Uchodźcy bardziej boją się nas, niż my ich – wywiad z Elisą Coll Blanco

Wywiad z Elisą Coll Blanco, pisarką, aktorką, blogerką, aktywistką, autostopowiczką i feministką, która spędziła 2 tygodnie w obozie dla uchodźców zorganizowanym w Hotelu City Plaza w Grecji. Pytania pochodzą z komentarzy zostawionych przez fanów pod postem, w którym zapowiedziałem przeprowadzenie wywiadu. Wywiad został przetłumaczony z języka hiszpańskiego przez Autora.

w-kamerze

Ahmed Goldstein: Chciałbym zacząć od pytania, które zadawało wielu czytelników: co się dzieje, gdy w obozie są ludzie, którzy nie znają języka angielskiego, hiszpańskiego itd. Czy bariery językowe są dużą przeszkodą?

Elisa: Gdy dotarłam do Hotelu City Plaza, w którym pracowałam przez 2 tygodnie, były tam osoby wszystkich narodowości: Syryjczycy, Afgańczycy, Pakistańczycy, Irańczycy, Irakijczycy itd. Wielu mówiło po angielsku, częściej mężczyźni, niż kobiety. Nie chodzi o to, że kobiety nie mówiły po angielsku, ale było o wiele więcej mężczyzn znających angielski, niż kobiet, które potrafiłby się porozumiewać po angielsku.

Ja pracowałam głównie z dziećmi, a one często nie mówiły nawet dobrze w swoim własnym języku. W szkole natomiast uczyły się greckiego, a angielski nie był priorytetem. Z drugiej strony była to szansa na to, żeby porozumiewać się w inny sposób: dzięki grom, zabawom i muzyce. Mimo tego, że żadne z dzieci nie znało angielskiego, dogadywaliśmy się na inne sposoby.

AG: Mówisz, że więcej mężczyzn mówiło po angielsku. A jak wyglądają twoje doświadczenia jeśli chodzi o płeć i wiek uchodźców? W zachodniej prasie dominują zdjęcia dzieci, ale prawicowe publikacje często piszą, że do Europy przyjeżdżają głównie młodzi mężczyźni.

Elisa: W City Plaza większość to były rodziny podróżujące razem. Mężczyzna, kobieta i dzieci. Jeśli rodzina nie ma środków na to, żeby wszyscy na raz mogli wyjechać, wtedy kobieta z dziećmi jedzie oddzielnie, a mężczyzna oddzielnie. W hotelu było wiele rodzin, gdzie była matka z dziećmi, bez mężczyzny który został w kraju. Było też wielu nieletnich chłopaków, którzy podróżowali sami, bo rodzina nie miała pieniędzy, żeby wszyscy mogli wyjechać, więc reszta zostawała w kraju, a płacili za przejazd dla syna lub synów, podczas gdy rodzina zbierała pieniądze na przejazd reszty.

AG: Wiele osób zastanawia się dlaczego uchodźcy jadą do Europy, zamiast zostać w sąsiednich krajach, w których nie ma wojny.

Elisa: Rozmawiałam z chłopakiem z Kurdystanu, który mówił, że wolałby wrócić do wojny w Syrii, niż zostać w Turcji. Mówił on o tym, że rząd turecki traktuje uchodźców, w szczególności Kurdów, w sposób bardzo brutalny. Jego przyjaciel został przez władze tureckie porwany i oddany w ręce ISIS i nigdy więcej o nim nie słyszeli. To się wydarzyło 2 lata temu. Jego matce, cierpiącej na cukrzycę, kiedy trafiła do szpitala, lekarze odmówili pomocy, gdy dowiedzieli się, że jest Kurdyjką. Powiedzieli jej, że jeśli chce, żeby ktoś jej pomógł, to niech sobie wraca do swego kraju. W Turcji, mimo zapewnień prezydenta Erdogana, uchodźcy są traktowani bardzo źle.

AG: Jak byli zorganizowani uchodźcy wewnątrz obozu?

Elisa: Hotel City Plaza zbankrutował w trakcie kryzysu i został opuszczony ze wszystkim w środku, z krzesłami, wyposażeniem itd. Ostatniej wiosny grupa aktywistów weszła do hotelu, wysprzątała go i otworzyła go znowu, a teraz mieszka tam 400 uchodźców. City Plaza nie otrzymuje pomocy z żadnej organizacji pozarządowej, ani od rządu. Jest całkowicie ufundowany przez aktywistów. Chcą pokazać rządowi, że rzeczy można robić inaczej , tylko przy pomocy pracy aktywistów. Wszystko zorganizowane jest w ten sposób, że grupa wolontariuszy mieszka w hotelu razem z uchodźcami. Co tydzień organizuje się spotkania aktywistów i wolontariuszy, a także wolontariuszy z uchodźcami, żeby ustalić jak ma działać hotel. Są dyżury sprzątania, dyżury gotowania i dyżury obsługi baru. Każda rodzina, która mieszka w oddzielnym pokoju ma swój numerek i dyżuruje przy sprzątaniu każdego piętra hotelu. Są też konkretne osoby, które zawsze pracują w kuchni albo z dziećmi. Każdy robi to co chce i potrafi, ale są też rzeczy, które muszą robić wszyscy np. sprzątanie i dbanie o hotel.

elisa-z-boku

AG: Powiedziałaś, że nie ma pomocy rządu itd. Ale są osoby, które sprzeciwiają się tego rodzaju działaniom. Mówią, że aktywiści zajęli hotel bez pytania o zdanie właściciela i bez płacenia mu w żaden sposób. Co możesz im odpowiedzieć?

