Polki dla Polaków

Dawno temu, jako mały dzieciak, kiedy jeszcze nie interesowałem się polityką i nie wiedziałem co to jest ksenofobia czy nawet stereotyp, zastanawiałem się dlaczego polscy faceci tak często podkreślają, że polskie kobiety są najpiękniejsze.

lesser_smierc_wandy.jpg

Po pierwsze, wystarczyło obejrzeć parę hollywoodzkich filmów, żeby zadać sobie pytanie skąd ta pewność siebie. Jeden rzut oka na Halle Berry czy Salmę Hayek wystarczał, żeby dojść do wniosku, że słowiański typ urody zdecydowanie nie jest jedynym akceptowalnym.

Po drugie nie wiedziałem dlaczego uroda Polek jest dla Polaków powodem do dumy, przecież to niby polskie kobiety miały być najpiękniejsze, a nie oni. Co innego jakby ktoś mówili, że polscy mężczyźni są najpiękniejsi, najsilniejsi, najsprytniejsi czy coś w tym stylu. No ale przecież jak Citko strzelał bramkę, to też byliśmy dumni, mimo, że w tym czasie tylko zbieraliśmy chrupki, które wyleciały z torebki po tym, jak wujek Stefan przypadkiem przykopał w stolik celebrując honorowego gola Polaków.

Ostatnio jednak doznałem dziwnego olśnienia. Polscy mężczyźni nie traktują kobiet na tej samej zasadzie, co gola Marka Citki w meczu z Anglią (przy okazji doradzam, żebyście nie sprawdzali, co pan Citko robi obecnie…). Polacy uważają, że Polki im się po prostu należą, dlatego też chwalą ich urodę na tej samej zasadzie, co chwali się osiągi swego samochodu czy przekątną telewizora.

Nie wiem ile już razy widziałem ostatnio wiadomości o tym, jak jakaś Polka została zaatakowana, bo jej partner był za bardzo opalony albo (jeszcze częściej) jakiś obcokrajowiec dostał po ryju za to, że szedł za rękę z Polką. Możemy oczywiście zwalić to na falę rasizmu, jaką obserwujemy ostatnio w naszym pięknym kraju i będziemy mieli po części rację. Takie ataki mają przede wszystkim rasistowskie podłoże. Niemniej jednak zastanawia mnie jedna sprawa: ile razy słyszeliście o sytuacji, kiedy Polak dostał po gębie za to, że umawiał się z obywatelką innego kraju?

Nie zrozumcie mnie źle, na pewno zdarzają się takie sytuacje, w końcu porządny naziol zawsze znajdzie powód, żeby komuś przypierdolić. Niemniej jednak, jako że od lat jestem w związku z osobą z innego kraju, która (szczególnie jak się trochę opali) z daleka widać, że nie jest Polką, to nie miałem z tego powodu nigdy ŻADNYCH problemów. Powodem może być też fakt, że mało kto ma ochotę obrażać dziewczynę kogoś, kto wygląda na takiego, co w razie czego w ryj dać może dać, ale brak nawet delikatnych komentarzy wyrażających niezadowolenie z faktu, że związałem się z dziewczyną z innego kraju wydaje się zastanawiający.

Raz tylko na Facebooku prawosławna faszystka (tak, istnieje taka opcja w Polsce) stwierdziła, że „może jej przeszkadza”, ale była to jedna durna sytuacja w ciągu dobrych paru lat związku. Tymczasem kobiety, które związały się z obcokrajowcami spotykają się na co dzień, jeśli nawet nie z bezpośrednimi atakami, to z rasistowskimi i ksenofobicznymi komentarzami. Niestety nie dotyczy to tylko naszych ulubionych narodowców czy innych kiboli. Nie raz możemy usłyszeć różnych wujków czy kolegów z pracy (a także ciocie i koleżanki!), mówiących o tym, jak to „Agata puściła się z Murzynem”, „Kaśka wyszła za Niemca, pewnie dla kasy”, a „Bożena zostawiła Janusza dla Araba”.

Dla porównania zagraniczna małżonka to zwykle powód do dumy i swego rodzaju trofeum, szczególnie jeśli jest urodziwa. Mało kto, poza jakimiś skrajnymi naziolami, fanatykami „czystości rasy” zwraca uwagę mężczyźnie, któremu przyszło do głowy spotykać się z kobietą z innego kraju. Nikt nie wypomina Mieszkowi I ślubu z Dobrawą, natomiast biedna Wanda, gdyby trafiła na sympatyczniejszego Niemca i zdecydowała się nie skakać do rzeki, to zapewne zostałaby wyzwana od zdrajczyń polskości.

Obrazek: Śmierć Wandy – Aleksander Lesser (1814-1884)

 

Reklamy

Przypadek? Nie sądzę! – Recenzja książki „Macierewicz i jego tajemnice” Tomasza Piątka

Książek i artykułów na temat rzekomych powiązań polityków różnych opcji z obcymi służbami, z mafią czy też z SB jest u nas tyle, co walających się po trawniku puszek piwa po juwenaliach. Problem w tym, że spora część z nich, opiera się na tak zwanym „argumentum a recto” czyli argumentach i poszlakach wyjętych prosto z odbytu osoby piszącej, albo (w wypadku pewnego konkretnego autora), ze skandynawskich kryminałów.

antoni-macierewicz.jpg

Książka Tomasza Piątka na szczęście (albo niestety, bo to czego się z niej dowiadujemy wcale miłe nie jest) do nich się nie zalicza. Autor korzysta praktycznie tylko i wyłącznie z ogólnie dostępnych źródeł. W książce jest parę rozmów ze świadkami, którzy teoretycznie mogliby nazmyślać, ale ich historie pokrywają się ze źródłami cytowanymi przez Piątka, takimi jak wyciągi z KRS (czyli kto z kim zasiada w zarządzie jakiej spółki), dokumentami z IPN (kto z kolegów pana ministra donosił za pieniądze), zeznaniami z procesów lustracyjnych (to samo, tylko więcej detali) czy też artykułami z poważnych zachodnich gazet (na temat powiązań zagranicznych kolegów Macierewicza z mafią).

