Czy kogoś ostatnio molestowałem? – Przewodnik praktyczny, część 2 – Flirt czy Molestowanie?

Za każdym razem kiedy przewija się temat molestowania pojawiają się komentarze w rodzaju „Teraz to wszystko jest molestowaniem” albo „Jak mam rozmawiać z kobietami, skoro zaraz oskarżą mnie o molestowanie??” albo „Klepanie po tyłku kiedyś było normalne, a teraz jest molestowaniem, a zaraz otwieranie drzwi kobiecie będzie molestowaniem! Jak mam odróżnić, co można robić, a czego nie można?”

me too 2

O ile jestem gotów zrozumieć przypadkowych trolli, którzy, jak się można domyślać, tak naprawdę to nie mają nic przeciw molestowaniu i robi im się przykro, że może się okazać, że nie będą już bezkarni, to zawsze dziwiły mnie takie reakcje w wykonaniu osób, które powinny rozumieć interakcje międzyludzkie. Co gorsza podobne podejście wydają się mieć osoby zajmujące się tymi sprawami zawodowo, tak jak na przykład niejaki profesor Zbigniew Lew-Starowicz. Przecież ten pan jest seksuologiem, jak on może tego nie kumać?

Według mnie sytuacja jest (przynajmniej w teorii!) niezmiernie prosta: molestowaniem są zachowania seksualne, które powodują, że druga osoba czuje się niekomfortowo. Nie ma obiektywnej granicy, bo nie może jej być. Nie jest to też coś tylko i wyłącznie kulturowego, jak niektórzy próbują nam wmówić. Nawet jeśli uznamy, że u nas całowanie w rękę jest bardziej przyjęte, niż powiedzmy w Szwecji, to nadal nie zobowiązuje to polskich kobiet do tego, żeby pozwalały na to, żeby każdy stary oblech memlał ich nadgarstki przy powitaniu.

„Ha!” – powiedzą pewnie niektórzy z was – „Stary oblech? Czyli sugerujesz, że przystojnym facetom można więcej! Wiedziałem, nas, którzy nie wyglądamy jak Ryan Gosling, wszędzie prześladują!”. No i powiem tak: poniekąd macie rację, ale nie ma to nic do rzeczy. To samo zachowanie może być mile widziane jeśli robi to jedna osoba, nie jeśli robi to ktoś inny, w innych okolicznościach, zresztą zaraz dam wam przykład:

Jest sobota wieczór siedzicie sobie u kolegi, właśnie skończyła się pierwsza połowa meczu, Polska przegrywa 0-2 i wszystko wygląda na to, że straci szansę na występ na Mistrzostwach Świata (i to z Łotwą! Przecież oni i tak nie grają już o nic, są na przedostatnim miejscu w tabeli…). Kolega wstaje od stołu i rusza w kierunku lodówki. „Wódeczki?” – pyta, wyciągając z zamrażalnika litrową butelkę Finlandii. O ile nie jesteście zdecydowanymi abstynentami, to raczej nie będziecie się sprzeciwiać i niezmiernie ucieszycie się słysząc taką propozycję.

Miesiąc później. Jesteście na weselu kuzyna, którego pamiętacie tylko z tego, że jakieś  30 lat temu zesrał się na pogrzebie dziadka Stefana (można mu wybaczyć, rocznym dzieciom takie rzeczy się zdarzają). Jest druga w nocy, a wy nie dość, że musicie iść jutro rano do pracy (w sobotę na 7? Kto to w ogóle wymyślił, w poniedziałek składacie wymówienie i jedziecie do Peru hodować alpaki, to już postanowione), to jeszcze nic nie pijecie, bo obiecaliście mamie odwieźć ciotkę Bożenę. Właściwie to jakby nie ciotka, to pewnie w ogóle was by tu nie było. Nagle nie wiadomo skąd pojawia się wujek Heniek. Wąsy wujka powoli unoszą się nad powierzchnię żuru, jakby był morsem wynurzającym się z przerębli, różnica polega jedynie na tym, że wujek spożył dziś zdecydowanie więcej śledzi, niż jakikolwiek mors. Sztuczna szczęka skrzypi, gdy wujek odgryza kawałek ogórka kiszonego, jak kowboj odgryzający końcówkę cygara. W przeciwieństwie do kowboja, wujek postanowił jednak ogórka połknąć, po czym zdaje sakramentalne pytanie: „ze mną się nie napijesz?!”

Walrus-Fins-Thick-Water-Rock-Zoo-Bart-Weight-1473278.jpg

Jak widzicie, ta sama czynność może być dla nas przyjemna lub nie, zależnie od kontekstu i towarzystwa. Wszyscy chyba się zgadzamy, że wszystkie czynności seksualne jakie wykonujemy, wykonujemy w taki sposób, żeby były przyjemne dla obu stron, bo seks jest czymś, co w większości wypadków robi się dla przyjemności lub dlatego, żeby mieć dzieci A TAKŻE dla przyjemności (panie Terlikowski, proszę przestać pisać komentarz, wiem, że pan uważa, że seks tylko dla prokreacji, ale jakby pan nie miał z tego przyjemności, to chyba by jednak trochę mniej tych dzieciaków było…)

Musimy się pogodzić z tym, że niektóre osoby mogą negatywnie reagować na nasze próby flirtu, niezależnie od tego, jak bardzo się staramy, jak jesteśmy mili i jak bardzo jesteśmy atrakcyjni. Nawet Jake Gyllenhaal będzie w oczach niektórych kobiet pijanym wujkiem Heńkiem na weselu. Nie znaczy to jednak, że, tak jak twierdzą niektórzy smalce alfa, flirt i podrywanie zawsze musi kończyć się oskarżeniem o molestowanie. Od tego mamy oczy, żeby patrzeć i mózg, żeby myśleć. Jeśli koleżanka siedzi obok nas w knajpie i dziwnym trafem za każdym razem kiedy wstaje i idzie po kolejne piwo albo do toalety, to po powrocie siada coraz bliżej nas, to możemy spróbować ją przytulić. Jeżeli jednak po tym, jak my się przysuwamy, nasza koleżanka wykona ruch, jakby gotowała się do wyskoczenia przez okno, to należy natychmiast przerwać nasz kulawy zakus na flirt.

Żaden z nas nie jest jasnowidzem i każdemu zdarzy się czasem zrobić coś, co druga osoba może uznać za nieprzyjemne i może poczuć się niekomfortowo. W takim wypadku powinniśmy zrobić to samo, co robimy w każdym innym wypadku, gdy zrobimy coś nie tak: przeprosić i przestać. To naprawdę nie jest takie trudne i dziwi mnie fakt, że trzeba to ludziom tłumaczyć. Tak samo, jeśli osoba po jakimś czasie stwierdza, że coś co jej odpowiadało już jej nie odpowiada. Wy także możecie przecież wypić z wujkiem Heńkiem jednego kielicha czy dwa, co wcale nie oznacza, że macie ochotę na kolejne.

