takie fałszywe informacje demagoga, jakim jest Donald Trump. Wszyscy są zbulwersowani i twierdzą, że „coś z tym trzeba zrobić!”

snopes-fake-news-sites.jpg

Na usta ciśnie się mi tylko jeden komentarz: „Serio? Dopiero teraz? Dopiero jak stało się coś, co może wystrzelić wasze bogate białe dupy z wygodnych stołków, dopiero teraz uważacie, że celowa dezinformacja jest problemem???”

Jeśli ktoś jeszcze nie wie, to warto wspomnieć, że fałszywe informacje na temat przeciwników politycznych są stare jak świat. Jeśli mamy tu jakichś znawców historii starożytnej to proszę o podanie jeszcze starszych przykładów, bo mi przychodzi do głowy szczególnie Reformacja. Nie jestem na 100% pewien, o co chodzi w tej ulotce, ale nawet jako zagorzały antyklerykał jestem przekonany, że Papież na takim czymś nie jeździł:

papiesz.jpg

No ale dobra, reformacja była dawno temu, zginęło mnóstwo ludzi, ale już jesteśmy mądrzejsi, prawda? Nie będziemy już nakręcać wojny religijnej, rzucając fałszywe oskarżenia, na ludzi innego wyznania, którzy żyją w naszym kraju?

trump cheer.png

Oooops… No więc wracamy naszego wstępu. Trump i jego poplecznicy, rzeczywiście często korzystali z fałszywych wiadomości, mieliśmy nawet przypadek chłopaków z Macedonii, którzy zarobili majątek na publikowaniu fałszywych informacji o Hillary Clinton. Istnieje możliwość, że takie wiadomości wpłynęły na wynik wyborów (jedna ze stron stworzonych przez Macedończyków miała ponad PÓŁ MILIONA fanów na Facebooku! Może to jest po prostu sprawiedliwość dziejowa, po tym jak to USA wpływało na wyniki wyborów w biednych krajach…) Patrząc na to z tej strony, oburzenie mainstreamowych mediów specjalnie nie dziwi.

Pozostaje jednak pytanie: dlaczego dopiero teraz? Popatrzmy choćby na niezliczone grupy szerzące fałszywe informacje o szczepionkach, które doprowadzają do tego, że tysiące rodziców nie szczepią swoich dzieci, które potem umierają na choroby, którym można było bez problemu zapobiec. Antyszczepionkowa celebrytka Jenny McCarthy ma na Facebooku milion fanów, regularnie karmionych wiadomościami o „pediatrach biorących łapówki za przesadne szczepienia dzieci”. W Polsce też mamy antyszczepionkowy fanpage z prawie 70tys fanów.

Mainstreamowe media jakoś specjalnie się nie oburzają i regularnie zapraszają do swoich programów różnych idiotów próbujących wmówić rodzicom, że ich dzieci dostaną autyzmu od szczepionek z rtęcią. Zresztą, podobnie jest z osobami, które twierdzą, że Efekt Cieplarniany nie istnieje i można zanieczyszczać do woli, pogląd podzielany takżeprzez wielu doradców Donalda Trumpa (moje zdanie jest i pozostanie takie samo: nawet jeśli Efekt Cieplarniany nie istnieje, to może jednak lepiej byłby trochę ograniczyć zanieczyszczenia? Nawet jakby lodowiec się nie roztopił to nie chce mi się specjalnie umierać od smogu). Natomiast u nas ministrem został Jan Szyszko, który najwyraźniej wierzy w chemitrailsy.

chemtrails.jpg

Zresztą, nie chodzi tylko o udzielanie głosu ludziom głoszącym fałszywe poglądy. Można mówić prawdę, a przy tym i tak wprowadzać ludzi w błąd. Jak? A bardzo prostu: W Nowym Jorku w 1990 roku było 30 morderstw na 100.000 mieszkańców. W 2013 roku liczba ta spadała do 4. Fajnie prawda? Mieszkańcy miasta powinni czuć się o wiele bezpieczniejsi niż 20 lat wcześniej. Niekoniecznie. W 1990 roku New York Times umieścił słowo „morderstwo” w swoich nagłówkach 129 razy, a w 2013 roku, kiedy morderstw było ponad siedem razy mniej, liczba ta wzrosła do 135.