Wystarczy pogrzebać przez chwilę w Internecie, żeby sprawdzić prawdziwość poszczególnych twierdzeń autora. Mało tego, znajdujemy też artykuły innych autorów, którzy pisali o tym samym. Teksty te przeszły raczej bez echa, bo dotyczyły pojedynczych spraw i osób powiązanych co prawda z Antonim Macierewiczem, ale nie budzących takiego zainteresowania.

Jakiego kalibru są zatem zarzuty pod adresem szefa MON? Jakby to powiedzieć…

HugeCannonKremlin

Z książki wynika, że Antoni Macierewicz utrzymywał lub utrzymuje kontakty z ludźmi, którzy na co dzień współpracują z włoską i rosyjską mafią w USA, mafią pruszkowską, byli agentami lub tajnymi współpracownikami SB, a także lub przede wszystkim są współpracownikami GRU.

gru 1

Nie, nie tego.

hemp gru.jpg

Zdecydowanie nie tego.

461px-Generalstaff_central_dep.svg.png

Tego.

Tak, chodzi o Główny Zarząd Wywiadowczy Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej. Koledzy skrajnie antyrosyjskiego Macierewicza są najprawdopodobniej mniej lub bardziej jawnymi współpracownikami rosyjskiego wywiadu wojskowego. Oczywiście żaden z nich nie jest (chyba, cholera ich tam wie) jakimś rosyjskim Jamesem Bondem. Po prostu robią bardzo lukratywne interesy z rosyjskimi milionerami/biznesmenami/mafiozami, którzy bezpośrednio podlegają pod GRU, co na pewno zobowiązuje ich do pewnych drobnych przysług w stosunku do Rosjan.

W pewnym momencie nie można już mówić o przypadkach. Ilość powiązań pomiędzy ludźmi Macierewicza (i to takimi, z którymi zna się jeszcze od czasów PRL) z rosyjskimi służbami jest przytłaczająca. Są tu byli TW tacy jak Robert Jerzy Luśnia (który nie może mnie pozwać, bo nawet Wikipedia mówi, że donosił za pieniądze), są gangsterzy, którzy współpracują z rosyjską mafią (tu nie napiszę kto, bo mnie może nie tylko pozwać, ale i zaj***), a nawet znany wszystkim Harry Potter polskiej polityki, Edmund Janniger, który okazuje się być współpracownikiem byłego amerykańskiego senatora Ala D’Amato, który ma zdjęcia z włoskimi mafiozami i handluje silnikami rakietowymi z Rosją, czym narusza bezpieczeństwo narodowe USA (Lepszy kozak z tego Jannigera, niż się wydawało, co nie? Z takimi kontaktami musi być z niego niezły agent, szkoda, że nie nasz).

janniger.jpg

Nagle systematyczne niszczenie polskiej armii i służb specjalnych przez pisowskiego ministra nabiera sensu. Wystarczy pogrzebać dosłownie chwilę, by dowiedzieć się ilu współpracowników pana Antoniego ma całkiem jawnie prokremlowskie nastawienie („Putin zrobiłby u nas porządek z lewakami i pedałami!”), podobnie jak środowiska narodowe, które radośnie meldują się w oddziałach Obrony Terytorialnej podlegającej bezpośrednio Macierewiczowi. Dalsze wnioski możecie wyciągać sobie sami, bo ja nie chcę, żeby zdarzył mi się jakiś nieszczęśliwy wypadek.

Jeśli chodzi o ocenę, jaką mam zamiar wystawić książce, to zależy tylko i wyłącznie od tego, czy w najbliższym czasie Antoni Macierewicz przestanie być ministrem.

Jeśli tak, to oceną tą będzie 10/10, bo książka zmieni bieg najnowszej historii naszego państwa.

Jeśli nie, to jest to 1/10, bo książka będzie dowodem na to, że Polska istnieje tylko teoretycznie (a tak swoją drogą, to Sowa i Przyjaciele to też najprawdopodobniej robota Rosjan…) i nic nie możemy z tym zrobić.

 

PS. Dziękuję wydawnictwu Arbitror za udostępnienie książki do recenzji.

Linki:

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4738714/macierewicz-i-jego-tajemnice

http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1710704,1,autor-bestsellera-macierewicz-i-jego-tajemnice-o-swojej-ksiazce.read

Czy można karać za bycie faszystą?

Na lewackich stronach co raz przetacza się dyskusja na temat tego czy można karać za faszyzm czy nie. Argumenty dzielą się na 2 grupy:

1. Propagowanie faszyzmu jest niezgodne z prawem i prowadzi do ludzkiej krzywdy.

2. Nie można karać za „myślozbrodnię”, bo jest to zwykły totalitaryzm, być może nawet gorszy od samego faszyzmu.

Żeby lepiej zrozumieć całe zagadnienie chciałbym wam zadać pytanie: czy można karać za bycie złodziejem?

Wydaje się, że pytanie jest głupie, bo przecież złodziei karzemy bez przerwy i za swoje kradzieże lądują w więzieniu (chyba, że mają wujka tam gdzie trzeba). No i w tym momencie dochodzimy do sedna sprawy: złodziej idzie do więzienia za kradzież, a nie za samo bycie złodziejem. Bycie złodziejem nie polega na tym, że ma się złodziejskie poglądy, tylko na tym, że się kradnie.

Tak samo z byciem faszystą. Jeśli nie spędzacie dnia na propagowaniu nienawiści na tle narodowościowym, prześladowaniu osób homoseksualnych lub praktykujących inne religie, nie nawołujecie do mordowania przeciwników politycznych, nie bijecie osób o innym kolorze skóry, ani nie atakujecie feministycznych demonstracji, to gratulacje: nie jesteście faszystami.

Jeśli jednak ktoś robi wyżej wymienione rzeczy, to nie ma prawa zasłaniać się wolnością poglądów, bo jest zwykłym bandytą, jak cała reszta faszystów.

