Millera pamięci żałobny rechot

Współczuję ludziom, którzy uwierzyli w budowanie wspólnej lewicowej inicjatywy zwanej Zlewem i przykro mi, że ich projekt padł na twarz jak Marek Siwiec po wyjściu z helikoptera. Uważam, że nieobecność Zlewu w sejmie wcale nie oznacza końca lewicy w Polsce, a wręcz przeciwnie, może oznaczać nowy początek.

Sam fakt nieprzeskoczenia podwyższonego progu nie jest żadną tragedią. Co dałaby nam pseudolewicowa partia w opanowanym przez prawicę i populistów parlamencie? Co najwyżej wepchnęłaby Kukiza i jego narodowców do koalicji z PiS. Zlew nie miałby żadnego wpływu na władzę i robiłby dokładnie to samo co przez ostatnie 10 lat, czyli nic.

Dlaczego powinniśmy się cieszyć? Ano dlatego, że może w końcu padnie mit SLD i przyległości jako „jedynej lewicowej partii w Polsce”. Wystarczy posłuchać jednego z ostatnich przed wyborami wywiadów z (bardzo sympatyczną skądinąd) panią Barbarą Nowacką kreowaną przez Zlew na nową twarz polskiej lewicy.

W wywiadzie padają stwierdzenia, które absolutnie nie pasują do lewicowego polityka, którym Nowacka oczywiście nie jest, co wytyka także pojawiający się tam na chwilę Ikonowicz. Nowacka stwierdza między innymi, że fakt, że dużo zarabia oznacza, że „nikt nie będzie mógł jej kupić”, a „wolnego rynku nie można kwestionować”. Oba te stwierdzenia pasują raczej do profesora Leszka Balcerowicza, który na samą sugestię bycia lewicowym najprawdopodobniej sprywatyzowałby się w spodnie. Sam Balcerowicz stwierdził kiedyś, że prywatyzacja to sposób walki z nepotyzmem, bo każdy prywatny przedsiębiorca na ważnym stanowisku zatrudni eksperta, a nie kogoś z rodziny. Mimo, że każdy kto kiedykolwiek pracował w prywatnej firmie wie, że jest to nieprawda, to przynajmniej wypowiedź ta pasuje całości filozofii Balcerowicza, w której rynek jest dobrem nadrzędnym.

Podająca się za orędowniczkę praw LGBT Nowacka odmówiła także odpowiedzi na pytanie o adopcję przez małżeństwa homoseksualne. Najprawdopodobniej dlatego, że wie, że spora część starych komuchów należących SLD to tak naprawdę obyczajowi konserwatyści, niemający żadnych związków z nowoczesną lewicą.

Na koniec padło pytanie o postawienie Millera przed trybunałem stanu. Nowacka oczywiście unikała odpowiedzi. Trudno się dziwić, ja też bym wolał nie mówić, że mój szef powinien trafić do ciupy, ale wtedy pojawia się pytanie: dlaczego w takim razie Miller jest nadal szefem? Co trzeba zrobić, żeby zostać wywalonym z SLD albo przynajmniej zepchniętym ze stołka przewodniczącego?

Nie ma co płakać. Padła stara lewica, od dawna już niegodna tego miana i dopiero teraz jest szansa na powstanie nowej, lepszej i… lewicowej.

Link do wywiadu z Nowacką: http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/adrian-zandberg-i-barbara-nowacka-kto-jest-liderem-lewicy-w-polsce,588074.html

Reklamy

Krótki wpis o tym jak 13-latki lgną do Romana Polańskiego

Nigdy bym nie pomyślał, że mój pierwszy tekst na blogu będzie o Romanie Polańskim, ale się wkurzyłem, więc jest.

Najpierw 2 sprawy:

Pierwsza: Nie jestem prawnikiem, nie interesuje mnie co się przedawnia, co się nie przedawnia itd. Nie mówię tu o tym, jaki wyrok powinien wydać sąd, tylko o moich odczuciach na temat całej sprawy.

Druga: Nie jestem za wydaniem Polańskiego do USA, gdyż jestem przeciw ekstradycji jakiegokolwiek więźnia do kraju, w którym mógłby go czekać ewidentnie nieuczciwy proces.

Niemniej jednak, bronienie samego czynu, którego dokonał Roman Polański jest obrzydliwe i całkowicie nie na miejscu. Jeszcze gorsze są próby oskarżania ofiary.

Jakie to ma znaczenie, że możliwe jest, że matka dziewczynki chciała wyłudzić odszkodowanie? W jaki sposób usprawiedliwia go fakt, że dziewczynka wcześniej już odbyła stosunek seksualny z kimś innym? Polański dokonał gwałtu na nieletniej i sam się do tego przyznał. Twierdzenie, że mógł nie wiedzieć ile ma lat jest całkowicie bez sensu, bo nawet jeśli by tak było, to niewiedza wcale go nie usprawiedliwia. Mógł spytać. Poza tym gwałt to nadal gwałt, więc o czym my w ogóle mówimy?

Wszystkie te tłumaczenia brzmią dla mnie równie przekonywująco jak wywody arcybiskupa Michalika na temat tego jak to dzieci rozwodników lgną do księży. Współczulibyście księdzu pedofilowi dlatego, że ministrant, którego zgwałcił wcześniej już przespał się z koleżanką z klasy? Albo dlatego, że chłopiec miał rodziców kretynów, którzy liczyli na jakieś kokosy od biskupa?

Wątpię. No chyba, że podzielacie pogląd pewnego europosła, który uważa, że lekka pedofilia nie jest szkodliwa społecznie. Jeśli tak nie jest, to lepiej zastanówcie się kogo bronicie i w jaki sposób.

PS. A filmy Polańskiego nadal lubię.