Jak w każdej rozmowie, tak samo w rozmowie z osobą, która jest obiektem naszych westchnień, najlepsze rezultaty osiągamy kiedy postaramy się posłuchać i spróbujemy zrozumieć punkt widzenia tej osoby. Wtedy naprawdę szybko możemy zobaczyć jak powinniśmy się zachowywać, bez uciekania się do słów czy gestów, które mogą urazić drugą osobę, a nas samych postawić w głupiej sytuacji.

W przeciwieństwie do tego co raczy pieprzyć profesor Lew-Starowicz, to jeśli uważasz, że flirt jest niemożliwy w epoce, gdy kobiety nie chcą być molestowane seksualnie, to znaczy, że znasz się na flircie, jak minister Szyszko na ochronie środowiska.

Część 1: https://ahmedgoldstein.wordpress.com/2017/12/06/czy-kogos-ostatnio-molestowalem-przewodnik-praktyczny-czesc-1-falszywe-oskarzenia/

Źródła obrazków:

Wujek Heniek: http://maxpixel.freegreatpicture.com/Walrus-Fins-Thick-Water-Rock-Zoo-Bart-Weight-1473278

Lew-Starowicz plecie: https://kobieta.onet.pl/zdrowie/seks/prof-zbigniew-lew-starowicz-to-bedzie-koniec-flirtu/d9w0cjc

Obrazek #metoo: https://www.pexels.com/photo/art-awareness-campaign-concrete-622135/

 

Reklamy

Czy kogoś ostatnio molestowałem? – Przewodnik praktyczny. Część 1 – Fałszywe Oskarżenia

Boicie się, że zostaniecie niesłusznie oskarżeni o molestowanie? Jeśli tak to jest to tekst dla was, dowiecie się, jak najskuteczniej uniknąć takich oskarżeń, czyli tego, jak nikogo nie molestować, ale najpierw dowiecie się dlaczego wasz strach jest nieuzasadniony (chyba, że na serio jesteście gwałcącymi zboczeńcami, wtedy jakoś specjalnie nie jest mi was szkoda).

metoo

Świat powinien spalić się ze wstydu, jeśli nie z innego powodu, to choćby dlatego, że ludzie zaczęli nagle zauważać „epidemię ZGŁASZANIA przypadków przemocy seksualnej i molestowania”, ale dziwnym trafem nie mogli wcześniej zauważyć epidemii przemocy seksualnej i molestowania. W niektórych przypadkach wynika to oczywiście z tego, że ludzie są często z natury (i z wychowania) strasznie samolubni. Jeśli jestem wyrośniętym starym facetem, to szansa na to, że ktoś będzie próbował mnie zgwałcić albo molestować w pracy jest raczej nieduża (oczywiście nie jest to niemożliwe i będę jeszcze o tym pisał, ale to temat na inną okazję). Mężczyźni zastanawiają się jednak częściej nad tym, dlaczego nagle zachowania, które wydawały się im dotychczas normalne, stają się czymś określanym jako „molestowanie”.

Chciałbym teraz zaznaczyć, że ten tekst jest pisany przez heteroseksualnego mężczyznę, dla heteroseksualnych mężczyzn, natomiast uważam, że kobiety bądź osoby nie hetero mogą się z niego dowiedzieć trochę o tym, jak działa mózg (tak, czasem działa!) heteroseksualnych mężczyzn, co pomoże im rozumieć skąd bierze się u niektórych niesamowicie defensywne podejście do tematu molestowania (osoby te są także proszone o komentarze, bo bardzo chętnie poznałbym ich punkt widzenia na poruszane przeze mnie tematy!).

Ogólnie to można by było podzielić sprawę na 2 części:

1. Strach przed fałszywymi oskarżeniami o coś co się nie wydarzyło np. gwałt czy przemoc

2. Obawę, że to co według nas jest niewinnym flirtem zostanie nazwane molestowaniem

Jeśli chodzi o punkt pierwszy to sprawa jest dosyć prosta. Wiecie jak czasem wychodzicie ze sklepu przez taką bramkę, co piszczy i boicie się, że mimo, że nic nie ukradliście, to zaraz wam zapiszczy i ochrona pomyśli, że jesteście złodziejami? No właśnie. Ludzie z natury są trochę paranoiczni i pewnie od kiedy jeden jaskiniowiec ukradł drugiemu kieł mamuta boją się, że ktoś fałszywie ich o coś oskarży. W przypadku przestępstw seksualnych taką paranoję u mężczyzn (tych niewinnych oczywiście!), nakręcają według mnie trzy mechanizmy:

1. Ciężko by było udowodnić, że się kogoś nie zgwałciło. Jeśli wychodzimy ze sklepu, a bramka zapiszczy przypadkowo, to zawsze możemy pokazać, że nie mamy nic w kieszeniach i ochrona da nam spokój. W wypadku oskarżenia o gwałt często nie ma bezpośrednich dowodów, ani na „tak”, ani na „nie”. Oczywiście ciężko jest w ogóle udowodnić, że się nie popełniło jakiegokolwiek przestępstwa, bo bardzo często jest to słowo przeciw słowu. Sąsiad może pokazać guza na głowie policji i powiedzieć, że przywaliłem mu łopatą, ale dziwnym trafem jakoś nikt nie boi się, że coś takiego się może wydarzyć. Wynika to z punktów 2 i 3:

2. Postrzegana powszechność „fałszywych oskarżeń o gwałt” może wynikać z tego, że jest to najczęściej przyjmowana linia obrony przez gwałcicieli. Wynika to zresztą z logiki. Złodziej może powiedzieć, że kradzione towary kupił albo znalazł. Nie musi oskarżać ofiary o kłamstwo, może zwalić winę na nieistniejącą osobę trzecią, która według niego dokonała kradzieży. W wypadku pobicia, bandyta zwykle przyjmuje prostą linię obrony: „to on zaczął panie władzo, ja się tylko broniłem”, nawet jeśli byli świadkowie tego zdarzenia, to bandziorek może twierdzić, że nie widzieli oni momentu, kiedy pobity zaatakował go pierwszy. Gwałciciel nie może udawać, że to ktoś inny zgwałcił, więc ma 2 możliwości obrony: albo stwierdzi, że stosunek odbył się za zgodą obydwu stron albo uparcie będzie twierdził, że całe zdarzenie było wyimaginowane i ofiara próbuje się na nim mścić albo jest niespełna rozumu. Nawet jeśli nie znamy osobiście wielu gwałcicieli to takie sytuacje są nam znane gdyż…