Ulice strachu

Ten tekst miał wyglądać całkiem inaczej. Chciałem po prostu napisać lekko prześmiewczy tekst o tym, że faceci powinni uważać, zanim zaczną rzucać nieprzemyślane komplementy w stronę nieznajomej kobiety. Przed przystąpieniem do pisania postanowiłem skonsultować się z moimi fankami, spytać się, jak takie coś wygląda w ich przypadku.

13370144304_2f6ead8500_k.jpg

Uważam się raczej za osobę odważną i rzadko mówię, że czegoś się boję, ale to co stało się potem przeraziło mnie. W ciągu kilkudziesięciu godzin pod postem znalazło się ponad 700 komentarzy. Nawet nie próbowałem przeczytać wszystkich. Przeczytałem za to wszystkie prywatne wiadomości, które otrzymałem w tym czasie, w których kobiety opisywały rzeczy, których bały się pisać w komentarzach. Wiadomości było ponad 500. Żadna z nich nie opisywała jednostkowego przypadku, większość opisywała nieustanne nękanie.

Rodzina

Chciałem pisać o „komplementach” od nieznajomych, ale okazuje się, że niechciane komplementy i zachowania na pograniczu (bądź przekraczające wszelkie granice) molestowania seksualnego zaczynają się w rodzinie. Bardzo szybko straciłem rachubę wszystkich obłapiających wujków, dziadków czy stryjków. Zaczyna się bardzo wcześnie, jedna z czytelniczek pisała o wieku przedszkolnym, a reszta nie musiała czekać o wiele dłużej. Łapanie 12latek za tyłek i mówienie, że rosną im piersi okazuje się normą. Wujkowie całują „niechcący” w usta na powitanie, kładą ręce na piersiach tańcząc na weselu i radośnie chwalą rosnące piersi i kształtne pośladki swoich siostrzenic. Komentarzy w stylu Donalda Trumpa w rodzaju „gdybyś nie była moją siostrzenicą, to bym cię…” także nie brakuje.

Dostałem kilkadziesiąt, a może setkę wiadomości opisujących takie przypadki. Najgorsze było to, że w większości przypadków rodzice nie reagowali wcale, albo twierdzili, że to wszystko normalne, w końcu ofiara jest „ładną dziewczyną”, a niektórzy ojcowie sami klepali własne córki po tyłkach. Chyba tylko jedna osoba napisała, że ojciec z bratem postawili wujka do pionu. Inne pisały, że w najlepszym wypadku kończyło się unikaniem wujka czy dziadka, nawet gdy same miały już ponad 30 lat i dzieci.

Szkoła

Kiedy byłem w szkole, słyszałem, że kolega mówił, że jeden z nauczycieli fizyki kazał pisać dziewczynie na tablicy, po czym patrzył się jej na tyłek, a pan od angielskiego mówił, że jednej dziewczynie „inteligencja w biust poszła”. W ciągu ostatnich 2 dni dowiedziałem się, że ci panowie nie byli sami. Mało tego, w porównaniu do rzeczy opisanych przez moje czytelniczki, pan fizyk i anglista wcale nie posunęli się tak daleko. Podszyte seksualnymi konotacjami „komplementy” (a także obelgi!) zaczynają się już od podstawówki. Dużo było przykładów nauczycieli wf i księży, ale nie brakowało i innych przedmiotów. Najbardziej zasmuciła mnie chyba historia o ulubionym nauczycielu, który zniechęcił do siebie i do szkoły swoją ulubioną uczennicę, gdy stwierdził, że wcale nie jest za niska (jak ona uważała), tylko, że ma „idealny wzrost” (możecie się domyślić do czego idealny…). Był też fizyk, który narysował uczennicę nago na tablicy, z widocznymi piersiami i sutkami (żeby zademonstrować grawitację oczywiście!) i kazał ją przerysować wszystkim uczniom do zeszytu. Przypomnę może jeszcze księdza katechetę, który zwyzywał uczennicę od „kurew” za to, że wypisała się z religii. A pomyśleć, że ja spotkałem się tylko z krzywym spojrzeniem, gdy napisałem wypracowanie o tym, że czystość przedmałżeńska jest szkodliwa społecznie (co prawda jako jedyny miałem potem 4 z religii, a reszta 5, ale zakonnica i tak była dla mnie zawsze miła). Napastują oczywiście nie tylko nauczyciele, ale także koledzy z klasy. Wyzywanie od najgorszych, łapanie za piersi i pośladki jest traktowane jako coś normalnego i lekceważone zarówno przez nauczycieli, jak i przez rodziców.

Studia

Będąc na studiach słyszałem opowieści od koleżanek z innych wydziałów, że gdzieś tam są tacy wykładowcy, co trzeba do nich zakładać na egzamin krótką spódniczkę, to dostanie się wyższą ocenę, ale traktowałem to raczej w kategoriach żartu. Liczba wiadomości, które dostałem na temat wykładowców-zboczeńców przekroczyła moje najśmielsze wyobrażania. Poza niezliczoną liczbą takich, którzy komentowali wygląd i ubiór studentek, często w sposób niezbyt cenzuralny, byli i gorsi. Np. tacy, którzy domagali się umówienia się na randkę w zamian za poprawę oceny lub próbowali się dobierać do studentek na dyżurach. Trudno nawet mi zadecydować do jakiej kategorii zaliczyć takiego, który proponował studentce w krótkiej spódnicy rozchylenie nóg, żeby „mógł zobaczyć cipkę”. Ten akurat podobno wyleciał z roboty, ale w ogromnej większości przypadków takie molestowanie spotykało się z całkowitym lekceważeniem lub nawet groźbami dziekanatu pt. „pan doktor jest kolegą rektora, lepiej niech pani nikomu o tym nie mówi”. Kilka czytelniczek przyznało, że po takich akcjach wolały zrezygnować ze studiów, niż musieć widywać wykładowcę zboczeńca.