Elisa: Ja jeśli chodzi o temat squattingu zmieniłam bardzo zdanie w ciągu ostatnich lat. Respektuję własność prywatną, ale są rzeczy ważniejsze. Np. Hotel City Plaza to miejsce, które zostało opuszczone, bez żadnego planu odrestaurowania go, z meblami, stołami, ze wszystkim. Hotel był zamknięty przez wiele lat i nikt go nie używał. Był pełen śmiecia. Jeśli prywatny budynek ma stać pusty, nieużywany przez nikogo, a 400 osób ma być na ulicy, to ja wolę, żeby te 400 osób miało dach nad głową. Bronię squattingu w budynkach, których nikt nie używa i nie ma zamiaru używać.

AG: Są osoby w Polsce, które jak tylko słyszą o squatach to mówią, że w czasach komunizmu dokwaterowywało się ludzi do mieszkań i squaty to coś podobnego. Jak wytłumaczysz im różnicę pomiędzy tymi dwoma sytuacjami?

Elisa: Nie znam żadnych aktywistów, squatersów, którzy wepchaliby się do domu, w którym ktoś mieszka. Trzeba rozróżniać pomiędzy dzikimi lokatorami i aktywistami, którzy rozumieją squatting jako ożywianie martwych przestrzeni. Są to dwie różne rzeczy. Za pierwszymi nie ma żadnej moralności, najwyżej potrzeba lub przestępstwo. Natomiast aktywiści prezentują pewne wartości. Nie mają zamiaru robić nikomu krzywdy, tylko ożywić teren.

AG: Podoba mi się określenie „ożywianie martwych przestrzeni”. Jeszcze jedna rzecz: Czy były jakieś agresje ze strony uchodźców? A może przypadki braku zaufania? Jesteś kobietą, jesteś z innej kultury, jesteś młoda…

Elisa: Nie. Absolutnie. W City Plaza uchodźcy potrafili się zachować, mówię o mężczyznach, bo agresywne zachowania zwykle przychodzą z tej strony na świecie. Było zero agresji przeciwko mi i moim koleżankom. Zero. Co prawda daje się zauważyć mikroseksizm, tak jak to widzimy w Hiszpanii czy w Europie. Ale to jest coś, co robi uchodźca i robi to mój kolega z pracy w poniedziałek w biurze. To mit, że uchodźcy są niebezpieczni, agresywni. Zacznijmy od tego, że mówienie, że uchodźcy są grupą osób o konkretnym zestawie cech jest niedorzeczne. Słowo „uchodźca” znaczy, że osoba nie mieszka już w swoim domu, ale nie definiuje konkretnej osobowości. Jeśli jutro zaczną spadać bomby w Hiszpanii, to my będziemy uchodźcami. Nie będziemy mieli z tego powodu wspólnej tożsamości. Oczywiście wszędzie są dobrzy i źli ludzie i wszędzie może pojawić się agresja. Ja nie byłam celem żadnej agresji, otrzymałam za to mnóstwo wdzięczności i pełną współpracę. Byli ludzie, których mniej lubiłam, mężczyźni i kobiety, ale nie dlatego, że mnie atakowali, tylko tak samo jak w moim mieście, też są ludzie, których lubię mniej.

AG: Czytelnicy pytają się czy uchodźcy mają jakieś plany na przyszłość, czy wiedzą, co będą robić, dokąd się udadzą? Słyszeli może o Polsce? Któryś z nich chciałby tu zamieszkać?

Elisa: Nie znam żadnego uchodźcy, który chciałby jechać do Polski. Są pewne kraje w Europie, o których uchodźcy wiedzą, że nie są tam mile widziani. Mają telefony komórkowe i czytają wiadomości. Są to rodziny ze wszystkich klas społecznych. Gdy są w jakimś kraju manifestacje przeciwko uchodźcom, oni to wiedzą. Zbierają informacje na temat warunków w krajach, do których chcą się udać. Wszyscy mają jakiś plan. Mniej lub bardziej wypracowany, ale wszyscy wiedzą, gdzie chcą jechać i co chcą robić. Mój przyjaciel Kurd chciał na przykład otworzyć kwiaciarnię, bo miał kwiaciarnię w swoim kraju. Chciał jechać do Irlandii, ale w końcu wysłali go do Francji. Wszyscy mniej więcej wiedzieli dokąd chcieli jechać. Nie poznałam nikogo kto chciałby jechać do Polski, ale za to poznałam kilka polskich wolontariuszek, które robiły bardzo dobrą robotę.

AG: Wiele osób pytało jak zostać wolontariuszem lub wolontariuszką w takim miejscu? Jak to się robi?