Dlatego też, jak wspomniałem w moim tekście pt. „Ameryka w ruinie”, Amerykanie mają wrażenie, że są zagrożeni, między innymi dzięki mainstreamowym mediom. A potem wybory wygrywa ktoś, kto obiecuje pozbycie się „gwałcicieli i morderców z Meksyku”. Widzicie związek? Bo mainstreamowe media najwyraźniej go nie widzą.

Na koniec możecie sobie jeszcze posłuchać, co na ten temat do powiedzenia ma Jonathan Pie, grany przez Toma Walkera:

 

Źródła:

Morderstwa w NY: https://www.brennancenter.org/blog/americas-faulty-perception-crime-rates

Zuckerberg o „fake news”: http://arstechnica.com/tech-policy/2016/11/mark-zuckerberg-on-facebooks-fake-news-were-working-on-it/

Snopes, z którego pochodzi tytułowy obrazek, o tym samym: http://www.snopes.com/2016/01/14/fake-news-sites/

Trump o 11 września: https://www.theguardian.com/us-news/2015/nov/29/donald-trump-muslims-cheering-911-attacks

Szyszko i chemitrails: http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/jan-szyszko-zaniepokojony-chemitrails-na-niebie,593284.html

Newsy z Macedonii: http://www.nbcnews.com/news/world/fake-news-how-partying-macedonian-teen-earns-thousands-publishing-lies-n692451

Ameryka w ruinie: https://ahmedgoldstein.wordpress.com/2016/08/03/ameryka-w-ruinie-vol-2/

 

Uchodźcy bardziej boją się nas, niż my ich – wywiad z Elisą Coll Blanco

Wywiad z Elisą Coll Blanco, pisarką, aktorką, blogerką, aktywistką, autostopowiczką i feministką, która spędziła 2 tygodnie w obozie dla uchodźców zorganizowanym w Hotelu City Plaza w Grecji. Pytania pochodzą z komentarzy zostawionych przez fanów pod postem, w którym zapowiedziałem przeprowadzenie wywiadu. Wywiad został przetłumaczony z języka hiszpańskiego przez Autora.

w-kamerze

Ahmed Goldstein: Chciałbym zacząć od pytania, które zadawało wielu czytelników: co się dzieje, gdy w obozie są ludzie, którzy nie znają języka angielskiego, hiszpańskiego itd. Czy bariery językowe są dużą przeszkodą?

Elisa: Gdy dotarłam do Hotelu City Plaza, w którym pracowałam przez 2 tygodnie, były tam osoby wszystkich narodowości: Syryjczycy, Afgańczycy, Pakistańczycy, Irańczycy, Irakijczycy itd. Wielu mówiło po angielsku, częściej mężczyźni, niż kobiety. Nie chodzi o to, że kobiety nie mówiły po angielsku, ale było o wiele więcej mężczyzn znających angielski, niż kobiet, które potrafiłby się porozumiewać po angielsku.

Ja pracowałam głównie z dziećmi, a one często nie mówiły nawet dobrze w swoim własnym języku. W szkole natomiast uczyły się greckiego, a angielski nie był priorytetem. Z drugiej strony była to szansa na to, żeby porozumiewać się w inny sposób: dzięki grom, zabawom i muzyce. Mimo tego, że żadne z dzieci nie znało angielskiego, dogadywaliśmy się na inne sposoby.

AG: Mówisz, że więcej mężczyzn mówiło po angielsku. A jak wyglądają twoje doświadczenia jeśli chodzi o płeć i wiek uchodźców? W zachodniej prasie dominują zdjęcia dzieci, ale prawicowe publikacje często piszą, że do Europy przyjeżdżają głównie młodzi mężczyźni.