Praca

Jako dzieciak nieraz słyszałem dowcipy o szefach i blond sekretarkach i tym podobne. Niestety, wychodzi na to, że wielu facetów uznało, że w życiu jest tak jak w tych dowcipach i że ich koleżanki z pracy są gotowe „dać im dupy”, gdy odpowiednio często będą słyszały komplementy na temat swoich piersi czy pośladków. Młode kobiety w pracy spotykają się z takimi „komplementami” bez przerwy, ale nie są one jedynymi ofiarami. Dostałem też wiadomości od kobiet po pięćdziesiątce, które mają nieprzyjemność słuchać w pracy komentarzy na temat swego ubioru niemal codziennie. Oczywiście im wyżej w hierarchii znajduje się taki Casanova, tym radośniej pozwala sobie na takie zachowania. Ofiary natomiast często spotykają się z lekceważeniem, całkowitym niezrozumieniem lub nawet zazdrością („jesteś ulubienicą szefa i jeszcze narzekasz!”). W niektórych tylko przypadkach udaje im się zgłosić takie coś do HR, a jeszcze rzadziej spotykają się z jakąkolwiek pomocą.

Znajomi

Miałem pisać o „komplementach” od nieznajomych, a okazało się, że równie przykre mogą być te od znajomych. Okazuje się, że koledzy i koleżanki mają często zwyczaj komentować w niestosowny sposób wygląd kobiet w swoim otoczeniu. Niektórzy najwyraźniej uważają, że komentarze w rodzaju „ruchałbym cię” albo „mam przez ciebie namiot w spodniach” są tym, co większość kobiet chciałoby usłyszeć z ust kolegi. Kobiety także wolałyby uniknąć prób łapania za udo podczas rozmowy czy całowania w usta na pożegnanie. Dostałem też całkiem sporo wiadomości o kobietach, które uważają, że łapanie koleżanki za biust czy tyłek i komentowanie wyglądu tych części ciała (plus oczywiście nieśmiertelne „ooo schudłaś!”) to coś całkiem normalnego. Najczęstszym jednak problemem jest chyba kolega, który uważa, że jeśli wystarczająco często będzie komplementował znajomą dziewczynę, to w końcu zasłuży sobie na seks i po kilku piwach próbuje sprawdzać czy już sobie zasłużył, tak jakby „nie” miało jakieś inne znaczenie w jego rodzimym języku.

Lekarz

Spodziewalibyście się komplementów u ginekologa? Ja nie. A jednak, jedna z czytelniczek usłyszała, że ma „piękną cipkę”, a inne musiały podczas badania słuchać innych mniej lub bardziej obleśnych komentarzy na temat swoich miejsc intymnych. Jeden ginekolog posunął się nawet do zastosowania dziwnej metody masowania piersi, która zakończyła się u pacjentki odciskami jak po pobiciu. Ginekolodzy to nie jest wyjątek, okazuje się, że wielu lekarzy, którzy mają okazję oglądać swoje pacjentki (także nieletnie) bez ubrania, nie może powstrzymać się od komentowania ich wyglądu czy też atrakcyjności seksualnej. Jedna z czytelniczek spotkała się ze strony lekarza z dziwacznym stwierdzeniem, że nie powinna biegać, bo to męski sport. Większość wiadomości dotyczyła jednak ginekologów, a prawie wszystkie kończyły się zdaniem „od tego czasu nie chodzę już nigdy do ginekologa mężczyzny”.

Ulica

Kiedy zaczynałem pisać ten tekst miałem skupić się na „komplementach”, które kobiety słyszą na ulicy. Okazało się jednak, że wiadomości i komentarzy było tak wiele (przypomnę: około tysiąca), że musiałem też napisać o innych sytuacjach. Niemniej jednak, ulice są także o wiele gorsze niż mi się zdawało. Gwizdanie, krzyki, ocieranie się w autobusie, klepanie po tyłku czy komentarze na temat piersi lub pośladków to coś, na co wiele kobiet musi przygotować się przed każdym wyjściem z domu. Mało tego, wielu czytelniczkom zdarzyły się sytuacje, w których taki „adorator” nie poprzestawał na komentarzach i krzykach, ale łapał za rękę i próbował je ciągnąć w nieznanym kierunku.

Najbardziej przerażające były opisy reakcji, czy raczej braku reakcji ludzi. Nawet własne matki często mówiły tym kobietom (i dziewczynom, wielu z nich takie rzeczy przydarzają się od kiedy mają 14-15 lat), że to przecież normalne, bo są ładne i podobają się mężczyznom. Niektórym zdarzały się nawet sytuacje, które przypominały kiepskie filmy porno, których reżyserzy nie mają nawet pomysłu na scenariusz z hydraulikiem. Mężczyzna podchodził na ulicy i próbował im oferować pieniądze za seks. O gwiżdżących i krzyczących budowlańcach i kierowcach samochodów większość kobiet wspominała tylko przy okazji, jakby to było oczywiste. Jako ciekawostkę mogę dodać jeszcze, że plagą są także rowerzyści łapiący za tyłek kobiety na chodniku i kierowcy łapiący za tyłek rowerzystki. A pamiętacie lekarza, który mówił, że kobiety nie powinny biegać? Możliwe, że miał trochę racji, bo biegaczki spotykają się z zadziwiająco dużą liczbą zaczepek ze strony napalonych samców, niezależnie od tego, jak workowaty dres na siebie założą.