Elisa: Jak ktoś chce jechać, to niech skontaktuje się ze mną, a ja skontaktuję ich z Atenami. Ale są też grupy na Facebooku, ja to zrobiłam właśnie przez Facebooka. Co tydzień aktualizują się i piszą gdzie potrzeba wolontariuszy, koców, jedzenia itd. Jeśli nie chcesz jechać za pośrednictwem jakiejś organizacji pozarządowej, możesz szukać przez Facebooka. Prawda jest też taka, że czasem ciężko skontaktować się z aktywistami przez Internet, ja na przykład zapłaciłam za noc w hostelu, a potem poszłam bezpośrednio do City Plaza i spytałam czy mogę zostać na 2 tygodnie i robić zajęcia dla dzieci. Oni powiedzieli „tak, tak, możesz mieszkać w tym pokoju i będziesz go dzielić z tą dziewczyną”! Napisałam im wcześniej, ale mi nie odpowiedzieli. W takich miejscach warunki zmieniają się z dnia na dzień. Czasem są ataki faszystów, czasem zamykają inny obóz i nagle przybywa wielu nowych ludzi.  Czasem jest chaos. Jak ja tam byłam, to na przykład to zamknęli obóz w Pireusie i przybyła wielka grupa uchodźców szukając schronienia. Ciężko robić plany z dużym wyprzedzeniem. Facebook jest w porządku, ale polecam znaleźć sobie miejsce do spania w Atenach, jakiś plan B i stamtąd iść i szukać. Niektórzy wolontariusze spędzali jeden dzień w obozie, jeden w City Plaza i szukali miejsca w którym mogli być najbardziej przydatni.

grupka-ludzi

AG: A jak z różnicami kulturowymi i tzw. „Respektowaniem europejskich wartości”?

Elisa: Niektórych wartości lepiej, żeby nie poznawali, heh… No więc, uchodźcy to ludzie bardzo wykształceni, z wyższymi studiami, doktorzy, lekarze. Poznałam dziewczynę: 24 lata, nazywa się Nur, ukończyła inżynierię mechaniczną i szukała kraju w którym mogłaby zrobić studia podyplomowe. To dziewczyna z o wiele lepszym wykształceniem niż ja. Są tam osoby z bardzo różnych grup społecznych. Wiedzą co się dzieje w Europie, ale oni to wiedzieli wcześniej. Oni robią interesy z Europą, bywali na wakacjach w Europie zanim ktoś im zbombardował dom. Oczywiście, mają swoją kulturę, ale oni mówią po angielsku, konsumują… Co do czego, zachód zdominował świat, więc jest niemożliwe, żeby nie znali naszej kultury.

AG: A mają zamiar wrócić do domu kiedy zakończy się wojna?

Elisa: Wszyscy fantazjują o powrocie. Mówią „byłoby wspaniale wrócić”, „chcę wrócić”, to jasne przecież to ich dom. To okropne, że musisz uciekać ze swego domu, bo jest wojna, ludzie chcą ci zrobić krzywdę, twoje życie jest w niebezpieczeństwie, życie twoich dzieci. Wszyscy chcieliby wrócić, traktują ten stan, jakby to wszystko było przejściowe. W hotelu widziałam wielu takich ludzi, którzy myśleli, że teraz zorganizują sobie życie w innym kraju, ale na pewno kiedyś to się skończy i będą mogli w końcu wrócić do siebie. Szczególnie ci, których rodziny zostały tam i chcą ich znowu zobaczyć. I oczywiście tak samo by było z nami, gdyby jutro zaczęła się wojna tu w Hiszpanii, to też chcielibyśmy wrócić.

AG: Co byś powiedziała tym co się boją uchodźców i dla tych co chcą pomóc?

Elisa: Tym co się boją, powiem, że przez te 2 tygodnie i teraz kiedy kontaktuję się z nimi przez Internet, było o wiele więcej ataków „nas” na „nich”, niż „ich” na „nas”. Dzieci z City Plaza mają zabronione wychodzić same na ulice, bez towarzystwa dorosłych, bo boją się ataków faszystów i porwań. Niedaleko hotelu jest park w którym porwane dzieci uchodźców są zmuszane do prostytucji. Mówili o tym w wiadomościach. Są tysiące, tysiące dzieci uchodźców, które zaginęły. Nie tak dawno BBC odkryło, że Amancio Ortega, właściciel Zary i Mango ma w Turcji dzieci uchodźców, które pracują dla niego. Niedługo po tym jak wróciłam do Madrytu, był atak faszystów na jedno z miejsc które przyjmowało uchodźców nazywające się Notara 26. Podpalili budynek z ludźmi w środku. Nie było rannych, ale spaliły się leki. Rząd grecki w tym samym miesiącu zburzył kilka budynków, squatów, w których mieszkali uchodźcy, jeden z nich został zniszczony razem z lekami i jedzeniem ofiarowanym przez ludzi. Dla odmiany nie słyszałam nic o żadnym ataku uchodźców na Europejczyków, a już na pewno nie zorganizowanym w ten sposób, jak np. grupy faszystów, grupy które zajmowałyby się atakowaniem nas. To my Europejczycy ich atakujemy, po tym wszystkim, co przeszli. Wydaje mi się, że cały ten strach jest bezpodstawny i to oni bardziej boją się nas i woleliby być w swoim domu, niż być wszędzie atakowani.