Elisa: W City Plaza większość to były rodziny podróżujące razem. Mężczyzna, kobieta i dzieci. Jeśli rodzina nie ma środków na to, żeby wszyscy na raz mogli wyjechać, wtedy kobieta z dziećmi jedzie oddzielnie, a mężczyzna oddzielnie. W hotelu było wiele rodzin, gdzie była matka z dziećmi, bez mężczyzny który został w kraju. Było też wielu nieletnich chłopaków, którzy podróżowali sami, bo rodzina nie miała pieniędzy, żeby wszyscy mogli wyjechać, więc reszta zostawała w kraju, a płacili za przejazd dla syna lub synów, podczas gdy rodzina zbierała pieniądze na przejazd reszty.

AG: Wiele osób zastanawia się dlaczego uchodźcy jadą do Europy, zamiast zostać w sąsiednich krajach, w których nie ma wojny.

Elisa: Rozmawiałam z chłopakiem z Kurdystanu, który mówił, że wolałby wrócić do wojny w Syrii, niż zostać w Turcji. Mówił on o tym, że rząd turecki traktuje uchodźców, w szczególności Kurdów, w sposób bardzo brutalny. Jego przyjaciel został przez władze tureckie porwany i oddany w ręce ISIS i nigdy więcej o nim nie słyszeli. To się wydarzyło 2 lata temu. Jego matce, cierpiącej na cukrzycę, kiedy trafiła do szpitala, lekarze odmówili pomocy, gdy dowiedzieli się, że jest Kurdyjką. Powiedzieli jej, że jeśli chce, żeby ktoś jej pomógł, to niech sobie wraca do swego kraju. W Turcji, mimo zapewnień prezydenta Erdogana, uchodźcy są traktowani bardzo źle.

AG: Jak byli zorganizowani uchodźcy wewnątrz obozu?

Elisa: Hotel City Plaza zbankrutował w trakcie kryzysu i został opuszczony ze wszystkim w środku, z krzesłami, wyposażeniem itd. Ostatniej wiosny grupa aktywistów weszła do hotelu, wysprzątała go i otworzyła go znowu, a teraz mieszka tam 400 uchodźców. City Plaza nie otrzymuje pomocy z żadnej organizacji pozarządowej, ani od rządu. Jest całkowicie ufundowany przez aktywistów. Chcą pokazać rządowi, że rzeczy można robić inaczej , tylko przy pomocy pracy aktywistów. Wszystko zorganizowane jest w ten sposób, że grupa wolontariuszy mieszka w hotelu razem z uchodźcami. Co tydzień organizuje się spotkania aktywistów i wolontariuszy, a także wolontariuszy z uchodźcami, żeby ustalić jak ma działać hotel. Są dyżury sprzątania, dyżury gotowania i dyżury obsługi baru. Każda rodzina, która mieszka w oddzielnym pokoju ma swój numerek i dyżuruje przy sprzątaniu każdego piętra hotelu. Są też konkretne osoby, które zawsze pracują w kuchni albo z dziećmi. Każdy robi to co chce i potrafi, ale są też rzeczy, które muszą robić wszyscy np. sprzątanie i dbanie o hotel.

elisa-z-boku

AG: Powiedziałaś, że nie ma pomocy rządu itd. Ale są osoby, które sprzeciwiają się tego rodzaju działaniom. Mówią, że aktywiści zajęli hotel bez pytania o zdanie właściciela i bez płacenia mu w żaden sposób. Co możesz im odpowiedzieć?

Elisa: Ja jeśli chodzi o temat squattingu zmieniłam bardzo zdanie w ciągu ostatnich lat. Respektuję własność prywatną, ale są rzeczy ważniejsze. Np. Hotel City Plaza to miejsce, które zostało opuszczone, bez żadnego planu odrestaurowania go, z meblami, stołami, ze wszystkim. Hotel był zamknięty przez wiele lat i nikt go nie używał. Był pełen śmiecia. Jeśli prywatny budynek ma stać pusty, nieużywany przez nikogo, a 400 osób ma być na ulicy, to ja wolę, żeby te 400 osób miało dach nad głową. Bronię squattingu w budynkach, których nikt nie używa i nie ma zamiaru używać.

AG: Są osoby w Polsce, które jak tylko słyszą o squatach to mówią, że w czasach komunizmu dokwaterowywało się ludzi do mieszkań i squaty to coś podobnego. Jak wytłumaczysz im różnicę pomiędzy tymi dwoma sytuacjami?

