Nie dajmy się wciągnąć w kolejną wojnę

Zamachy w Paryżu i Bejrucie były dziełem osób, którym ktoś wmówił, że wrogiem odpowiedzialnym za całe zło, jakie ich spotkało w życiu jest reszta świata, niepodzielająca ich fanatycznych poglądów.

Według kaznodziejów fanatycznego islamu, którzy sami zapewne nie wyściubiają nosa ze swoich pałaców, nie mówiąc już owinięciu się ładunkami wybuchowymi i zorganizowaniu samobójczego zamachu, wrogami są nie tylko chrześcijanie czy ateiści, ale też większość muzułmanów niespełniających ich wyśrubowanych kryteriów „prawowierności”. A jeśli je spełniają, ale nieszczęśliwie znajdą się w miejscu zamachu to… no cóż, mają pecha. Fanatyczni kaznodzieje dla wiary są gotowi na każde poświęcenie, szczególnie jeśli poświęcają życia innych. Dlatego też nie powinno dziwić, że mnóstwo ludzi ucieka z krajów arabskich do Europy. W ich ojczyznach to, co stało się zeszłej nocy w Paryżu, jest na porządku dziennym.

I tak przechodzimy do najważniejszego punktu: każda wypowiedź, która zachęca do walki z muzułmanami i islamem jako jednolitą całością, jest wodą na młyn religijnych fanatyków. Dokładnie w tej chwili jakiś mały Muhammed może siedzieć w swoim pokoju w Londynie, a na jego monitorze przewija się cała litania bluzgów pod jego adresem, informacji o podpaleniach meczetów czy pobiciach imigrantów. Po takim doświadczeniu o wiele łatwiej będzie mu uwierzyć w słowa grubego brodatego imama, który stara się mu wmówić, że cały świat jest jego wrogiem.

Z drugiej strony mieliśmy już Brevika, który wzorem islamskich terrorystów zamiast strzelać do „niewiernych” najpierw zabrał się za „swoich”, niepasujących do jego kanonu prawowierności. Zadajcie sobie pytanie, czy poczujemy się lepiej, jeśli w odpowiedzi na zamachy z Paryża jakiś neonazista podłoży bombę w meczecie w Marsylii i przez cały dzień będziemy w wiadomościach oglądać ciała wynoszonych stamtąd ofiar.

Podpowiem wam zresztą, kto na pewno będzie wtedy bardzo zadowolony: grubi brodaci imamowie nawołujący do świętej wojny ze swoich złotych pałaców.

Ja natomiast mówię NIE. Nie dla wojny, nie dla fanatyzmu i nie dla siania nienawiści w każdej postaci.