3. Motyw fałszywych oskarżeń o gwałt przewija się niesamowicie często w literaturze, filmie czy popkulturze. Nie ma to nic wspólnego ze statystką (nie chce mi się teraz grzebać w tabelkach, ale fałszywe oskarżenia o gwałt to niewielki procent wszystkich oskarżeń, mniej, niż w wypadku innych przestępstw, nie wspominając o fałszywych oskarżeniach, przez które ktoś rzeczywiście poszedł siedzieć, na dole wrzucę linki, dla tych, którzy chcą się dowiedzieć czegoś więcej). Ale przecież tak samo lęk przed zamachami dokonywanymi przez uchodźców w Polsce nie ma nic wspólnego ze statystyką (nie było żadnego, a boi się ich mnóstwo ludzi). Albo strach przed wilkami. Kiedy ostatnio czytaliście, że kogoś zaatakował wilk? Jest ich mało, nikogo nie atakują, ale ludzie i tak się boją. Niektórych tematów ani media, ani twórcy (lub „twórcy”) nie chcą po prostu zostawić w spokoju. Nawet wspaniały reżyser i aktor Tommy Wiseau nie ustrzegł się tego tematu i jego bohater Johnny został fałszywie oskarżony o przemoc wobec swojej narzeczonej:

Biorąc pod uwagę 3 powyższe punkty, nic dziwnego, że niektórzy mężczyźni podchodzą ostrożnie do akcji #metoo i boją się, że to właśnie oni mogą stać się tym niewielkim procentem niesłusznie oskarżonych. Wiedząc, jak seksistowskie jest nasze społeczeństwo i jak media lubią dopuszczać do głosu ludzi siejących zamęt i panikę, taka sytuacja nie powinna nas wcale dziwić. Nie jest to oczywiście usprawiedliwienie, tak samo jak nie powinno być usprawiedliwiane panikowanie na myśl o przyjęciu uchodźców czy na samą myśl o wilkach, ale nie powinniśmy udawać, że takie wątpliwości wynikają tylko i wyłącznie z seksizmu osoby, która je wyraża.

Część druga pt. „Czy kogoś ostatnio molestowałem? – Przewodnik praktyczny, część 2 – Flirt czy Molestowanie?” zostanie zamieszczona jutro. Na razie zapraszam do komentowania! Zgadzacie się czy nie? Macie coś do dodania?

Część 2: https://ahmedgoldstein.wordpress.com/2017/12/07/czy-kogos-ostatnio-molestowalem-przewodnik-praktyczny-czesc-2-flirt-czy-molestowanie/

Źródła:

https://www.pexels.com/photo/art-awareness-campaign-concrete-622135/

Artykuły na temat fałszywych oskarżeń o gwałt:

https://qz.com/980766/the-truth-about-false-rape-accusations/

The myth that false rape accusations are common is dangerous and damaging

 

Polki dla Polaków

Dawno temu, jako mały dzieciak, kiedy jeszcze nie interesowałem się polityką i nie wiedziałem co to jest ksenofobia czy nawet stereotyp, zastanawiałem się dlaczego polscy faceci tak często podkreślają, że polskie kobiety są najpiękniejsze.

lesser_smierc_wandy.jpg

Po pierwsze, wystarczyło obejrzeć parę hollywoodzkich filmów, żeby zadać sobie pytanie skąd ta pewność siebie. Jeden rzut oka na Halle Berry czy Salmę Hayek wystarczał, żeby dojść do wniosku, że słowiański typ urody zdecydowanie nie jest jedynym akceptowalnym.

Po drugie nie wiedziałem dlaczego uroda Polek jest dla Polaków powodem do dumy, przecież to niby polskie kobiety miały być najpiękniejsze, a nie oni. Co innego jakby ktoś mówili, że polscy mężczyźni są najpiękniejsi, najsilniejsi, najsprytniejsi czy coś w tym stylu. No ale przecież jak Citko strzelał bramkę, to też byliśmy dumni, mimo, że w tym czasie tylko zbieraliśmy chrupki, które wyleciały z torebki po tym, jak wujek Stefan przypadkiem przykopał w stolik celebrując honorowego gola Polaków.

Ostatnio jednak doznałem dziwnego olśnienia. Polscy mężczyźni nie traktują kobiet na tej samej zasadzie, co gola Marka Citki w meczu z Anglią (przy okazji doradzam, żebyście nie sprawdzali, co pan Citko robi obecnie…). Polacy uważają, że Polki im się po prostu należą, dlatego też chwalą ich urodę na tej samej zasadzie, co chwali się osiągi swego samochodu czy przekątną telewizora.

Nie wiem ile już razy widziałem ostatnio wiadomości o tym, jak jakaś Polka została zaatakowana, bo jej partner był za bardzo opalony albo (jeszcze częściej) jakiś obcokrajowiec dostał po ryju za to, że szedł za rękę z Polką. Możemy oczywiście zwalić to na falę rasizmu, jaką obserwujemy ostatnio w naszym pięknym kraju i będziemy mieli po części rację. Takie ataki mają przede wszystkim rasistowskie podłoże. Niemniej jednak zastanawia mnie jedna sprawa: ile razy słyszeliście o sytuacji, kiedy Polak dostał po gębie za to, że umawiał się z obywatelką innego kraju?

Nie zrozumcie mnie źle, na pewno zdarzają się takie sytuacje, w końcu porządny naziol zawsze znajdzie powód, żeby komuś przypierdolić. Niemniej jednak, jako że od lat jestem w związku z osobą z innego kraju, która (szczególnie jak się trochę opali) z daleka widać, że nie jest Polką, to nie miałem z tego powodu nigdy ŻADNYCH problemów. Powodem może być też fakt, że mało kto ma ochotę obrażać dziewczynę kogoś, kto wygląda na takiego, co w razie czego w ryj dać może dać, ale brak nawet delikatnych komentarzy wyrażających niezadowolenie z faktu, że związałem się z dziewczyną z innego kraju wydaje się zastanawiający.