Elisa: Nie znam żadnych aktywistów, squatersów, którzy wepchaliby się do domu, w którym ktoś mieszka. Trzeba rozróżniać pomiędzy dzikimi lokatorami i aktywistami, którzy rozumieją squatting jako ożywianie martwych przestrzeni. Są to dwie różne rzeczy. Za pierwszymi nie ma żadnej moralności, najwyżej potrzeba lub przestępstwo. Natomiast aktywiści prezentują pewne wartości. Nie mają zamiaru robić nikomu krzywdy, tylko ożywić teren.

AG: Podoba mi się określenie „ożywianie martwych przestrzeni”. Jeszcze jedna rzecz: Czy były jakieś agresje ze strony uchodźców? A może przypadki braku zaufania? Jesteś kobietą, jesteś z innej kultury, jesteś młoda…

Elisa: Nie. Absolutnie. W City Plaza uchodźcy potrafili się zachować, mówię o mężczyznach, bo agresywne zachowania zwykle przychodzą z tej strony na świecie. Było zero agresji przeciwko mi i moim koleżankom. Zero. Co prawda daje się zauważyć mikroseksizm, tak jak to widzimy w Hiszpanii czy w Europie. Ale to jest coś, co robi uchodźca i robi to mój kolega z pracy w poniedziałek w biurze. To mit, że uchodźcy są niebezpieczni, agresywni. Zacznijmy od tego, że mówienie, że uchodźcy są grupą osób o konkretnym zestawie cech jest niedorzeczne. Słowo „uchodźca” znaczy, że osoba nie mieszka już w swoim domu, ale nie definiuje konkretnej osobowości. Jeśli jutro zaczną spadać bomby w Hiszpanii, to my będziemy uchodźcami. Nie będziemy mieli z tego powodu wspólnej tożsamości. Oczywiście wszędzie są dobrzy i źli ludzie i wszędzie może pojawić się agresja. Ja nie byłam celem żadnej agresji, otrzymałam za to mnóstwo wdzięczności i pełną współpracę. Byli ludzie, których mniej lubiłam, mężczyźni i kobiety, ale nie dlatego, że mnie atakowali, tylko tak samo jak w moim mieście, też są ludzie, których lubię mniej.

AG: Czytelnicy pytają się czy uchodźcy mają jakieś plany na przyszłość, czy wiedzą, co będą robić, dokąd się udadzą? Słyszeli może o Polsce? Któryś z nich chciałby tu zamieszkać?

Elisa: Nie znam żadnego uchodźcy, który chciałby jechać do Polski. Są pewne kraje w Europie, o których uchodźcy wiedzą, że nie są tam mile widziani. Mają telefony komórkowe i czytają wiadomości. Są to rodziny ze wszystkich klas społecznych. Gdy są w jakimś kraju manifestacje przeciwko uchodźcom, oni to wiedzą. Zbierają informacje na temat warunków w krajach, do których chcą się udać. Wszyscy mają jakiś plan. Mniej lub bardziej wypracowany, ale wszyscy wiedzą, gdzie chcą jechać i co chcą robić. Mój przyjaciel Kurd chciał na przykład otworzyć kwiaciarnię, bo miał kwiaciarnię w swoim kraju. Chciał jechać do Irlandii, ale w końcu wysłali go do Francji. Wszyscy mniej więcej wiedzieli dokąd chcieli jechać. Nie poznałam nikogo kto chciałby jechać do Polski, ale za to poznałam kilka polskich wolontariuszek, które robiły bardzo dobrą robotę.

AG: Wiele osób pytało jak zostać wolontariuszem lub wolontariuszką w takim miejscu? Jak to się robi?

