Kto nie wygrywa przez KO, ten przegrywa na punkty, czyli o wyborach do PEU 2019

W boksie mówi się często, że jeśli ktoś chce wygrać przez nokaut i nie znokautuje przeciwnika na początku walki, to na pewno przegra na punkty. Mam wrażenie, że właśnie coś takiego przytrafiło się w tych wyborach PO i Koalicji Obywatelskiej w ogóle. PO postawiło wszystko na walkę z PiS. Wzięło do siebie wszystkich, kogo tylko mogli, od Nowoczesnej do Zielonych. Mało tego, sporo dobrych miejsc oddali towarzyszom z SLD (Liberadzki, Miller, Cimoszewicz, Belka i Balt zostali Europosłami, to 5 z 22 mandatów dla Koalicji Europejskiej, a przypominam, że Zjednoczona Lewica pod przewodnictwem SLD w 2015 roku znalazła się pod progiem i trudno powiedzieć, że od tego czasu SLD miało jakieś spektakularne sukcesy). KO wytoczyła też największe działa zatrudniając były premierów, poza wymienionymi wcześniej był to np. Jerzy Buzek.

nokaut

Niestety podobnie jak bokser, który myśli, że w 1-2 rundy rozniesie przeciwnika, PO przejechało na tej taktyce. Okazało się, że pójście na wojnę i atakowanie nie tylko samego PiS, ale także wyborców PiS rzeczywiście zmotywowało elektorat. Z tym, że to był przede wszystkim elektorat PiS. Przy rekordowo dużej frekwencji 45,68% (dla porównania: w 2004 – 20,9%, w 2009 – 24,53%, w 2014 – 23,83%, czyli w tym roku było DWA RAZY więcej głosujących!) PiS zdobył 45,38% głosów. Cóż z tego, że na KO zagłosowało 38,47% uprawnionych do głosowania, skoro PiS zbliża się do połowy oddanych głosów w ogóle.

Tym razem trudno oskarżać partie lewicowe o odebranie głosów Platformie, bo Razem zdobyło niewiele ponad 1% a Biedroń też wypadł zdecydowanie poniżej oczekiwań. Nie jestem fanem Biedronia, ale liczyłem, że jego mimo wszystko dość progresywne ugrupowanie dostanie zdecydowanie lepszy wynik, bliższy 10%. Liczyłem też na wynik w okolicach 3% dla Lewicy Razem, czyli Partii Razem idącej tym razem (hehe) wspólnie z Ikonowiczem (w końcu!) i z Unią Pracy (w sumie nie wiem po co).

Niestety kampania wyglądała jak wyglądała: kto nie z nami, ten przeciw nam, jak to mawiał pewien bijący żonę bard Solidarności. Zarówno Razem (bardziej), jak i Biedronia oskarżano o to, że nie chcą iść razem z KO i głos oddany na nich jest głosem zmarnowanym. Jeszcze gorzej dostawało się wyborcom PiS. Nie obiecano im nic pozytywnego, wyzywano ich natomiast na każdym kroku od ciemniaków, którym nie zależy na demokracji, bo sprzedali się za 500+. Zresztą od razu po wyborach były prezydent Bronisław Komorowski stwierdził, że na PiS zagłosowali ci, którzy nie płacą podatków (serio? Nie wiedziałem, że milionerzy dysponują w Polsce kilkoma milionami głosów!).

pieniadze

A w ogóle wiecie jak to jest jak prawica mówi, że „a w ogóle to lewica/PO to są prawdziwi faszyści!!!” i, że to jest tak ogólnie bzdura, nie? No więc okazuje się, że kurwa chyba nie zawsze. Pewien „artysta” zwący się Max Skorwider przywalił chyba najobrzydliwszym gównem jakie kiedykolwiek widziałem w polskiej polityce (a jak wiecie konkurencja jest spora):

karaluchy

Typie, popierdoliło cię? Serio pytam. Porównujesz moją rodzinę mieszkającą na wschodzie Polski do karaluchów, bo w ich województwie wygrał PiS? To, że porównania nasuwają się same, to chyba mało powiedziane…

zydzi

(obrazek już zdążył zniknąć ze strony autora, widać ktoś mu powiedział, że jest idiotą)

Nie dziwi mnie, że przy takiej narracji ludzie którym PiS odpowiada albo przynajmniej nie przeszkadza, albo przeszkadza, ale bardziej przeszkadzałoby im odebranie 500+ czy zamrożenie płacy minimalnej poszli zagłosować na PiS. Opozycja nie obiecała im nic konkretnego (programowo bezprogramowe PO czy fajno bezprogramowy Biedroń) lub wydawała się niewybieralna (Lewica Razem).