Raz tylko na Facebooku prawosławna faszystka (tak, istnieje taka opcja w Polsce) stwierdziła, że „może jej przeszkadza”, ale była to jedna durna sytuacja w ciągu dobrych paru lat związku. Tymczasem kobiety, które związały się z obcokrajowcami spotykają się na co dzień, jeśli nawet nie z bezpośrednimi atakami, to z rasistowskimi i ksenofobicznymi komentarzami. Niestety nie dotyczy to tylko naszych ulubionych narodowców czy innych kiboli. Nie raz możemy usłyszeć różnych wujków czy kolegów z pracy (a także ciocie i koleżanki!), mówiących o tym, jak to „Agata puściła się z Murzynem”, „Kaśka wyszła za Niemca, pewnie dla kasy”, a „Bożena zostawiła Janusza dla Araba”.

Dla porównania zagraniczna małżonka to zwykle powód do dumy i swego rodzaju trofeum, szczególnie jeśli jest urodziwa. Mało kto, poza jakimiś skrajnymi naziolami, fanatykami „czystości rasy” zwraca uwagę mężczyźnie, któremu przyszło do głowy spotykać się z kobietą z innego kraju. Nikt nie wypomina Mieszkowi I ślubu z Dobrawą, natomiast biedna Wanda, gdyby trafiła na sympatyczniejszego Niemca i zdecydowała się nie skakać do rzeki, to zapewne zostałaby wyzwana od zdrajczyń polskości.

Obrazek: Śmierć Wandy – Aleksander Lesser (1814-1884)

 

Przypadek? Nie sądzę! – Recenzja książki „Macierewicz i jego tajemnice” Tomasza Piątka

Książek i artykułów na temat rzekomych powiązań polityków różnych opcji z obcymi służbami, z mafią czy też z SB jest u nas tyle, co walających się po trawniku puszek piwa po juwenaliach. Problem w tym, że spora część z nich, opiera się na tak zwanym „argumentum a recto” czyli argumentach i poszlakach wyjętych prosto z odbytu osoby piszącej, albo (w wypadku pewnego konkretnego autora), ze skandynawskich kryminałów.

antoni-macierewicz.jpg

Książka Tomasza Piątka na szczęście (albo niestety, bo to czego się z niej dowiadujemy wcale miłe nie jest) do nich się nie zalicza. Autor korzysta praktycznie tylko i wyłącznie z ogólnie dostępnych źródeł. W książce jest parę rozmów ze świadkami, którzy teoretycznie mogliby nazmyślać, ale ich historie pokrywają się ze źródłami cytowanymi przez Piątka, takimi jak wyciągi z KRS (czyli kto z kim zasiada w zarządzie jakiej spółki), dokumentami z IPN (kto z kolegów pana ministra donosił za pieniądze), zeznaniami z procesów lustracyjnych (to samo, tylko więcej detali) czy też artykułami z poważnych zachodnich gazet (na temat powiązań zagranicznych kolegów Macierewicza z mafią).

Wystarczy pogrzebać przez chwilę w Internecie, żeby sprawdzić prawdziwość poszczególnych twierdzeń autora. Mało tego, znajdujemy też artykuły innych autorów, którzy pisali o tym samym. Teksty te przeszły raczej bez echa, bo dotyczyły pojedynczych spraw i osób powiązanych co prawda z Antonim Macierewiczem, ale nie budzących takiego zainteresowania.

Jakiego kalibru są zatem zarzuty pod adresem szefa MON? Jakby to powiedzieć…

HugeCannonKremlin

Z książki wynika, że Antoni Macierewicz utrzymywał lub utrzymuje kontakty z ludźmi, którzy na co dzień współpracują z włoską i rosyjską mafią w USA, mafią pruszkowską, byli agentami lub tajnymi współpracownikami SB, a także lub przede wszystkim są współpracownikami GRU.

gru 1

Nie, nie tego.

hemp gru.jpg

Zdecydowanie nie tego.

461px-Generalstaff_central_dep.svg.png

Tego.

Tak, chodzi o Główny Zarząd Wywiadowczy Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej. Koledzy skrajnie antyrosyjskiego Macierewicza są najprawdopodobniej mniej lub bardziej jawnymi współpracownikami rosyjskiego wywiadu wojskowego. Oczywiście żaden z nich nie jest (chyba, cholera ich tam wie) jakimś rosyjskim Jamesem Bondem. Po prostu robią bardzo lukratywne interesy z rosyjskimi milionerami/biznesmenami/mafiozami, którzy bezpośrednio podlegają pod GRU, co na pewno zobowiązuje ich do pewnych drobnych przysług w stosunku do Rosjan.

W pewnym momencie nie można już mówić o przypadkach. Ilość powiązań pomiędzy ludźmi Macierewicza (i to takimi, z którymi zna się jeszcze od czasów PRL) z rosyjskimi służbami jest przytłaczająca. Są tu byli TW tacy jak Robert Jerzy Luśnia (który nie może mnie pozwać, bo nawet Wikipedia mówi, że donosił za pieniądze), są gangsterzy, którzy współpracują z rosyjską mafią (tu nie napiszę kto, bo mnie może nie tylko pozwać, ale i zaj***), a nawet znany wszystkim Harry Potter polskiej polityki, Edmund Janniger, który okazuje się być współpracownikiem byłego amerykańskiego senatora Ala D’Amato, który ma zdjęcia z włoskimi mafiozami i handluje silnikami rakietowymi z Rosją, czym narusza bezpieczeństwo narodowe USA (Lepszy kozak z tego Jannigera, niż się wydawało, co nie? Z takimi kontaktami musi być z niego niezły agent, szkoda, że nie nasz).

janniger.jpg

Nagle systematyczne niszczenie polskiej armii i służb specjalnych przez pisowskiego ministra nabiera sensu. Wystarczy pogrzebać dosłownie chwilę, by dowiedzieć się ilu współpracowników pana Antoniego ma całkiem jawnie prokremlowskie nastawienie („Putin zrobiłby u nas porządek z lewakami i pedałami!”), podobnie jak środowiska narodowe, które radośnie meldują się w oddziałach Obrony Terytorialnej podlegającej bezpośrednio Macierewiczowi. Dalsze wnioski możecie wyciągać sobie sami, bo ja nie chcę, żeby zdarzył mi się jakiś nieszczęśliwy wypadek.

Jeśli chodzi o ocenę, jaką mam zamiar wystawić książce, to zależy tylko i wyłącznie od tego, czy w najbliższym czasie Antoni Macierewicz przestanie być ministrem.

Jeśli tak, to oceną tą będzie 10/10, bo książka zmieni bieg najnowszej historii naszego państwa.

Jeśli nie, to jest to 1/10, bo książka będzie dowodem na to, że Polska istnieje tylko teoretycznie (a tak swoją drogą, to Sowa i Przyjaciele to też najprawdopodobniej robota Rosjan…) i nic nie możemy z tym zrobić.

 

PS. Dziękuję wydawnictwu Arbitror za udostępnienie książki do recenzji.