Dla tych, co chcieliby jechać pomóc… Po pierwsze to jest bardzo pozytywne i wiele o nich mówi, solidarność to jedna z najlepszych rzeczy, która łączy ludzi. Świetnie być w kontakcie nie tylko z uchodźcami, ale także z ludźmi, którzy przyjechali z tych samych powodów co ty. To piękne. Wybija ci to wiele głupot z głowy. Uprzedzenia, a także tę wyidealizowaną wizję uchodźców. „Aaaj biedni, wszyscy tacy dobrzy!”, a okazuje się, że są tacy, których nie lubisz i tacy których lubisz. Oceniasz ich dopiero jak ich poznasz. Ta pani mnie rozśmiesza, a ten pan zaszedł za skórę. Opisywałam to w moim artykule (link na dole strony!). To bardzo trudne, ale daje uczucie spełnienia i cały czas chcesz więcej i chcesz tam wrócić. Każdy robi co może i zachęcam każdego. Czasami wydaje się, że nie zmieniasz niczego, ale zmieniasz ludziom życie, a ludzie są ci bardzo wdzięczni

AG: A teraz najważniejsze pytanie: Z jaką prędkością leci jaskółka bez obciążenia?

Elisa: Zależy czy jest europejska czy afrykańska!

Ale najszybciej latającą jaskółką jest jaskółka faszyzmu. Ale tego nie pisz! Ta się najszybciej rozprzestrzenia po świecie… (potem Elisa powiedziała, że jednak, jak chcę, to mogę napisać – przyp. Autor)

AG: Czytelnicy pytają się także czy masz chłopaka.

Elisa: Tak, mam, ale podróżowałam bez niego. Mam chłopaka, ale nie wożę go w plecaku, haha. Jak nie macie z kim jechać, to jedźcie sami, czasami lepiej jest jechać samemu.

kolko-dzieci

AG: To by było na tyle, chciałabyś coś jeszcze powiedzieć czytelnikom?

Elisa: Nie wiem… Jak ktoś ma jakieś wątpliwości może się do mnie odezwać. Jest mnóstwo projektów, które są teraz organizowane, w obozach i w innych miejscach. Nawet jak myślisz, że do niczego się nie nadajesz, bo potrzeba lekarzy czy pielęgniarek, to i tak możesz pomóc. Ja na przykład studiowałam komunikację audiowizualną, jestem aktywistką, aktorką i pisarką, nie umiem robić nic pożytecznego, a stworzyłam tam program zajęć dla dzieci. W takich momentach odkrywasz, co możesz zaoferować innym ludziom.

Skontaktujcie się z Elisą na Facebooku: https://www.facebook.com/revolutionontheroad/

A tu możecie poczytać jej bloga: http://www.revolutionontheroad.com/

Artykuł Elisy o uchodźcach: http://www.no-yolo.com/ah-poor-refugees/).

Dodatkowe informacje:

Atak na Squat: https://en.squat.net/2016/08/27/athens-announcement-of-squat-notara-26-about-the-attack-of-august-24th/

Dzieci zmuszane do prostytucji w Atenach: https://www.newsdeeply.com/refugees/articles/2016/07/14/refugees-caught-up-in-child-prostitution-in-athens

Dzieci robią ubrania dla Zary i Mango: http://www.bbc.co.uk/news/business-37716463

 

Przemoc (nie tylko) wobec kobiet

Obchodziliśmy właśnie dzień przeciwko przemocy wobec kobiet. Najczęstszym tematem poruszanym z tej okazji jest oczywiście (i bardzo słusznie) mizoginia. Nie ma za bardzo z czym dyskutować, jednym ze źródeł przemocy jest seksizm i próby „pokazania kobietom ich miejsca”. Niestety, skupiając się tylko na tym zdarza się nam czasem pomijać inne poważne problemy, których następstwem jest między innymi przemoc wobec kobiet.

fight1.jpg

W naszym społeczeństwie istnieje bardzo duże przyzwolenie na przemoc w ogóle. Na pierwszy rzut oka tego nie widać, bo jesteśmy przyzwyczajeni. Niestety, niektóre zachowania, które uważamy za normalne, wcale takie nie są. Dotyczy to szczególnie mężczyzn i chłopców.

Pamiętacie co się działo w szkole? Ile razy zostaliście zaczepieni/e, zaatakowani/e, pobici/te i nikt nie zareagował? Nie pamiętam już ile razy widziałem sytuację, w której dziecko z błahego powodu bije drugie dziecko, a potem tłumaczy, że tamto zaczepiało/zabrało kredki/powiedziało coś brzydkiego. Reakcja dorosłych? „Przestańcie się bić!” Tak, jakby ofiara była tak samo odpowiedzialna, za to, co się stało, jak sprawca. Gdy dziecko się skarży, że ktoś je pobił, to dorosły pyta „a dlaczego go zaczepiałeś?”. Śmiejemy się z Amerykanów, którzy prowadzą kampanie przeciwko przemocy w szkołach itd., a przy tym nie widzimy, jak sami napędzamy przemoc. Dziecko zaczyna wierzyć, że jedynym sposobem na obronienie się przed przemocą jest użycie większej ilości przemocy.