Ofiary

Część osób, które to czytają dochodząc do tego miejsca myśli sobie pewnie „ok, paskudnie to brzmi, ale jak to możliwe, że takie coś mi się nigdy nie zdarzyło albo zdarzyło się kiedyś raz i nigdy się nie powtórzyło? Może to te kobiety robią coś nie tak?” Do napisania tekstu zainspirował mnie problem mojej koleżanki, której takie zaczepki przytrafiają się bez przerwy. Na początku myślałem, że dotyczy to raczej kobiet uważanych za atrakcyjne lub tych które ubierają się w ten czy inny sposób. Te założenia szybko musiałem skonfrontować z rzeczywistością. Pisały do mnie najróżniejsze kobiety. Starsze, młodsze (w tym piętnastolatki), takie które pisały, że dbają o urodę i takie które tego nie robią. Lesbijki, które lubią się ładnie ubrać, heteroseksualne dziewczyny ubierające się jak stereotypowe lesbijki, a także kobiety aseksualne. Okazuje się, że ani wygląd zewnętrzny czy ubranie w ten czy inny sposób, ani deklarowana orientacja seksualna nie chronią przed zboczeńcami. Najbardziej narażone na zaczepki wydają być się nieletnie oraz dziewczyny wyglądające na młodsze, niż są w rzeczywistości, choć nie jest to reguła, gdyż otrzymywałem także wiadomości od kobiet w wieku 40-50 lat. Niestety, gdy ktoś okazuje się „typem” w jakim gustują miejscowi zboczeńcy, to niewiele może zrobić, żeby się bronić. Nie zniechęcają, ani glany, ani strzyżenie się na łyso, ani chodzenie w workowatych ubraniach. Zresztą sami zboczeńcy też szybko potrafią zmienić zdanie, bo gdy tylko kobieta im odmawia, zaczynają wyzywać ją od najgorszych i twierdzić, że „i tak jej nikt nie zechce”, a nawet próbować przejść do rękoczynów. Mimo obrzydzenia i strachu wiele dziewczyn nie reaguje lub próbuje się uśmiechać, gdy mężczyźni mówią im różne świństwa, dlatego że boją się, że zostaną pobite. Przemoc fizyczna to częsta reakcja u odrzuconych zboczeńców.

Innym natomiast takie zaczepki po prostu się nie przytrafiają. Podczas, gdy większość czytelniczek pisała, że wyżej wymienione sytuacje przydarzają się im bardzo często, a nawet codziennie, to niektóre pisały, że zdarzyło im się to raz w życiu albo nie przydarza się od kiedy przestały być nastolatkami. Po raz kolejny, nie zależy to od urody czy sposobu ubierania się. Przykładem może być tu moja dziewczyna, która pracowała kiedyś jako modelka, zawsze jak jest gorąco to chodzi w szortach, ale nigdy nie zdarzyło jej się, żeby ktoś ją zaczepił. Może zboczeńców onieśmiela jej wzrost? Nie wiem. Wiem tylko, że los zaoszczędził jej w ten sposób wielu cierpień.

Trauma

Strach, obrzydzenie, poczucie winy to tylko niektóre z uczuć, z którymi muszą się mierzyć kobiety padające ofiarami molestowania seksualnego przez kolegów z pracy, szkoły, znajomych, nauczycieli, lekarzy czy nieznajomych. Większość z nich nie ma żadnego wsparcia, nawet w najbliższej rodzinie, mało tego, w tej samej rodzinie potrafią się znajdować także sprawcy molestowania. Najbliższe osoby, które powinny wspierać, mówią, że to może one, kobiety, są winne, gdyż ubierają się czy zachowują się w sposób zbyt wyzywający. Niektóre z nich radzą sobie z tym całkiem dobrze, niechciane zaloty powodują u nich zdenerwowanie bądź lekkie obrzydzenie, o którym szybko zapominają. Niestety, w większości przypadków jest o wiele gorzej.

Wiele kobiet, które do mnie pisały żyje w ciągłym strachu, czując obrzydzenie do samych siebie i poczucie winy, że mimo, że od dawna przestały nosić sukienki czy koszulki z krótkim rękawkiem, przestały się malować, zaczęły strzyc się na łyso, unikać imprez i spotkań sam na sam z mężczyznami, to nadal przyciągają słowa i łapska zboczeńców. Niektóre przestały same jeździć pociągami czy autobusami. Inne drżą na samą myśl o przejściu w pobliżu przystanku, na którym padły ofiarą napalonego faceta, który próbował ciągnąć je za rękę, podczas gdy nikt nie reagował. Wspominałem już o tych, które musiały rzucić studia czy zerwać kontakty z rodziną, bo ktoś nie umiał trzymać łap przy sobie, a nikt nie chciał pomóc czy nawet zauważyć, że dzieje się coś złego.

Nawet najbardziej niewinne zaczepki mogą trafić na osobę, która miała wcześniej o wiele bardziej traumatyczne doświadczenia. Sam byłem kiedyś w sytuacji, kiedy dziewczyna, którą zaprosiłem, żeby obejrzała ze mną film, stwierdziła, że pójdzie do domu od razu po filmie (w trakcie filmu nic się nie wydarzyło, siedzieliśmy sobie na łóżku i nie dotykaliśmy się, bo pomiędzy nami stało pudełko ciastek) i wpadła w panikę, bo drzwi się zacięły i nie mogła ich otworzyć. Nigdy nie spytałem, dlaczego tak zareagowała, mogę się tylko domyślać.

Pisały do mnie także kobiety, które w wyniku ciągłego nękania rozważały popełnienie samobójstwa. Jak twierdziły, w takich wypadkach każdy gwizd czy zaczepka mogły być kroplą która przelała czarę goryczy. Wytrzymały tylko dzięki sile woli i wsparciu osób, które nie odwróciły się od nich i nie próbowały zwalać na nie winy za to co je spotyka.

Zrozumienie

Wiedziałem, że jest problem, że kobiety spotykają się często z nękaniem i zaczepkami. Nigdy jednak nie podejrzewałem, jaka może być skala problemu. Po przeczytaniu ponad tysiąca wiadomości i komentarzy i napisaniu tego tekstu czuję obrzydzenie do świata, jestem przerażony, zmęczony i nie mam ochoty na nic. A mimo to wiem, że nie czuję nawet jednej setnej tego, co czują kobiety, które do mnie pisały

Przy okazji dowiedziałem się, że dla wielu z nich strona ze śmiesznymi komiksami bez obrazków na Facebooku jest jedynym miejscem, gdzie mogły o tym opowiedzieć bez strachu, że zostaną wyśmiane, zlekceważone, bądź co gorsza oskarżone o to, że to ich wina i że to one prowokują zaczepki. Jestem wam bardzo wdzięczny za zaufanie, a jednocześnie jest mi bardzo przykro, że nie macie obok siebie osób, które mogłyby wam realnie pomóc.

Mam teraz tylko jedną prośbę do wszystkich czytelników:

Reagujcie gdy widzicie, że coś takiego się dzieje i nie lekceważcie osób, które skarżą się wam na nękanie.