Linki:

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4738714/macierewicz-i-jego-tajemnice

http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1710704,1,autor-bestsellera-macierewicz-i-jego-tajemnice-o-swojej-ksiazce.read

Czy można karać za bycie faszystą?

Na lewackich stronach co raz przetacza się dyskusja na temat tego czy można karać za faszyzm czy nie. Argumenty dzielą się na 2 grupy:

1. Propagowanie faszyzmu jest niezgodne z prawem i prowadzi do ludzkiej krzywdy.

2. Nie można karać za „myślozbrodnię”, bo jest to zwykły totalitaryzm, być może nawet gorszy od samego faszyzmu.

Żeby lepiej zrozumieć całe zagadnienie chciałbym wam zadać pytanie: czy można karać za bycie złodziejem?

Wydaje się, że pytanie jest głupie, bo przecież złodziei karzemy bez przerwy i za swoje kradzieże lądują w więzieniu (chyba, że mają wujka tam gdzie trzeba). No i w tym momencie dochodzimy do sedna sprawy: złodziej idzie do więzienia za kradzież, a nie za samo bycie złodziejem. Bycie złodziejem nie polega na tym, że ma się złodziejskie poglądy, tylko na tym, że się kradnie.

Tak samo z byciem faszystą. Jeśli nie spędzacie dnia na propagowaniu nienawiści na tle narodowościowym, prześladowaniu osób homoseksualnych lub praktykujących inne religie, nie nawołujecie do mordowania przeciwników politycznych, nie bijecie osób o innym kolorze skóry, ani nie atakujecie feministycznych demonstracji, to gratulacje: nie jesteście faszystami.

Jeśli jednak ktoś robi wyżej wymienione rzeczy, to nie ma prawa zasłaniać się wolnością poglądów, bo jest zwykłym bandytą, jak cała reszta faszystów.

Ulice strachu

Ten tekst miał wyglądać całkiem inaczej. Chciałem po prostu napisać lekko prześmiewczy tekst o tym, że faceci powinni uważać, zanim zaczną rzucać nieprzemyślane komplementy w stronę nieznajomej kobiety. Przed przystąpieniem do pisania postanowiłem skonsultować się z moimi fankami, spytać się, jak takie coś wygląda w ich przypadku.

13370144304_2f6ead8500_k.jpg

Uważam się raczej za osobę odważną i rzadko mówię, że czegoś się boję, ale to co stało się potem przeraziło mnie. W ciągu kilkudziesięciu godzin pod postem znalazło się ponad 700 komentarzy. Nawet nie próbowałem przeczytać wszystkich. Przeczytałem za to wszystkie prywatne wiadomości, które otrzymałem w tym czasie, w których kobiety opisywały rzeczy, których bały się pisać w komentarzach. Wiadomości było ponad 500. Żadna z nich nie opisywała jednostkowego przypadku, większość opisywała nieustanne nękanie.

Rodzina

Chciałem pisać o „komplementach” od nieznajomych, ale okazuje się, że niechciane komplementy i zachowania na pograniczu (bądź przekraczające wszelkie granice) molestowania seksualnego zaczynają się w rodzinie. Bardzo szybko straciłem rachubę wszystkich obłapiających wujków, dziadków czy stryjków. Zaczyna się bardzo wcześnie, jedna z czytelniczek pisała o wieku przedszkolnym, a reszta nie musiała czekać o wiele dłużej. Łapanie 12latek za tyłek i mówienie, że rosną im piersi okazuje się normą. Wujkowie całują „niechcący” w usta na powitanie, kładą ręce na piersiach tańcząc na weselu i radośnie chwalą rosnące piersi i kształtne pośladki swoich siostrzenic. Komentarzy w stylu Donalda Trumpa w rodzaju „gdybyś nie była moją siostrzenicą, to bym cię…” także nie brakuje.

Dostałem kilkadziesiąt, a może setkę wiadomości opisujących takie przypadki. Najgorsze było to, że w większości przypadków rodzice nie reagowali wcale, albo twierdzili, że to wszystko normalne, w końcu ofiara jest „ładną dziewczyną”, a niektórzy ojcowie sami klepali własne córki po tyłkach. Chyba tylko jedna osoba napisała, że ojciec z bratem postawili wujka do pionu. Inne pisały, że w najlepszym wypadku kończyło się unikaniem wujka czy dziadka, nawet gdy same miały już ponad 30 lat i dzieci.

Szkoła

Kiedy byłem w szkole, słyszałem, że kolega mówił, że jeden z nauczycieli fizyki kazał pisać dziewczynie na tablicy, po czym patrzył się jej na tyłek, a pan od angielskiego mówił, że jednej dziewczynie „inteligencja w biust poszła”. W ciągu ostatnich 2 dni dowiedziałem się, że ci panowie nie byli sami. Mało tego, w porównaniu do rzeczy opisanych przez moje czytelniczki, pan fizyk i anglista wcale nie posunęli się tak daleko. Podszyte seksualnymi konotacjami „komplementy” (a także obelgi!) zaczynają się już od podstawówki. Dużo było przykładów nauczycieli wf i księży, ale nie brakowało i innych przedmiotów. Najbardziej zasmuciła mnie chyba historia o ulubionym nauczycielu, który zniechęcił do siebie i do szkoły swoją ulubioną uczennicę, gdy stwierdził, że wcale nie jest za niska (jak ona uważała), tylko, że ma „idealny wzrost” (możecie się domyślić do czego idealny…). Był też fizyk, który narysował uczennicę nago na tablicy, z widocznymi piersiami i sutkami (żeby zademonstrować grawitację oczywiście!) i kazał ją przerysować wszystkim uczniom do zeszytu. Przypomnę może jeszcze księdza katechetę, który zwyzywał uczennicę od „kurew” za to, że wypisała się z religii. A pomyśleć, że ja spotkałem się tylko z krzywym spojrzeniem, gdy napisałem wypracowanie o tym, że czystość przedmałżeńska jest szkodliwa społecznie (co prawda jako jedyny miałem potem 4 z religii, a reszta 5, ale zakonnica i tak była dla mnie zawsze miła). Napastują oczywiście nie tylko nauczyciele, ale także koledzy z klasy. Wyzywanie od najgorszych, łapanie za piersi i pośladki jest traktowane jako coś normalnego i lekceważone zarówno przez nauczycieli, jak i przez rodziców.

