„Poprawność polityczna” czyli z czego można się śmiać?

Ze wszystkiego. Nie, serio. Nie ma żadnej realnej możliwości ani potrzeby, żeby zabronić komuś śmiania się z czegokolwiek. Oczywiście można cenzurować, karać, pouczać, ale ludzie i tak będą się śmiali ze wszystkiego, co im się wyda śmieszne. Nawet z dowcipów Tadeusza Drozdy.

lame

Ważniejszym pytaniem, które powinniśmy sobie zadać jest: czy warto? Z dowcipami jest tak, że jednych śmieszą, a innych nie. Niezależnie od tego czy są kontrowersyjne czy nie. Mnie na przykład strasznie śmieszy dowcip o Stirlitzu, który ukradkiem karmił niemieckie dzieci. Jak wiadomo: od ukradka dzieci puchły i umierały. Usłyszałem go chyba z 15 lat temu, ale nadal jak ktoś mówi „ukradkiem” to zaczynam się śmiać i ludzie się na mnie dziwnie patrzą. Inna sprawa, że nie przyszłoby mi do głowy opowiadać tego dowcipu komuś, komu umarło dziecko po tym, jak czymś się zatruło.

stirlitz

Z mojego punktu widzenia całe rozumienie „poprawności politycznej” odnosi się do tego, żeby nie być wrednym chu*** w stosunku do innych ludzi. Rymowanka „Jurek-siurek” nie jest ani rasistowska, ani seksistowska, ani w inny sposób obraźliwa dla 99,9% społeczeństwa, ale jak będziemy ją powtarzać przed kimś kto nazywa się Jerzy to jest logiczne, że robimy to dlatego, że chcemy się z nim podrażnić. Tak więc, taki pan Jerzy, kiedy słyszy naszą durną rymowankę, może się wkurzyć, bo automatycznie wychodzi z założenia, że robimy mu celowo na złość.

marek jurek

Podobnie sprawa się ma w wypadku innych dowcipów, które ktoś może uznać za obraźliwe. Jeśli opowiadamy je komuś, komu wydają się śmieszne to jest śmiesznie, jeśli ktoś się obraża to może być niewesoło. Sprawa jest delikatna, bo zależy kto opowiada dowcip i w jakiej sytuacji. Polacy non stop śmieją się z innych Polaków i powtarzają różne głupie stereotypy. Dowcip o Polakach kradnących samochody pewnie nas rozśmieszy, gdy opowie go kolega spod Lublina (albo Kazik Staszewski w swojej piosence), ale gdybyśmy pracowali w Niemczech i takim humorem popisywałby się nasz bawarski szef patrząc nam przy tym uważnie na ręce czy przypadkiem mu nie wynosimy szparagów po kieszeniach, wątpię aby było nam do śmiechu.

kradnie samochod

Takie kwestie są cholernie trudne do wyczucia i dlatego jednego Murzyna rozśmieszy dowcip o Murzynach, a innego inny dowcip nie rozśmieszy. Podobnie jak dowcipy, które nie dotyczą bezpośrednio grupy społecznej, do której należymy. Jeśli mam znajomych obcokrajowców, którzy codziennie spotykają się z rasizmem i ksenofobią to rasistowskie dowcipy średnio mnie śmieszą, szczególnie, gdy opowiadane są przez niezbyt tolerancyjnych mieszkańców naszego kraju. Ktoś, kto niekoniecznie zdaje sobie sprawę z tego jak wygląda nasza rzeczywistość, na przykład mieszkaniec małego miasteczka, gdzie nie ma obcokrajowców, więc także z przejawami ksenofobii ciężko się spotkać w życiu codziennym, może nie mieć takich problemów.