 

 

 

Źródło obrazka: Dustin Gaffke Rue de Bièvre ~ Paris, France

Rue de Bièvre ~ Paris, France

Samce Alfa vs. Mili Chłopcy

Gdy spędzamy za dużo czasu w internecie, zaczynamy odnosić wrażenie, że męska część populacji dzieli się na agresywnych i odnoszących oszałamiające sukcesy (poprzez różne ekscesy) „samców alfa” i biednych, niedocenionych „miłych chłopców”, którzy są tacy porządni i kochani, a żadna ich nie chce.

małpy.jpg

Na pierwszy rzut oka, grupy te wydają się całkowicie przeciwstawne, co zresztą znajduje potwierdzenie w narracji, którą uskuteczniają osobniki zgłaszające przynależność do jednej z tych grup. Typowy Smalec Alfa będzie twierdził, że każda kobieta (bo przecież wszystkie kobiety są takie same!) pożąda „samca alfa”, a przy tym gardzi „miłymi chłopcami”, nawet jeśli w końcu zdecyduje się na wyjście za mąż za takowego „miłego chłopca”, to nadal będzie pożądała jakiegoś Dzikiego Goryla. Narrację potwierdzają samozwańczy „mili chłopcy”, którzy twierdzą, że są olewani przez kobiety, bo one wolą dupków (czyli Smalców Alfa).

Skoro obie strony konfliktu są poniekąd zgodne, wydawałoby się, że w tym momencie możemy zakończyć nasz wywód, bo co tu więcej można dodać? Może nawet część z nas ma dowód na potwierdzenie tej tezy. Np. ta Ania z IIB w liceum, co odpisywała od was pracę domową, ale nie chciała się umówić, bo miała tego chłopaka Grześka z zawodówki, który potem miał sprawę za kradzież kosiarki z domku działkowego (albo to wy byliście Grześkiem i do dziś nie wiecie, co za menda na was doniosła, przecież ta kosiarka nikomu nie była do niczego potrzebna…). Mało tego, ja sam miałem ileś lat temu podobną wizję świata: nikt mnie nie chce, a wszystkie dziewczyny lecą na dupków, chlip, chlip…

Mam dla was jednak niespodziankę. Otóż te grupy są do siebie o wiele bardziej podobne, niż mogłoby się wydawać. Mało tego! Po części nakładają się na siebie! Jak to możliwe? Jeśli kiedykolwiek rozmawiało się z kobietą, wystarczy przeczytać parę akapitów z typowego samczoalfiego blogaska, żeby zorientować się, że autor albo zmyśla te wszystkie historyjki od góry do dołu albo żyje na planie niskobudżetowego filmu porno, gdzie najczęstszą przyczyną zgonów wśród hydraulików i czyścicieli basenów są choroby weneryczne.

plumber

Mało tego, istnieją strony na których autor sam otwarcie przyjmuje obie narracje na raz . Wtedy zwykle określa się jako „normalny facet”, który z jednej strony cierpi, bo nie jest super napakowanym samcem alfa milionerem, ale z drugiej strony opisuje swoje wyimaginowane przygody erotyczne i gardzi tymi, którzy „nie potrafią zaliczyć”. Niezależnie jednak od tego, jak identyfikuje się autor takich wypocin, podejście do kobiet prezentowane zarówno przez „smalców alfa”, jak i przez „miłych chłopców” jest w gruncie rzeczy bardzo podobne.

Żadna z tych grup nie traktuje kobiet jako równorzędnego partnera. Smalce Alfa uważają kobiety za zdobycz, którą trzeba dorwać, nieważne czy po pijanemu czy wbrew jej woli i ma służyć tylko i wyłącznie zaspokojeniu ich własnych popędów. „Mili Chłopcy” natomiast uważają, że kobieta to jest im winna seks za to, że są dla niej mili. Wymyślili sobie nawet cały mit „friendzonu”, który polega na tym, że ich koleżanka śmie nie rozłożyć przed nimi nóg po tym, jak przez miesiące (czy nawet lata!) łażą za nią i zawracają jej dupę.

Jedna i druga ma też zwykle podobne gusta jeśli chodzi o kobiety: w internecie modelki i aktorki są za grube albo za brzydkie, a Emma Watson i Jennifer Lawrence są przereklamowane, natomiast w realnym świecie gotowi są polecieć na wszystko, co jest chociaż trochę bardziej pociągające od Rafała Ziemkiewicza. Zgadzają się też, co do tego, że lata 50 (w USA, bo za Stalinem i Bierutem raczej nie tęsknią) były najlepsze, a prawdziwa kobieta ładnie wygląda, nosi sukienki i gotuje. Kobieta taka ma być przykładną matką, damą, dziewicą, a w łóżku ma robić wszystko, co Smalec Alfa/Miły Chłopiec zobaczył w pornolach (a skąd ma to umieć, to już nie wiem, skoro ma nie być „puszczalska”…).

you-mean-a-woman-can-open-it

Na koniec oczywiście warto dodać, że zarówno jedni, jak i drudzy za największego wroga uważają feministki, równouprawnienie i facetów, którzy nie chcą się dostosować do tradycyjnych ról płciowych („co za cipa z niego, nie wykorzystał nietrzeźwej!!”). Feministki wiadomo czym sobie zasłużyły (Równouprawnienie? Traktowanie kobiet jakby były ludźmi? Niedoczekanie!), ale przy okazji dostaje się jeszcze facetom, którzy nie umieją, bądź nie chcą się zastosować do debilnych reguł wyznawanych przez Towarzystwo Wzajemnej Masturbacji jakim jest mizoginistyczna część internetu. Nie zauważają oczywiście (bo skąd?), że taki „pedałek”, co to przyjaźni się z kobietami i traktuje je po partnersku, będzie miał, co do czego, większe powodzenie, niż jakikolwiek Smalec Alfa domagający się przynoszenia mu kanapek.