Studia

Będąc na studiach słyszałem opowieści od koleżanek z innych wydziałów, że gdzieś tam są tacy wykładowcy, co trzeba do nich zakładać na egzamin krótką spódniczkę, to dostanie się wyższą ocenę, ale traktowałem to raczej w kategoriach żartu. Liczba wiadomości, które dostałem na temat wykładowców-zboczeńców przekroczyła moje najśmielsze wyobrażania. Poza niezliczoną liczbą takich, którzy komentowali wygląd i ubiór studentek, często w sposób niezbyt cenzuralny, byli i gorsi. Np. tacy, którzy domagali się umówienia się na randkę w zamian za poprawę oceny lub próbowali się dobierać do studentek na dyżurach. Trudno nawet mi zadecydować do jakiej kategorii zaliczyć takiego, który proponował studentce w krótkiej spódnicy rozchylenie nóg, żeby „mógł zobaczyć cipkę”. Ten akurat podobno wyleciał z roboty, ale w ogromnej większości przypadków takie molestowanie spotykało się z całkowitym lekceważeniem lub nawet groźbami dziekanatu pt. „pan doktor jest kolegą rektora, lepiej niech pani nikomu o tym nie mówi”. Kilka czytelniczek przyznało, że po takich akcjach wolały zrezygnować ze studiów, niż musieć widywać wykładowcę zboczeńca.

Praca

Jako dzieciak nieraz słyszałem dowcipy o szefach i blond sekretarkach i tym podobne. Niestety, wychodzi na to, że wielu facetów uznało, że w życiu jest tak jak w tych dowcipach i że ich koleżanki z pracy są gotowe „dać im dupy”, gdy odpowiednio często będą słyszały komplementy na temat swoich piersi czy pośladków. Młode kobiety w pracy spotykają się z takimi „komplementami” bez przerwy, ale nie są one jedynymi ofiarami. Dostałem też wiadomości od kobiet po pięćdziesiątce, które mają nieprzyjemność słuchać w pracy komentarzy na temat swego ubioru niemal codziennie. Oczywiście im wyżej w hierarchii znajduje się taki Casanova, tym radośniej pozwala sobie na takie zachowania. Ofiary natomiast często spotykają się z lekceważeniem, całkowitym niezrozumieniem lub nawet zazdrością („jesteś ulubienicą szefa i jeszcze narzekasz!”). W niektórych tylko przypadkach udaje im się zgłosić takie coś do HR, a jeszcze rzadziej spotykają się z jakąkolwiek pomocą.

Znajomi

Miałem pisać o „komplementach” od nieznajomych, a okazało się, że równie przykre mogą być te od znajomych. Okazuje się, że koledzy i koleżanki mają często zwyczaj komentować w niestosowny sposób wygląd kobiet w swoim otoczeniu. Niektórzy najwyraźniej uważają, że komentarze w rodzaju „ruchałbym cię” albo „mam przez ciebie namiot w spodniach” są tym, co większość kobiet chciałoby usłyszeć z ust kolegi. Kobiety także wolałyby uniknąć prób łapania za udo podczas rozmowy czy całowania w usta na pożegnanie. Dostałem też całkiem sporo wiadomości o kobietach, które uważają, że łapanie koleżanki za biust czy tyłek i komentowanie wyglądu tych części ciała (plus oczywiście nieśmiertelne „ooo schudłaś!”) to coś całkiem normalnego. Najczęstszym jednak problemem jest chyba kolega, który uważa, że jeśli wystarczająco często będzie komplementował znajomą dziewczynę, to w końcu zasłuży sobie na seks i po kilku piwach próbuje sprawdzać czy już sobie zasłużył, tak jakby „nie” miało jakieś inne znaczenie w jego rodzimym języku.

Lekarz

Spodziewalibyście się komplementów u ginekologa? Ja nie. A jednak, jedna z czytelniczek usłyszała, że ma „piękną cipkę”, a inne musiały podczas badania słuchać innych mniej lub bardziej obleśnych komentarzy na temat swoich miejsc intymnych. Jeden ginekolog posunął się nawet do zastosowania dziwnej metody masowania piersi, która zakończyła się u pacjentki odciskami jak po pobiciu. Ginekolodzy to nie jest wyjątek, okazuje się, że wielu lekarzy, którzy mają okazję oglądać swoje pacjentki (także nieletnie) bez ubrania, nie może powstrzymać się od komentowania ich wyglądu czy też atrakcyjności seksualnej. Jedna z czytelniczek spotkała się ze strony lekarza z dziwacznym stwierdzeniem, że nie powinna biegać, bo to męski sport. Większość wiadomości dotyczyła jednak ginekologów, a prawie wszystkie kończyły się zdaniem „od tego czasu nie chodzę już nigdy do ginekologa mężczyzny”.

Ulica

Kiedy zaczynałem pisać ten tekst miałem skupić się na „komplementach”, które kobiety słyszą na ulicy. Okazało się jednak, że wiadomości i komentarzy było tak wiele (przypomnę: około tysiąca), że musiałem też napisać o innych sytuacjach. Niemniej jednak, ulice są także o wiele gorsze niż mi się zdawało. Gwizdanie, krzyki, ocieranie się w autobusie, klepanie po tyłku czy komentarze na temat piersi lub pośladków to coś, na co wiele kobiet musi przygotować się przed każdym wyjściem z domu. Mało tego, wielu czytelniczkom zdarzyły się sytuacje, w których taki „adorator” nie poprzestawał na komentarzach i krzykach, ale łapał za rękę i próbował je ciągnąć w nieznanym kierunku.

Najbardziej przerażające były opisy reakcji, czy raczej braku reakcji ludzi. Nawet własne matki często mówiły tym kobietom (i dziewczynom, wielu z nich takie rzeczy przydarzają się od kiedy mają 14-15 lat), że to przecież normalne, bo są ładne i podobają się mężczyznom. Niektórym zdarzały się nawet sytuacje, które przypominały kiepskie filmy porno, których reżyserzy nie mają nawet pomysłu na scenariusz z hydraulikiem. Mężczyzna podchodził na ulicy i próbował im oferować pieniądze za seks. O gwiżdżących i krzyczących budowlańcach i kierowcach samochodów większość kobiet wspominała tylko przy okazji, jakby to było oczywiste. Jako ciekawostkę mogę dodać jeszcze, że plagą są także rowerzyści łapiący za tyłek kobiety na chodniku i kierowcy łapiący za tyłek rowerzystki. A pamiętacie lekarza, który mówił, że kobiety nie powinny biegać? Możliwe, że miał trochę racji, bo biegaczki spotykają się z zadziwiająco dużą liczbą zaczepek ze strony napalonych samców, niezależnie od tego, jak workowaty dres na siebie założą.