Ze starszymi dziećmi jest jeszcze gorzej, jeśli ktoś pada ofiarą przemocy i próbuje się komuś poskarżyć, to zaraz zostaje nazwany „konfidentem”. Nie jestem jakimś szczególnym fanem organów ścigania i donoszenia w ogóle, ale takie zachowanie wygląda na wyjęte prosto z „Podręcznika młodego kryminalisty”. Nic nikomu nie mówi i daj się pobić albo mścij się sam. Bossowie z Pruszkowa byliby dumni. Mało tego, chłopcom wydaje się, że jeśli nie „oddadzą” koledze to będą „cipami” i „cienasami”, tak więc nie tylko próba prośby o pomoc, ale nawet nie odpowiadanie przemocą na przemoc jest przez wielu piętnowane.

konfident.jpg

Byłem kiedyś świadkiem sytuacji, w której grupka uczniów obrzucała kolegę śnieżkami, dlatego, że ich zaczepiał. Z tym, że kolega rzucał śnieżką to w jednego, to w drugiego z daleka od czasu do czasu, a oni go wywrócili na ziemię i obrzucali lodem wszyscy na raz, aż ten się rozpłakał i uciekł. Akcja powoduje reakcję i nie domagam się, żeby ktoś stał, jak słup, gdy jest atakowany, ale przeraziło mnie to, że 12letni chłopcy nie widzą problemu w tym, że zareagowali niewspółmiernie do sytuacji (bo tak też próbowali się tłumaczyć, żaden nie uważał, że zrobili coś złego). Dzieciaki myślą, że to, że ktoś jest dla nich niemiły, lub „zaczepia” to daje im to przyzwolenie na fizyczny atak. Miałem wtedy okazję dzieciakom wytłumaczyć, że owszem, ten co zaczynał nie powinien ich zaczepiać, ale ich reakcja była bardzo przesadzona i doprowadzenie do płaczu kolegi, którego przecież lubią, nie jest chyba ich celem.

Tylko, że to był jeden przypadek, kiedy mogłem powiedzieć „jak jest”, bez próby zwalania winy na ofiarę, a w innych wypadkach zazwyczaj obie strony dostają taki sam opieprz i jest „po sprawie”. Jeśli przyzwalamy na sytuacje, w których fizyczny atak jest stosowną odpowiedzią na każdą zaczepkę, to z „oko za oko” robi się „jak ktoś komuś wybije oko, to możecie go zaje***”. Zresztą, to nie są jakieś teoretyczne wywody, wystarczy wyjść na ulice w piątek wieczorem lub przejść się po „cudzym” osiedlu. Groźby „spuszczenia wpie*****” dostaniemy za samo spojrzenie na nieodpowiedniego osobnika lub osobniczkę mu towarzyszącą. A gdy nie daj boże zapomnimy takiemu ustąpić miejsca na chodniku, to jakbyśmy podpisali na siebie wyrok śmierci.

Miledresy.jpg

W tym momencie każdy może stwierdzić, że bandyci są przecież wszędzie i będzie miał rację. Z tym, że w Polsce najczęściej dostaje się po mordzie nie od „zawodowego” bandyty, tylko od murarza, hydraulika czy studenta, który akurat sobie wypił i uznał, że mu podpadliśmy. Mi osobiście się to nie przytrafia, od kiedy trochę urosłem, bo nawet pijany głupek domyśla się, że bezpieczniej skierować sakramentalne „co się k**wa gapisz?!” do kogoś, kto nie ma 190cm wzrostu i koło 90kg wagi. Niemniej jednak i mi zdarzyło się kiedyś, kiedy byłem jeszcze nieco mniej zaawansowanych rozmiarów, zaliczyć przysłowiowy „wpierdol”.

Sytuacja wydarzyła się dawno temu w Noc Sylwestrową. Szedłem sobie spokojnie ulicą na przedmieściach małego miasteczka, może około godziny 2 w nocy gdy nagle napotkałem grupę idiotów naparzających się na środku ulicy. Wyglądało to jak scena z kreskówki, gdzie jest chmura pyłu, z której co chwila wypada jeden z uczestników awantury, po czym wraca z powrotem (tyle, że w tym wypadku był to śnieg, a nie pył). Nigdy wcześniej ani później nie widziałem czegoś takiego. Postanowiłem szybkim krokiem przejść obok chodnikiem, nie zwracając uwagi na animatorów Disneya, którzy zapewne siedzieli w krzakach robiąc notatki. Niestety, jeden z bijących się kretynów wypadł ze zbiegowiska, podbiegł do mnie wrzeszcząc na cały głos i bez ostrzeżenia uderzył mnie w twarz. Zbaraniałem, bardziej ze zdziwienia, niż z bólu, a daleki kuzyn Diabła Tasmańskiego zawył znowu i pobiegł z powrotem do swoich bijących się kolegów (w tym momencie zobaczyłem, że dwóch denatów leżało już na ziemi bez ruchu, a reszta kontynuowała, nie zwracając na nich uwagi).