Źródła obrazków:

Małpiszonki: https://www.flickr.com/photos/richardfisher/3727217269

Seksistowskie reklamy: http://www.businessinsider.com/26-sexist-ads-of-the-mad-men-era-2014-5?IR=T/#67-the-best-ones-are-thin-and-rich-15

Pan hydraulik: https://www.flickr.com/photos/90155419@N00/2209615897

Grzech pierworodny Internetowych Samców Alfa

Internety roją się od samozwańczych „Samców Alfa”. Poczynając od znanych polityków, poczytnych pisarzy, autorów bestsellerowych książek, przez bloggerów, kończąc na fejkowych kontach zwykłych trolli. Niektórzy są mizoginami niejako przy okazji (jak np. niezastąpiony Janusz Korwin-Mikke czy inny Ziemniakiewicz), bo zajmują się głównie polityką czy „pisarstwem” na inne tematy. Są jednak też tacy, którzy wydają się robić karierę lub „karierę” tylko i wyłącznie na swoim seksizmie i mizoginii, a na inne tematy wypowiadają się tylko przy okazji, rzadko lub wcale.

640px-Big_Male_Gorilla.jpg

Niezależenie jednak od tego czy są tylko przygodnymi czy może pełnoetatowymi mizoginami, rozmowa z nimi jest tak samo bezcelowa, jak męcząca. Nawet rozmowa z rasistą bywa bardziej uczciwa. W końcu taki stwierdzi, że po prostu „Murzynów nie lubi” albo coś w tym stylu i przynajmniej wiemy na czym stoimy. Mizogin natomiast nigdy nie przyzna się do tego, że nienawidzi kobiet. On je kocha, szanuje, uwielbia i ubóstwia, ale mają być w kuchni i się nie odzywać i być dokładnie takie, jak on chce, bo inaczej nie będą kobietami.

Przeczytałem już sporo tekstów pisanych przez mizoginów i przeprowadziłem niejedną taką bezcelową rozmowę i zacząłem się zastanawiać dlaczego aż tak mnie denerwują. Wiadomo, jednym z powodów jest to, że takie brednie mają mnóstwo fanów, a nic tak nie wkurza, jak popularność głupoty, ale to nie wszystko. W końcu mnie oświeciło, już wiem, co mnie najbardziej męczy i uniemożliwia jakąkolwiek rozmowę z Internetowymi Smalcami Alfa. Ten grzech jest jego grzechem pierworodnym i z niego wywodzą się wszystkie inne grzechy.

Otóż Internetowy Samiec Alfa wie. Wie czego chcą kobiety, nawet jeśli kobiety tego nie wiedzą (a chcą być oczywiście molestowane albo nawet gwałcone przez „samców alfa”) i wie czego chcą mężczyźni (być molestującymi i gwałcącymi „samcami alfa” oczywiście!). Feministki udają, że tak nie jest, ale przecież tak naprawdę też tego chcą! Wiedza „Samca Alfa” jest oczywiście wiedzą czysto analną (czyli pochodzi bezpośrednio z dupy i nie jest podparta ani doświadczeniem, ani wiarygodnymi źródłami) i jest przy tym wiedzą niezachwianą. Jeśli krytykujesz jego podejście do sprawy to znaczy, że zazdrościsz mu jego wyimaginowanych (w większości przypadków, chociaż sądząc po liczbie nieślubnych dzieci, to JKM będzie tu wyjątkiem) przygód erotycznych lub (jeśli jesteś kobietą) to znaczy, że chciała byś być przez niego molestowana, ale jesteś na to za brzydka (tu mamy klasyczny przykład Kobiety Schrödingera – póki Smalcowi Alfa nie odmówi jest jednocześnie ładna i brzydka, jak już odmówi, to jest oczywiście zbyt brzydka, żeby on miał się nią interesować).

Do naszego Samotnego Wilka, Goryla Przewodnika Stada nie dociera, że nie każdy facet chce latać jak kot z pęcherzem i „zaliczać” kolejne pijane do nieprzytomności ofiary w nocnych klubach, ani to, że większość kobiet to nie są jakieś pierdolone księżniczki na szczycie wieży, które czekają, aż przybędzie do nich nawalony rycerz w białym Ferrari, żeby zawieźć je prosto do kuchni. Smalec Alfa wie lepiej i zna wasze ukryte pragnienia, dlatego też nie ma sensu z nim dyskutować. Należy mu natomiast kazać spieprzać, gdzie pieprz rośnie i tylko patrzeć, żeby przypadkiem kogoś po drodze nie zgwałcił.

Lewak nie gardzi: szanujmy ludzi, niekoniecznie poglądy

W dyskusji politycznej wszyscy są dla siebie mili, dopóki się ze sobą zgadzają. Niestety, o ile nie jest to dyskusja w ramach Klubu Dyskusyjnego Wzajemnej Adoracji, to prędzej czy później dojdzie do jakiejś różnicy zdań.

memman.jpg

W tym momencie reakcje wahają się od „masz prawo do swojego zdania” do „powinni cię powiesić, ty !#$%Q!!1” Niektórzy internetowi mądrale twierdzą, że „wszyscy mają trochę racji” albo, że „wszystkie opinie są tak samo ważne” i że „powinno się dążyć zawsze do kompromisu”. Uważam, że tacy ludzie albo są idiotami albo próbują przepchać w ten sposób jakąś dziwaczną ideologię, z którą rozmówca się nie zgadza. Nikt mi nie wmówi, że jeśli uważam, że powinniśmy żyć w pokoju i unikać mordowania się nawzajem jest to tak samo słuszne, jak poglądy kogoś kto chce mnie powiesić na latarni albo wysadzić bombą, bo jestem „lewakiem” albo „niewiernym”.

Z drugiej strony mamy niestety inny problem, który zauważyliśmy przy okazji wyborów w Polsce, Brexitu czy też wyborów w USA. Część lewicowych czy liberalnych wyborców zmieszała opozycję z błotem, odmówiła jakiejkolwiek dyskusji i wyzwała od wariatów, faszystów, rasistów i tak dalej. Sama Hillary Clinton stwierdziła w pewnym momencie, że wyborcy Trumpa są „żałośni”. Oczywiście, spora część wyborców Trumpa, PiS czy fanów UKiP ma całkiem paskudne poglądy, ale żyjąc w demokratycznym państwie należy wypracować jakiś sposób wspólnego życia.