Ofiary

Część osób, które to czytają dochodząc do tego miejsca myśli sobie pewnie „ok, paskudnie to brzmi, ale jak to możliwe, że takie coś mi się nigdy nie zdarzyło albo zdarzyło się kiedyś raz i nigdy się nie powtórzyło? Może to te kobiety robią coś nie tak?” Do napisania tekstu zainspirował mnie problem mojej koleżanki, której takie zaczepki przytrafiają się bez przerwy. Na początku myślałem, że dotyczy to raczej kobiet uważanych za atrakcyjne lub tych które ubierają się w ten czy inny sposób. Te założenia szybko musiałem skonfrontować z rzeczywistością. Pisały do mnie najróżniejsze kobiety. Starsze, młodsze (w tym piętnastolatki), takie które pisały, że dbają o urodę i takie które tego nie robią. Lesbijki, które lubią się ładnie ubrać, heteroseksualne dziewczyny ubierające się jak stereotypowe lesbijki, a także kobiety aseksualne. Okazuje się, że ani wygląd zewnętrzny czy ubranie w ten czy inny sposób, ani deklarowana orientacja seksualna nie chronią przed zboczeńcami. Najbardziej narażone na zaczepki wydają być się nieletnie oraz dziewczyny wyglądające na młodsze, niż są w rzeczywistości, choć nie jest to reguła, gdyż otrzymywałem także wiadomości od kobiet w wieku 40-50 lat. Niestety, gdy ktoś okazuje się „typem” w jakim gustują miejscowi zboczeńcy, to niewiele może zrobić, żeby się bronić. Nie zniechęcają, ani glany, ani strzyżenie się na łyso, ani chodzenie w workowatych ubraniach. Zresztą sami zboczeńcy też szybko potrafią zmienić zdanie, bo gdy tylko kobieta im odmawia, zaczynają wyzywać ją od najgorszych i twierdzić, że „i tak jej nikt nie zechce”, a nawet próbować przejść do rękoczynów. Mimo obrzydzenia i strachu wiele dziewczyn nie reaguje lub próbuje się uśmiechać, gdy mężczyźni mówią im różne świństwa, dlatego że boją się, że zostaną pobite. Przemoc fizyczna to częsta reakcja u odrzuconych zboczeńców.

Innym natomiast takie zaczepki po prostu się nie przytrafiają. Podczas, gdy większość czytelniczek pisała, że wyżej wymienione sytuacje przydarzają się im bardzo często, a nawet codziennie, to niektóre pisały, że zdarzyło im się to raz w życiu albo nie przydarza się od kiedy przestały być nastolatkami. Po raz kolejny, nie zależy to od urody czy sposobu ubierania się. Przykładem może być tu moja dziewczyna, która pracowała kiedyś jako modelka, zawsze jak jest gorąco to chodzi w szortach, ale nigdy nie zdarzyło jej się, żeby ktoś ją zaczepił. Może zboczeńców onieśmiela jej wzrost? Nie wiem. Wiem tylko, że los zaoszczędził jej w ten sposób wielu cierpień.

Trauma

Strach, obrzydzenie, poczucie winy to tylko niektóre z uczuć, z którymi muszą się mierzyć kobiety padające ofiarami molestowania seksualnego przez kolegów z pracy, szkoły, znajomych, nauczycieli, lekarzy czy nieznajomych. Większość z nich nie ma żadnego wsparcia, nawet w najbliższej rodzinie, mało tego, w tej samej rodzinie potrafią się znajdować także sprawcy molestowania. Najbliższe osoby, które powinny wspierać, mówią, że to może one, kobiety, są winne, gdyż ubierają się czy zachowują się w sposób zbyt wyzywający. Niektóre z nich radzą sobie z tym całkiem dobrze, niechciane zaloty powodują u nich zdenerwowanie bądź lekkie obrzydzenie, o którym szybko zapominają. Niestety, w większości przypadków jest o wiele gorzej.

Wiele kobiet, które do mnie pisały żyje w ciągłym strachu, czując obrzydzenie do samych siebie i poczucie winy, że mimo, że od dawna przestały nosić sukienki czy koszulki z krótkim rękawkiem, przestały się malować, zaczęły strzyc się na łyso, unikać imprez i spotkań sam na sam z mężczyznami, to nadal przyciągają słowa i łapska zboczeńców. Niektóre przestały same jeździć pociągami czy autobusami. Inne drżą na samą myśl o przejściu w pobliżu przystanku, na którym padły ofiarą napalonego faceta, który próbował ciągnąć je za rękę, podczas gdy nikt nie reagował. Wspominałem już o tych, które musiały rzucić studia czy zerwać kontakty z rodziną, bo ktoś nie umiał trzymać łap przy sobie, a nikt nie chciał pomóc czy nawet zauważyć, że dzieje się coś złego.

Nawet najbardziej niewinne zaczepki mogą trafić na osobę, która miała wcześniej o wiele bardziej traumatyczne doświadczenia. Sam byłem kiedyś w sytuacji, kiedy dziewczyna, którą zaprosiłem, żeby obejrzała ze mną film, stwierdziła, że pójdzie do domu od razu po filmie (w trakcie filmu nic się nie wydarzyło, siedzieliśmy sobie na łóżku i nie dotykaliśmy się, bo pomiędzy nami stało pudełko ciastek) i wpadła w panikę, bo drzwi się zacięły i nie mogła ich otworzyć. Nigdy nie spytałem, dlaczego tak zareagowała, mogę się tylko domyślać.

Pisały do mnie także kobiety, które w wyniku ciągłego nękania rozważały popełnienie samobójstwa. Jak twierdziły, w takich wypadkach każdy gwizd czy zaczepka mogły być kroplą która przelała czarę goryczy. Wytrzymały tylko dzięki sile woli i wsparciu osób, które nie odwróciły się od nich i nie próbowały zwalać na nie winy za to co je spotyka.

Zrozumienie

Wiedziałem, że jest problem, że kobiety spotykają się często z nękaniem i zaczepkami. Nigdy jednak nie podejrzewałem, jaka może być skala problemu. Po przeczytaniu ponad tysiąca wiadomości i komentarzy i napisaniu tego tekstu czuję obrzydzenie do świata, jestem przerażony, zmęczony i nie mam ochoty na nic. A mimo to wiem, że nie czuję nawet jednej setnej tego, co czują kobiety, które do mnie pisały

Przy okazji dowiedziałem się, że dla wielu z nich strona ze śmiesznymi komiksami bez obrazków na Facebooku jest jedynym miejscem, gdzie mogły o tym opowiedzieć bez strachu, że zostaną wyśmiane, zlekceważone, bądź co gorsza oskarżone o to, że to ich wina i że to one prowokują zaczepki. Jestem wam bardzo wdzięczny za zaufanie, a jednocześnie jest mi bardzo przykro, że nie macie obok siebie osób, które mogłyby wam realnie pomóc.