cartoon fight.jpg

Jaki z tego morał, co zrobiłem nie tak? No właśnie, k**wa żaden. Szedłem sobie spokojnie ulicą, byłem trzeźwy, nikogo nie zaczepiałem, nie miałem wyzywającej kiecki, godzina jak na Sylwestra była jeszcze całkiem wczesna, a na dodatek była to ulica na której nigdy nie było żadnego baru, dyskoteki, ani niczego podobnego. Potem dowiedziałem się, że po uczestników bójki przyjechała policja, a po denatów (którzy na szczęście jak się okazało nie byli denatami, a tylko stracili przytomność) karetka. Ojciec jednego z nieprzytomnych złożył zawiadomienie na policję, a wszyscy uczestnicy bójki byli… licealistami. Tak, nie trafiłem na porachunki gangsterskie, tylko na finisz imprezy zorganizowanej przez nastolatków edukujących się w szkole średniej.

gangsta_wannabes_04

Jeśli takie cuda wyprawiają dzieciaki, które za jakiś czas mają zostać przykładnymi mężami i ojcami,  to dlaczego jeszcze się dziwimy, że jest takie coś jak przemoc w rodzinie, bicie kobiet czy dzieci? Jeśli od małego uznajemy za normalne uderzenie kogoś, za to, że nie chce nam oddać temperówki, to czy to naprawdę na dziwi, że ktoś uznaje w dorosłym życiu za normalne pobicie „narzekającej” żony? Mało tego, niektórzy uważają, że napierdzielanie dzieci jest w porządku, bo to przecież „zwykły wychowawczy klaps”. Skoro mamusia i tatuś, którzy podobno kochają go najbardziej na świecie, mogą mu przywalić za to, że dostał dwójkę, to czemu on kilkanaście lat później nie może przywalić żonie za przypalony obiad? Kiedy przemoc staje się odpowiednią reakcją lub karą za nieodpowiadające zachowania, bicie żony/konkubiny/kochanki staje się czymś jak najbardziej logicznym.

burn beer.jpg

             (zamiast zachować się jak gentleman!)

               Mimo wysiłków konserwatystów, kleru i innych średniowiecznych środowisk, prawodawstwo i ogólnie przyjęte zwyczaje kroczek po kroczku idą w dobrą stronę. Większość Polaków nadal uważa, że dzieci można traktować jak worek treningowy i napierdalać z byle powodu, byle tylko nie przesadzić (ale klaps nikomu jeszcze nigdy nie zaszkodził!). Na szczęście jest Unia Europejska i inne organizacje, próbujące forsować różne „pedalskie” ustawy, które zakazują przemocy wobec dzieci. Nauczyciele też, na wzór europejski, powoli przestają przymykać oczy i reagują, gdy widzą, że dzieci są katowane przez rówieśników, rodzice też jakby częściej reagują, gdy ich dzieciom coś się dzieje (Co jest swoja drogą ciekawe, w porównaniu z tym, że sami uważają, że dzieci można bić. Wychodzi na to, że „ja mogę bić, ale inni nie”).

Istnieje więc szansa, że za kilka-kilkanaście lat przemoc wobec kobiet zacznie się powoli zmniejszać. Jednak jeśli rzeczywiście tak będzie, to nie będzie to miało związku z wyimaginowanym „polskim narodowym szacunkiem” dla kobiet, tylko z tym, że będziemy się pozbywać z naszego społeczeństwa przemocy, jako odpowiedzi na zaczepki lub jako odpowiedniej kary za drobne przewinienia.

Źródła:

Różne dane na temat przemocy w rodzinie, poszukajcie sobie więcej w Google:

http://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2008/K_106_08.PDF

http://statystyka.policja.pl/st/wybrane-statystyki/przemoc-w-rodzinie/50863,Przemoc-w-rodzinie.html

http://fdn.pl/ile-dzieci-w-polsce-jest-krzywdzonych

Ustawa o zakazie bicia dzieci: http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/289155,prawny-zakaz-bicia-dzieci-juz-obowiazuje,id,t.html

Sojusz pięści z nosem

sojusz-piesci-z-nosem

Jak byłem mały, to czasem odwiedzali nas Świadkowie Jehowy i zawsze chcieli porozmawiać o Jezusie (w końcu ojciec z jednym porozmawiał i tamten przestał być Świadkiem Jehowy i reszta się obraziła, ale to temat na inną okazję). Przynosili ze sobą takie fajne książeczki, nie czytałem ich, bo były tam same nudy o religii, ale fajnie było pooglądać obrazki, bo często były na nich zwierzątka. Szczególnie lubiłem taki na którym obok Jezusa na trawce leżały sobie owieczki, a obok nich lew i wszyscy byli zadowoleni i nikt nikogo nie zjadał. Zawsze lubiłem zwierzątka i opcja kiedy jedne nie zjadają drugich bardzo mi się podobała.