Elisa: Jak ktoś chce jechać, to niech skontaktuje się ze mną, a ja skontaktuję ich z Atenami. Ale są też grupy na Facebooku, ja to zrobiłam właśnie przez Facebooka. Co tydzień aktualizują się i piszą gdzie potrzeba wolontariuszy, koców, jedzenia itd. Jeśli nie chcesz jechać za pośrednictwem jakiejś organizacji pozarządowej, możesz szukać przez Facebooka. Prawda jest też taka, że czasem ciężko skontaktować się z aktywistami przez Internet, ja na przykład zapłaciłam za noc w hostelu, a potem poszłam bezpośrednio do City Plaza i spytałam czy mogę zostać na 2 tygodnie i robić zajęcia dla dzieci. Oni powiedzieli „tak, tak, możesz mieszkać w tym pokoju i będziesz go dzielić z tą dziewczyną”! Napisałam im wcześniej, ale mi nie odpowiedzieli. W takich miejscach warunki zmieniają się z dnia na dzień. Czasem są ataki faszystów, czasem zamykają inny obóz i nagle przybywa wielu nowych ludzi.  Czasem jest chaos. Jak ja tam byłam, to na przykład to zamknęli obóz w Pireusie i przybyła wielka grupa uchodźców szukając schronienia. Ciężko robić plany z dużym wyprzedzeniem. Facebook jest w porządku, ale polecam znaleźć sobie miejsce do spania w Atenach, jakiś plan B i stamtąd iść i szukać. Niektórzy wolontariusze spędzali jeden dzień w obozie, jeden w City Plaza i szukali miejsca w którym mogli być najbardziej przydatni.

grupka-ludzi

AG: A jak z różnicami kulturowymi i tzw. „Respektowaniem europejskich wartości”?

Elisa: Niektórych wartości lepiej, żeby nie poznawali, heh… No więc, uchodźcy to ludzie bardzo wykształceni, z wyższymi studiami, doktorzy, lekarze. Poznałam dziewczynę: 24 lata, nazywa się Nur, ukończyła inżynierię mechaniczną i szukała kraju w którym mogłaby zrobić studia podyplomowe. To dziewczyna z o wiele lepszym wykształceniem niż ja. Są tam osoby z bardzo różnych grup społecznych. Wiedzą co się dzieje w Europie, ale oni to wiedzieli wcześniej. Oni robią interesy z Europą, bywali na wakacjach w Europie zanim ktoś im zbombardował dom. Oczywiście, mają swoją kulturę, ale oni mówią po angielsku, konsumują… Co do czego, zachód zdominował świat, więc jest niemożliwe, żeby nie znali naszej kultury.

AG: A mają zamiar wrócić do domu kiedy zakończy się wojna?

Elisa: Wszyscy fantazjują o powrocie. Mówią „byłoby wspaniale wrócić”, „chcę wrócić”, to jasne przecież to ich dom. To okropne, że musisz uciekać ze swego domu, bo jest wojna, ludzie chcą ci zrobić krzywdę, twoje życie jest w niebezpieczeństwie, życie twoich dzieci. Wszyscy chcieliby wrócić, traktują ten stan, jakby to wszystko było przejściowe. W hotelu widziałam wielu takich ludzi, którzy myśleli, że teraz zorganizują sobie życie w innym kraju, ale na pewno kiedyś to się skończy i będą mogli w końcu wrócić do siebie. Szczególnie ci, których rodziny zostały tam i chcą ich znowu zobaczyć. I oczywiście tak samo by było z nami, gdyby jutro zaczęła się wojna tu w Hiszpanii, to też chcielibyśmy wrócić.

AG: Co byś powiedziała tym co się boją uchodźców i dla tych co chcą pomóc?

Elisa: Tym co się boją, powiem, że przez te 2 tygodnie i teraz kiedy kontaktuję się z nimi przez Internet, było o wiele więcej ataków „nas” na „nich”, niż „ich” na „nas”. Dzieci z City Plaza mają zabronione wychodzić same na ulice, bez towarzystwa dorosłych, bo boją się ataków faszystów i porwań. Niedaleko hotelu jest park w którym porwane dzieci uchodźców są zmuszane do prostytucji. Mówili o tym w wiadomościach. Są tysiące, tysiące dzieci uchodźców, które zaginęły. Nie tak dawno BBC odkryło, że Amancio Ortega, właściciel Zary i Mango ma w Turcji dzieci uchodźców, które pracują dla niego. Niedługo po tym jak wróciłam do Madrytu, był atak faszystów na jedno z miejsc które przyjmowało uchodźców nazywające się Notara 26. Podpalili budynek z ludźmi w środku. Nie było rannych, ale spaliły się leki. Rząd grecki w tym samym miesiącu zburzył kilka budynków, squatów, w których mieszkali uchodźcy, jeden z nich został zniszczony razem z lekami i jedzeniem ofiarowanym przez ludzi. Dla odmiany nie słyszałam nic o żadnym ataku uchodźców na Europejczyków, a już na pewno nie zorganizowanym w ten sposób, jak np. grupy faszystów, grupy które zajmowałyby się atakowaniem nas. To my Europejczycy ich atakujemy, po tym wszystkim, co przeszli. Wydaje mi się, że cały ten strach jest bezpodstawny i to oni bardziej boją się nas i woleliby być w swoim domu, niż być wszędzie atakowani.