Mam teraz tylko jedną prośbę do wszystkich czytelników:

Reagujcie gdy widzicie, że coś takiego się dzieje i nie lekceważcie osób, które skarżą się wam na nękanie.

 

 

 

Źródło obrazka: Dustin Gaffke Rue de Bièvre ~ Paris, France

Rue de Bièvre ~ Paris, France

Samce Alfa vs. Mili Chłopcy

Gdy spędzamy za dużo czasu w internecie, zaczynamy odnosić wrażenie, że męska część populacji dzieli się na agresywnych i odnoszących oszałamiające sukcesy (poprzez różne ekscesy) „samców alfa” i biednych, niedocenionych „miłych chłopców”, którzy są tacy porządni i kochani, a żadna ich nie chce.

małpy.jpg

Na pierwszy rzut oka, grupy te wydają się całkowicie przeciwstawne, co zresztą znajduje potwierdzenie w narracji, którą uskuteczniają osobniki zgłaszające przynależność do jednej z tych grup. Typowy Smalec Alfa będzie twierdził, że każda kobieta (bo przecież wszystkie kobiety są takie same!) pożąda „samca alfa”, a przy tym gardzi „miłymi chłopcami”, nawet jeśli w końcu zdecyduje się na wyjście za mąż za takowego „miłego chłopca”, to nadal będzie pożądała jakiegoś Dzikiego Goryla. Narrację potwierdzają samozwańczy „mili chłopcy”, którzy twierdzą, że są olewani przez kobiety, bo one wolą dupków (czyli Smalców Alfa).

Skoro obie strony konfliktu są poniekąd zgodne, wydawałoby się, że w tym momencie możemy zakończyć nasz wywód, bo co tu więcej można dodać? Może nawet część z nas ma dowód na potwierdzenie tej tezy. Np. ta Ania z IIB w liceum, co odpisywała od was pracę domową, ale nie chciała się umówić, bo miała tego chłopaka Grześka z zawodówki, który potem miał sprawę za kradzież kosiarki z domku działkowego (albo to wy byliście Grześkiem i do dziś nie wiecie, co za menda na was doniosła, przecież ta kosiarka nikomu nie była do niczego potrzebna…). Mało tego, ja sam miałem ileś lat temu podobną wizję świata: nikt mnie nie chce, a wszystkie dziewczyny lecą na dupków, chlip, chlip…

Mam dla was jednak niespodziankę. Otóż te grupy są do siebie o wiele bardziej podobne, niż mogłoby się wydawać. Mało tego! Po części nakładają się na siebie! Jak to możliwe? Jeśli kiedykolwiek rozmawiało się z kobietą, wystarczy przeczytać parę akapitów z typowego samczoalfiego blogaska, żeby zorientować się, że autor albo zmyśla te wszystkie historyjki od góry do dołu albo żyje na planie niskobudżetowego filmu porno, gdzie najczęstszą przyczyną zgonów wśród hydraulików i czyścicieli basenów są choroby weneryczne.

plumber

Mało tego, istnieją strony na których autor sam otwarcie przyjmuje obie narracje na raz . Wtedy zwykle określa się jako „normalny facet”, który z jednej strony cierpi, bo nie jest super napakowanym samcem alfa milionerem, ale z drugiej strony opisuje swoje wyimaginowane przygody erotyczne i gardzi tymi, którzy „nie potrafią zaliczyć”. Niezależnie jednak od tego, jak identyfikuje się autor takich wypocin, podejście do kobiet prezentowane zarówno przez „smalców alfa”, jak i przez „miłych chłopców” jest w gruncie rzeczy bardzo podobne.

Żadna z tych grup nie traktuje kobiet jako równorzędnego partnera. Smalce Alfa uważają kobiety za zdobycz, którą trzeba dorwać, nieważne czy po pijanemu czy wbrew jej woli i ma służyć tylko i wyłącznie zaspokojeniu ich własnych popędów. „Mili Chłopcy” natomiast uważają, że kobieta to jest im winna seks za to, że są dla niej mili. Wymyślili sobie nawet cały mit „friendzonu”, który polega na tym, że ich koleżanka śmie nie rozłożyć przed nimi nóg po tym, jak przez miesiące (czy nawet lata!) łażą za nią i zawracają jej dupę.

Jedna i druga ma też zwykle podobne gusta jeśli chodzi o kobiety: w internecie modelki i aktorki są za grube albo za brzydkie, a Emma Watson i Jennifer Lawrence są przereklamowane, natomiast w realnym świecie gotowi są polecieć na wszystko, co jest chociaż trochę bardziej pociągające od Rafała Ziemkiewicza. Zgadzają się też, co do tego, że lata 50 (w USA, bo za Stalinem i Bierutem raczej nie tęsknią) były najlepsze, a prawdziwa kobieta ładnie wygląda, nosi sukienki i gotuje. Kobieta taka ma być przykładną matką, damą, dziewicą, a w łóżku ma robić wszystko, co Smalec Alfa/Miły Chłopiec zobaczył w pornolach (a skąd ma to umieć, to już nie wiem, skoro ma nie być „puszczalska”…).

you-mean-a-woman-can-open-it

Na koniec oczywiście warto dodać, że zarówno jedni, jak i drudzy za największego wroga uważają feministki, równouprawnienie i facetów, którzy nie chcą się dostosować do tradycyjnych ról płciowych („co za cipa z niego, nie wykorzystał nietrzeźwej!!”). Feministki wiadomo czym sobie zasłużyły (Równouprawnienie? Traktowanie kobiet jakby były ludźmi? Niedoczekanie!), ale przy okazji dostaje się jeszcze facetom, którzy nie umieją, bądź nie chcą się zastosować do debilnych reguł wyznawanych przez Towarzystwo Wzajemnej Masturbacji jakim jest mizoginistyczna część internetu. Nie zauważają oczywiście (bo skąd?), że taki „pedałek”, co to przyjaźni się z kobietami i traktuje je po partnersku, będzie miał, co do czego, większe powodzenie, niż jakikolwiek Smalec Alfa domagający się przynoszenia mu kanapek.

Źródła obrazków:

Małpiszonki: https://www.flickr.com/photos/richardfisher/3727217269

Seksistowskie reklamy: http://www.businessinsider.com/26-sexist-ads-of-the-mad-men-era-2014-5?IR=T/#67-the-best-ones-are-thin-and-rich-15

Pan hydraulik: https://www.flickr.com/photos/90155419@N00/2209615897