Moja teoria jest taka, że część ludzi zagłosowała na PiS dlatego, że przez ciągłą nagonkę na „pasożytów i ciemniaków co biorą kasę od państwa i głosują na PiS” bała się konsekwencji wygranej PO, nawet jeśli poglądowo bardzo daleko im do PiS. Młoda nauczycielka z mężem bibliotekarzem na minimalnej może sobie wyżej cenić 500 zł na dziecko, niż Trybunał Konstytucyjny. Ludzie nie chcieli się przyznawać do głosowania na PiS, bo między exit pollami, a wynikami oficjalnymi straciły wszystkie partie, poza PiS, a z tajnego źródła (tu pozdrawiam), wiem, że przynajmniej w niektórych komisjach ludzie często odmawiali odpowiedzi na pytania ankieterów.

Na koniec skomentuję jeszcze wynik Konfederacji czyli naszych lokalnych faszystów z przystawkami, ale nie mam zamiaru poświęcać im za dużo czasu. Otóż dostali oni 621 188 głosów. W wyborach prezydenckich w 1995 roku sam Janusz Korwin-Mikke bez pomocy internetu nazbierał 428 969, a w 2014 dostał 505 586 i wszedł do PEU, bo była malutka frekwencja. Mamy po prostu w Polsce około pół miliona ludzi z takimi, a nie innymi poglądami i to się jakoś specjalnie nie zmienia. Biorąc pod uwagę, że sama Beata Szydło dostała 525 tys. głosów, to uważam, że nie jest to potężna siła, z którą trzeba się liczyć, a mainstreamowe partie robią coś idiotycznego skręcając w prawo, żeby przyciągnąć do siebie tych ludzi. Jedyne co należałoby robić to ograniczać ich aktywność na ulicach, bo tu nawet parudziesięciu idiotów jest w stanie komuś zrobić krzywdę. Faszyści fetyszyzują pokazy siły i nie wolno im na nie pozwalać.

Jaki z tego wszystkiego wniosek? Według mnie, żeby cokolwiek ugrać, potrzebujemy partii (w liczbie mnogiej!), które będą starały się wygrać na punkty. Nie chodzi tu o odsunięcie PiS od władzy za wszelką cenę (była próba teraz, nie udało się dość spektakularnie), tylko o to, żeby pokazać programy i chęci, które zmotywują ludzi do tego, żeby zagłosować na liberałów, lewicę i kogokolwiek innego, kto pokaże, że jednak można coś z robić. Najgorsze co można robić, to wyzywać ludzi od ciemniaków i rysować mapy, gdzie dzielimy Polskę na lepszą i gorszą. Powinniśmy raczej przywyknąć do tego, że biedne regiony nie zagłosują na tych, którzy jakąkolwiek postać polityki socjalnej czy solidarnej nazywają „rozdawnictwem”.  Trzydzieści lat Balcerowicza wystarczyło, żeby Polaków do czegoś takiego zniechęcić, szkoda tylko, że akurat PiS to wykorzystał. Póki oderwani od rzeczywistości liberałowie, dla których 500 zł to cena obiadu w restauracji dla jednej osoby tego nie zrozumieją, a lewica nie przestanie głosować na liberałów (albo na PiS, bo i takie przypadki są…) „bo oni mogą wejść”, to NIC się nie zmieni.

Linki: https://www.rp.pl/Wybory-do-PE/190529479-Komorowski-PiS-wygral-w-tych-kregach-wyborczych-ktore-nie-placa-podatkow.html