Dla tych, co chcieliby jechać pomóc… Po pierwsze to jest bardzo pozytywne i wiele o nich mówi, solidarność to jedna z najlepszych rzeczy, która łączy ludzi. Świetnie być w kontakcie nie tylko z uchodźcami, ale także z ludźmi, którzy przyjechali z tych samych powodów co ty. To piękne. Wybija ci to wiele głupot z głowy. Uprzedzenia, a także tę wyidealizowaną wizję uchodźców. „Aaaj biedni, wszyscy tacy dobrzy!”, a okazuje się, że są tacy, których nie lubisz i tacy których lubisz. Oceniasz ich dopiero jak ich poznasz. Ta pani mnie rozśmiesza, a ten pan zaszedł za skórę. Opisywałam to w moim artykule (link na dole strony!). To bardzo trudne, ale daje uczucie spełnienia i cały czas chcesz więcej i chcesz tam wrócić. Każdy robi co może i zachęcam każdego. Czasami wydaje się, że nie zmieniasz niczego, ale zmieniasz ludziom życie, a ludzie są ci bardzo wdzięczni

AG: A teraz najważniejsze pytanie: Z jaką prędkością leci jaskółka bez obciążenia?

Elisa: Zależy czy jest europejska czy afrykańska!

Ale najszybciej latającą jaskółką jest jaskółka faszyzmu. Ale tego nie pisz! Ta się najszybciej rozprzestrzenia po świecie… (potem Elisa powiedziała, że jednak, jak chcę, to mogę napisać – przyp. Autor)

AG: Czytelnicy pytają się także czy masz chłopaka.

Elisa: Tak, mam, ale podróżowałam bez niego. Mam chłopaka, ale nie wożę go w plecaku, haha. Jak nie macie z kim jechać, to jedźcie sami, czasami lepiej jest jechać samemu.

kolko-dzieci

AG: To by było na tyle, chciałabyś coś jeszcze powiedzieć czytelnikom?

Elisa: Nie wiem… Jak ktoś ma jakieś wątpliwości może się do mnie odezwać. Jest mnóstwo projektów, które są teraz organizowane, w obozach i w innych miejscach. Nawet jak myślisz, że do niczego się nie nadajesz, bo potrzeba lekarzy czy pielęgniarek, to i tak możesz pomóc. Ja na przykład studiowałam komunikację audiowizualną, jestem aktywistką, aktorką i pisarką, nie umiem robić nic pożytecznego, a stworzyłam tam program zajęć dla dzieci. W takich momentach odkrywasz, co możesz zaoferować innym ludziom.

Skontaktujcie się z Elisą na Facebooku: https://www.facebook.com/revolutionontheroad/

A tu możecie poczytać jej bloga: http://www.revolutionontheroad.com/

Artykuł Elisy o uchodźcach: http://www.no-yolo.com/ah-poor-refugees/).

Dodatkowe informacje:

Atak na Squat: https://en.squat.net/2016/08/27/athens-announcement-of-squat-notara-26-about-the-attack-of-august-24th/

Dzieci zmuszane do prostytucji w Atenach: https://www.newsdeeply.com/refugees/articles/2016/07/14/refugees-caught-up-in-child-prostitution-in-athens

Dzieci robią ubrania dla Zary i Mango: http://www.bbc.co.uk/news/business-37716463