samuel l jackson

W tym momencie pojawia się problem nowy, jakim jest internet. Kiedyś sprawa była prosta: 4 facetów w barze mogło sobie przy piwie opowiadać seksistowskie dowcipy i nikt się nie czepiał, bo nikt więcej tego nie słuchał, natomiast przy żonie żaden by takiego kawału nie opowiedział, a jakby opowiedział to by była awantura. Teraz taki dowcip leci na stronę, którą ogląda kilkadziesiąt tysięcy osób. Nic dziwnego, że ktoś czuje się obrażony. Kiedy piszemy coś w internecie, sytuacja się zmienia, to już nie to samo jakbyśmy opowiadali dowcipasy swoim kolegom przy piwie. Wyobrażacie sobie, żeby jakiś minister albo inny poseł zasunął takim kawałem na oficjalnej konferencji prasowej? No dobra, przy obecnym rządzie to nie byłoby nic dziwnego, ale raczej nikt nie zdziwiłby się, gdyby ktoś poczuł się obrażony. Nie jesteście co prawda ministrami, ani posłami (a przynajmniej się nie przyznajecie), więc wasza sytuacja nie jest taka sama, ale nadal: kiedy piszecie coś w internecie, to zwracacie się do praktycznie nieskończonej liczby osób, należącej do nieskończonej liczby grup społecznych. Nie możecie się obrażać, że komuś nie podoba się wasze poczucie humoru albo, że ktoś poczuł się dotknięty, gdyż jest to nieuniknione. Internet przestał być już dawno klubem dla młodych białych mężczyzn grających w gry komputerowe i czytających science fiction.  Dlatego warto pomyśleć czy nie pozostawić części naszych chamskich dowcipasów na wieczorki przy piwie czy fora dla fanów takiego kontentu, na które nikt „normalny” nie wchodzi.

nerd

Na koniec chciałbym jeszcze poruszyć najpoważniejszą sprawę: rozróżnienie między kontrowersyjnym humorem, a propagowaniem konkretnych agresywnych postaw. Gdy razem z kolegą bardzo zaangażowanym badanie holocaustu i historię polskich żydów opowiadaliśmy sobie dowcipy o Żydach, po całym dniu pracy na wykopaliskach w nazistowskim obozie, możecie być pewni, że nie było w tym nienawiści. Był to rodzaj katharsis, potrzebowaliśmy tego, żeby dać radę normalnie funkcjonować po całym dniu grzebania w szczątkach.

nazi fun

Gdy jednak widzę falę „dowcipów” o uchodźcach, czarnoskórych, muzułmanach, Romach czy osobach nieheteronormatywnych zalewającą portale zdominowane przez „młodych patriotów” to krew mnie zalewa. W sporej części tych „śmiesznych obrazków” nie ma tak naprawdę żadnego humoru, są tylko mniej lub bardziej zmyślone historyjki, które mają nas przekonać, że „inni’ są od nas gorsi i zasługują na pogardę. Biorąc pod uwagę klimat polityczny w naszym kraju i rasistowskie, seksistowskie i homofobiczne wypowiedzi polityków partii rządzącej, nazywanie krytyki tego zjawiska „poprawnością polityczną” wydaje mi się najgorszym dowcipem ze wszystkich.

PS. A tu jeszcze taka jedna przestroga, pewnie znacie, ale warto zobaczyć, dlaczego może czasem warto się powstrzymać z opowiadaniem seksistowskich kawałów dzieciakom: https://www.youtube.com/watch?v=_AddWgpcJBo

Jak rozmawiać z ludźmi, którzy przy okazji są kobietami, czyli poradnik dla niekumatych mężczyzn część #01

Na początku chciałbym zastrzec, że jeśli szanowny czytelnik w trakcie czytania stwierdzi, że to wszystko wie i czuje się traktowany jak idiota to gratulacje: ten poradnik nie jest dla ciebie! Może z następnych części dowiesz się czegoś ciekawego (jeśli takie będą).

1 idiots

Ludzie nie umieją rozmawiać. Stają naprzeciw siebie, otwierają paszcze, wydają dźwięki i to by było na tyle, bo przepływ informacji jest zerowy. Sprawa ma się jeszcze gorzej jeśli ludzie ci są różnej płci. Będąc płci męskiej, pisać będę ze strony męskiej, jednak myślę, że czytające to panie się będą mogły czegoś ciekawego dowiedzieć, a także skomentować i pomóc uzupełnić ten krótki i jakże jednostronny (gdyż pisane przez osobnika płci męskiej) poradnik.

Pierwszy problem jaki zauważam wygląda tak: faceci nie mają koleżanek. Zanim zaczniecie się rzucać, jak ABW na pudełko po pizzy, pozwólcie mi dokończyć. Panowie pomyślcie o sobie i o kolegach, a panie o znajomych panach: Ilu mężczyzn ma naprawdę dużo koleżanek? Tzn. kobiet lub dziewczyn, z którymi często i z przyjemnością prowadzi rozmowy na różne tematy, robiąc to z własnej woli, a nie z przymusu albo z nudów. Koleżanki ze szkoły czy z pracy, z którymi jesteśmy zmuszeni przebywać, więc i tak z nimi gadamy się nie liczą. Kobiety, wokół których facet się kręci, bo ma zamiar się z nimi przespać też się nie liczą.