Jeśli pomyślimy chociaż przez kilka minut, możemy dojść do wniosku, że ludzie, którzy głosują „nie tak jak trzeba” mają swoje powody. Oczywiście my nie musimy się z nimi zgadzać, ale nie musi to wcale oznaczać, że druga osoba jest fanatykiem/rasistą/szaleńcem. Co do czego, na Trumpa zagłosowali także Meksykanie i kobiety, więc chyba nie każdy fan Trumpa automatycznie nienawidzi kobiet i Meksykanów, prawda?

paula trump.png

 

Zresztą, pamiętacie chyba jakie były ostatnie wybory w Polsce? Nie tylko fanatyczni zwolennicy Kaczyńskiego mieli już trochę dosyć rządów PO i PSL. Jakie opcje pozostawały? Nowoczesna to praktycznie to samo, co PO. Zjednoczona Lewica z Millerem specjalnej sympatii nie budziła. O Partii Razem ludzie albo nie słyszeli albo uznali, że „i tak nie wejdzie” albo stwierdzili, że to pewnie jakieś komuchy. Co tam dalej zostało? Korwin? Tu raczej głosują, ci co albo się zgadzają z jego poglądami albo nie do końca się zgadzają, ale uważają, że „przynajmniej coś zmieni”. Poza tym mieliśmy do wyboru jeszcze Kukiza i PiS. Kukiz nie miał programu, ale niektórym mogło się wydawać, że wniesie coś nowego (no i wniósł: naziolków do parlamentu, tego jeszcze nie grali w III RP). Poza tym zostawał jeszcze PiS. W tym wypadku mamy oczywiście fanatyków prezesa, ale mamy też ludzi, którzy uznali, że mają dość rządów PO, umów o dzieło, dzikiej reprywatyzacji, afer, ośmiorniczek i tak dalej. Można uznać te argumenty za nieadekwatne albo spowodowane propagandą propisowskich mediów, ale niektórych najwyraźniej przekonały. W tych wyborach większość ludzi (z tych, którzy w ogóle poszli głosować!) postanowiła zagłosować na coś, co było dla nich „mniejszym złem” z tym, że dla niektórych był to właśnie PiS.

Inna sprawa, że po wyborach jak diabeł z pudełka wyskoczyli Macierewicz, prezes, minister Szyszko, Waszczykowski, Ziobro i reszta hałastry i zaczęli robić swoje porządki. Szydło działa na autopilocie, a pan prezydent swoją biernością i uległością w stosunku do prezesa zawiódł chyba nawet tych, którzy nie mieli wobec niego żadnych nadziei i woleli głosować choćby na panią Ogórkową (która notabene także zawiodła nawet tych, którzy nie mieli wobec niej żadnych nadziei). Można się było tego spodziewać? Pewnie część z was się spodziewała, ale nie wszyscy są tacy sprytni albo po prostu nie mają czasu na siedzenie przez cały dzień w internecie i śledzenie bieżącej polityki.

dudant-selfie

 

Jaki z tego wniosek? Ano taki, że fakt, że ktoś popiera (lub popierał) jakąś konkretną opcję polityczną nie oznacza, że podpisuje się pod wszystkim, co ta opcja robi. Pisanie, że wszyscy, którzy głosowali na PiS/Trumpa/za Brexitem to idioci, szaleńcy, rasiści, faszyści lub cokolwiek innego, nic nam nie daje. Mówimy tu o milionach ludzi, którzy często mają ze sobą mało wspólnego i z którymi musimy koegzystować w społeczeństwie. Najgorsze w tym wszystkim jest odczłowieczanie ludzi o przeciwnych poglądach. Nawet ktoś, posiadający najbardziej obrzydliwe poglądy czy sympatie polityczne pozostaje człowiekiem. Możemy go bojkotować, krytykować, a nawet zwalczać metodami prawnymi lub siłowymi (w samoobronie oczywiście), ale nie możemy odbierać mu człowieczeństwa i twierdzić, że np. „rasistów trzeba wieszać bez wyroku” albo, że „radiomaryjni katole to bydło”, bo wtedy nie będziemy się różnili w naszym myśleniu od nazistów czy islamskich radykałów.

Wniosek jest dosyć jasny: żyjemy w demokratycznym społeczeństwie, więc, jeśli chcemy, żeby nasza opcja wygrała, to musimy przekonać większość do tego, że nasza opcja jest lepsza albo przynajmniej „mniej gorsza”. Wrzucając do jednego wora wszystkich, którzy się z nami nie zgadzają, nie zdobędziemy przyjaciół. Nie chodzi tu bynajmniej o tzw. „pośrodkizm” kiedy to sadzamy naprzeciw siebie homofoba, który chce wieszać gejów i homoseksualistę, który chce sobie żyć w spokoju. Idiotyczne i szkodliwe poglądy trzeba zwalczać i nie należy ich promować (co uwielbiają niektóre „lewackie” media, które sobie zapraszają takiego Korwina i patrzą jak słupek wyświetleń szybuje do góry). Nie możemy zapomnieć jednak, że nawet najbardziej znienawidzony przeciwnik pozostaje człowiekiem i ma takie same prawa (ale także obowiązki!), co my.

Na koniec możecie obejrzeć co mówi na ten temat grany przez Toma Walkera Jonathan Pie. Nie ze wszystkim się zgadzam (trochę przesadza w stronę, że „trzeba ze wszystkimi rozmawiać”), ale mówi też rzeczy, o których pisałem w tym tekście:

 

Źródła:

Hillary Clinton mówi o fanach Trumpa:

http://edition.cnn.com/2016/09/09/politics/hillary-clinton-donald-trump-basket-of-deplorables/

Obrazki:

Zdjęcie z planu Dark Knight Rises, ze storiesbywilliams.com: https://storiesbywilliams.files.wordpress.com/2012/07/the-dark-knight-rises-bane-batman-hug.jpg