Te właśnie książeczki przypomniały mi się, kiedy przeczytałem, że Mateusz Kijowski chce za rok czy za dwa maszerować na 11 listopada razem z narodowcami. Nie zrozumcie mnie źle, jak najbardziej popieram pokój, wyrozumiałość, tolerancję i porozumienia ponad podziałami. Ale jak Kijowski wyobraża sobie porozumienie z ludźmi, którzy zaliczają go do wrogów ojczyzny (a przecież „Śmierć wrogom ojczyzny!!!”) i próbowali, niezbyt ładnie mówiąc, spuścić mu wpierdol na pogrzebie Inki? Już szybciej uwierzę w namalowane przez Świadków Jehowy kozy i barany dogadujące się z lwami.

Oczywiście różne rodzaje porozumienia są możliwe. Np. nowa lewica, typu Zieloni lub Razem (albo jakaś inna opcja jeśli powstanie w najbliższym czasie) ma szansę na dogadanie się z tą częścią elektoratu PiS, która głosowała na Kaczyńskiego z powodów socjalnych. Tak samo jak Nowoczesna mogłaby celować w tych, którzy głosowali na PiS dlatego, że mieli dość PO, ale nadal są tymi samymi neoliberałami, co poprzednio. No i w ogóle, nawet jak nie możemy porozumieć się co do kwestii politycznych, to nie znaczy, że na 11 listopada musimy sobie skakać do oczu. Niestety Marsz Niepodległości od samego początku był polityczny, więc nie udawajmy, że jest to jakaś spontaniczna manifestacja patriotyzmu, w której powinni brać udział wszyscy Polacy. Narodowcy mają swoje własne bardzo zadeklarowane poglądy i nie wygląda na to, żeby chcieli iść na ustępstwa.

naziol-z-mn

Tak, właśnie takie poglądy (Zadanie domowe: z jaką prędkością przewracają się w grobie zmarli powstańcy widząc kogoś wykonującego nazistowski salut z białoczerwoną opaską na ramieniu?). Nie oszukujmy się: z takimi ludźmi ani lewica, ani Kijowski raczej nie mają szansy się dogadać. Wiadomo, że w marszu idą nie tylko faszyści, mogli się tam znaleźć też ludzie, którzy po prostu nie do końca zdają sobie sprawę, z tego co się dzieje, ale Kijowski powiedział „z narodowcami”, a nie „z patriotami, którzy idą w MN, ale woleliby inną opcję” albo coś w tym stylu. Tym bardziej, że KOD nie ma narodowcom nic do zaoferowania. Narodowcy na odejściu PiS od władzy mogą tylko stracić (no chyba, żeby to oni wygrali wybory, ale ostatnie wyniki w granicach błędu statystycznego są dowodem na to, że szanse mają mikre).

Generalnie możliwości są trzy. Pierwsza jest taka, że Kijowski chlapnął coś bezmyślnie, a potem próbował tego bronić. Nie można tego wykluczać, zdarzało się i wcześniej. Kolejna możliwość jest taka, że jest idealistą i myśli, że narodowcy, którzy nienawidzą demokracji, „lewactwa” i KOD, nawrócą się na „jasną stronę mocy”. Jeśli tak jest, to jest to bardzo chwalebna idea, ale wydaje mi się, że mało prawdopodobna.

W tym momencie dochodzimy do trzeciej i sądząc po innych wypadkach z ostatniego tygodnia, najbardziej prawdopodobnej opcji. Lewicowa opozycja już od dawna uwiera bardziej zaangażowanych politycznie konserwatywnych sympatyków KOD. Najpierw Petru marudził coś o delegalizowaniu „skrajnej lewicy” i anarchistów, było też buczenie na Zielonych podczas któregoś z marszów, kiedy zasugerowali oni, że inne rządy łamały konstytucję, jeśli chodzi o sprawy socjalne i tak dalej. Zaraz przed tekstem o narodowcach na fanpage KOD pojawił się Roman Dmowski, a także „mem” o tym jak to nie trzeba być „lewakiem”, żeby iść na marsz KOD. Skąd to się wszystko bierze?

Ano sprawa jest bardzo prosta: niektórym byłoby bardzo na rękę, gdyby w Polsce były do wyboru tylko dwie opcje, czyli centrowo-konserwatywne (kompromis aborcyjny przede wszystkim! A geje niech się nie obnoszą!) neo-PO walczące z PiS. Piękny przykład takiego rozwiązania mamy za oceanem, gdzie Republikanie i Demokraci obrzucają się gównem, jak małpy w ZOO, a po wyborach nikt nikomu krzywdy nie robi (nawet Trump, który obiecywał, że wsadzi Hillary za kratki w ostatnim wywiadzie stwierdził, że Clintonowie to „porządni ludzie”).

Żeby doprowadzić do takiej opcji, należy wygnać z życia publicznego wszystkich, którzy mogą stanowić alternatywę. Nie można otwarcie stwierdzić „kto nie z nami, ten przeciw nam”, bo to niezbyt pasuje do kogoś, kto ma bronić demokracji, ale można takie coś zasugerować przedstawiając się jako osoba, która próbuje mówić do wszystkich, ale nie wszyscy słuchają. Duda też obiecywał, że będzie prezydentem wszystkich Polaków.