2 sam z laskami

Słabo to wygląda u niektórych… Z różnych powodów jest sporo mężczyzn co „z babami nie gadają”, nie będę wchodził już w szczegóły, sam do końca nie wiem z czego się to bierze, pewnie po części z mizoginii. Takie podejście powoduje rozmaite problemy, gdy taki mężczyzna w końcu do kobiety zagada, bo to trochę tak jakby brać do ręki rakietę tenisową tylko na turnieje wielkiego szlema albo mówić po angielsku, tylko na egzaminie z języka angielskiego. Człowiek umie robić tylko te rzeczy, które trenuje.

3 tenis

Przy tym oczywiście myślę, że warto zauważyć, że kobiety to ludzie i można z nimi normalnie rozmawiać na wszystkie tematy, na które można rozmawiać z mężczyznami. Warto jednak zauważyć, że są dwa podstawowe problemy, które wielu facetów musi przezwyciężyć, żeby taka konwersacja odbyła się bez zakłóceń.

Po pierwsze: zaraz ktoś się spyta „Ale co zrobić kiedy ja z kobietami nie mam wspólnych tematów?”. Odpowiedź jest prosta: rozmawiaj z innymi kobietami. Zresztą w tym stwierdzeniu chodzi o co innego. Chcesz powiedzieć „z kobietami, które chciałbym poderwać nie mam wspólnych tematów”. Z takim podejściem nietrudno się domyślić dlaczego masz problem ze znalezieniem dziewczyny. Wielu mężczyzn ma głupi zwyczaj zagadywania tylko do dziewczyn, które wydają się im atrakcyjne. Serio? Do facetów też gadacie tylko wtedy kiedy np. dobrze grają w piłkę i może dadzą się namówić do gry w waszej podwórkowej drużynie czy może raczej do tych co mają coś ciekawego do powiedzenia? Zresztą, większa część bycia atrakcyjnym i tak wynika z tego co się ma w głowie, a nie z ładnej buzi i tyłka.

belle read

Drugi problem pojawia się, jak już nasz niedoszły Casanova w końcu z panią zacznie rozmawiać i znajdzie wspólny temat, co wcale nie takie trudne, nie bójcie się, że „Baba będzie chciała tylko gadać o szminkach i torebkach”, co swoją drogą też nie byłoby złym pomysłem, może w końcu byście się nauczyli co to znaczy, że „buty do czegoś pasują” i waszą odpowiedzią na pytanie „dobrze w tym wyglądam?” przestałoby być „tak, kochanie” lub „ueueueułe”. Problemem tym jest samo to „jak rozmawiać”. Prosta odpowiedź brzmi: jak z człowiekiem. Niestety wielu facetów ma tendencję do popadania w skrajności, gdy okazuje się, że kobieta na jakiś temat wie więcej lub mniej od nich. Jeśli gadacie o ostatnim meczu z kolegą i kolega powie, że „Ronaldo fajną bramkę strzelił”, a wy wiecie, że to nie był Ronaldo, tylko Messi, to co mówicie? Najprawdopodobniej coś w stylu „Ej, ale to był Messi, nie Ronaldo”, a kolega wtedy mówi „No tak, racja” i rozmowa leci dalej. Natomiast w rozmowie z kobietą niejeden samiec stwierdzi, że „baby się na piłce nie znają” i zacznie pouczać, a to mało kto lubi. W sytuacji gdy to kobieta coś wie, a facet nie wie, też przecież nie dzieje się nic strasznego. Nie ważne, kim jesteś, zawsze jest gdzieś jakiś człowiek, który zna się na czymś lepiej od ciebie. Tyle, że niektórym ciężko jest przełknąć fakt, że takim człowiekiem może być kobieta.

4 buty

No i to byłoby na tyle, jeśli chodzi o wstęp do tego jak się rozmawia ludźmi, którzy przy okazji są także kobietami. Na koniec warto może jeszcze dodać, że zanim się zacznie kłapać paszczą zawsze warto jest posłuchać co druga strona ma do powiedzenia (to działa niezależnie od tego z kim gadamy), a także o tym, że gadanie o „babskich rzeczach” takich jak związki, uczucia i plotki o koleżankach może być bardzo pouczające, bo na pewno w ten sposób dowiecie się więcej o rozmawianiu z kobietami, niż od jakiegoś żydowskiego Araba, który rysuje komiksy bez obrazków w internetach.