Zresztą, nie piszemy matury z polskiego, więc nie mamy obowiązku zgadywać „co autor miał na myśli” i możemy przyjrzeć się temu, co przez to osiągnął. Po pierwsze Zieloni zawiesili współpracę z KOD. Znikł więc wewnętrzny niepożądany element, który ciężko było wywalić bez narażania się na nieprzychylne komentarze. Z drugiej strony Razem zostało skrytykowane przez niektórych, jako opcja, która sprzeciwia się powszechnemu pokojowi w Polsce w ramach, którego członek KOD idzie ramię w ramię z narodowcem i krzyczy „Śmierć wrogom ojczyzny!” (po, jak się domyślam, uprzednim ustaleniu, że kodowcy przestają być wrogami ojczyzny i zostajemy przy „skrajnej lewicy”, feministkach domagających się „aborcji na życzenie” i „obnoszących się” homoseksualistach).

Jak więc Kijowski postanowił wykorzystać wspaniały sukces, który osiągnął dzięki wywołaniu gównoburzy w internecie? Pokazując się razem z nową opcją polityczną, która ma sukces wyborczy w kieszeni!

kijowski-z-walesa

No dobra, żartowałem. Oczywiście gównoburza nie przyniosła dobrych skutków dla nikogo, poza może PiS, który się cieszy, że opozycja znowu się kłóci. Osobiście nie mam nic przeciwko temu, żeby dogadywać się z innymi opcjami, ale nie widzę możliwości maszerowania razem z kimś, u kogo melduję się na co najmniej czterech (jako Żyd, Arab, lewak i feminista) listach ludzi do odstrzału. Nie zgadzam się więc na próby wykluczenia ludzi takich, jak ja z debaty publicznej, tylko dlatego, że uważamy, że groźby śmierci pod naszym adresem przeszkadzają w pokojowej koegzystencji.

Źródła:

Piknik na skraju głupoty doszedł do tych samych wniosków przede mną : https://www.facebook.com/kreatywnehejterstwo/posts/1285446601522694

Zieloni zawieszają współpracę z KOD: http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/992777,zieloni-zawiesilismy-polityczna-wspolprace-z-kod.html

Kijowski tłumaczy się z mema o lewakach: http://mateuszkijowski.natemat.pl/193967,nadety-balon-glupoty-czyli-jestem-lewakiem

Nowa partia z błogosławieństwem Kijowskiego i Wałęsy: http://wawalove.pl/W-Warszawie-powstaje-nowa-partia-a24625?src01=6a4c8&src02=facebook_wawalove

Kijowski mówi o maszerowaniu z narodowcami: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Mateusz-Kijowski-dla-WP-warto-sie-jednoczyc-wokol-Polski-i-naszej-historii,wid,18583772,wiadomosc.html

W Polsce nie ma chrześcijan

ACC02433GRE

W Polsce nie ma chrześcijan. Nie, na serio: w Polsce nie ma chrześcijan. Przeczytałem komentarze pod wiadomością, która opisuje śmierć 239 osób na Morzu Śródziemnym. Zobaczcie co piszą ludzie:

screen-01

A potem dalej:

screen-02

Ci szaleni poganie cieszą się z tragedii, wyśmiewają i obrażają zmarłych, odwołują się do pogańskiego boga Posejdona, wspominają Allaha, ale nie ma w nich ani kropli chrześcijańskiego miłosierdzia. A przecież instrukcje są proste. Co mówi na ten temat Biblia?

biblia

No dobra, Biblia to Biblia, napisali ją dawno temu, więc może coś się od tego czasu zmieniło. Co mówi w takim razie papież?

papiez

Ups. Wygląda na to, że nadal jest tak samo, jak w Biblii. No ale Franciszek jest daleko, w Rzymie, podobno kontrowersyjny papież z niego. Co w takim razie powiedział prymas Polski?

prymas

Rozpoznać twarz Chrystusa… Wniosek może być tylko jeden. Gdy Piłat pyta: „Kogo uwolnić?” Polacy wykrzykują: „Ba-ra-basz! BA-RA-BASZ! BA – RA – BASZ!!!”

A jeśli jeszcze raz ktoś zechce się odwołać do „chrześcijańskich wartości” mówiąc o aborcji, homoseksualistach, eutanazji, in vitro i tak dalej, to wiecie, że kłamie, bo w Polsce… W Polsce nie ma chrześcijan.

Źródła:

Artykuł: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,239-migrantow-i-uchodzcow-utonelo-na-dwoch-lodziach-przy-wybrzezu-Libii,wid,18570602,wiadomosc.html?ticaid=118070

Biblia: http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/przyjac-przybysza/art,25,10-biblijnych-wskazowek-o-tym-jak-traktowac-uchodzcow.html

Prymas: http://natemat.pl/153741,arcybiskup-wojciech-polak-o-uchodzcach-konieczne-jest-budowanie-autentycznej-kultury-przyjecia

Papież: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,20474594,papiez-franciszek-bezkompromisowo-o-uchodzcach-szczegolna.html