Przemoc (nie tylko) wobec kobiet

Obchodziliśmy właśnie dzień przeciwko przemocy wobec kobiet. Najczęstszym tematem poruszanym z tej okazji jest oczywiście (i bardzo słusznie) mizoginia. Nie ma za bardzo z czym dyskutować, jednym ze źródeł przemocy jest seksizm i próby „pokazania kobietom ich miejsca”. Niestety, skupiając się tylko na tym zdarza się nam czasem pomijać inne poważne problemy, których następstwem jest między innymi przemoc wobec kobiet.

fight1.jpg

W naszym społeczeństwie istnieje bardzo duże przyzwolenie na przemoc w ogóle. Na pierwszy rzut oka tego nie widać, bo jesteśmy przyzwyczajeni. Niestety, niektóre zachowania, które uważamy za normalne, wcale takie nie są. Dotyczy to szczególnie mężczyzn i chłopców.

Pamiętacie co się działo w szkole? Ile razy zostaliście zaczepieni/e, zaatakowani/e, pobici/te i nikt nie zareagował? Nie pamiętam już ile razy widziałem sytuację, w której dziecko z błahego powodu bije drugie dziecko, a potem tłumaczy, że tamto zaczepiało/zabrało kredki/powiedziało coś brzydkiego. Reakcja dorosłych? „Przestańcie się bić!” Tak, jakby ofiara była tak samo odpowiedzialna, za to, co się stało, jak sprawca. Gdy dziecko się skarży, że ktoś je pobił, to dorosły pyta „a dlaczego go zaczepiałeś?”. Śmiejemy się z Amerykanów, którzy prowadzą kampanie przeciwko przemocy w szkołach itd., a przy tym nie widzimy, jak sami napędzamy przemoc. Dziecko zaczyna wierzyć, że jedynym sposobem na obronienie się przed przemocą jest użycie większej ilości przemocy.

Ze starszymi dziećmi jest jeszcze gorzej, jeśli ktoś pada ofiarą przemocy i próbuje się komuś poskarżyć, to zaraz zostaje nazwany „konfidentem”. Nie jestem jakimś szczególnym fanem organów ścigania i donoszenia w ogóle, ale takie zachowanie wygląda na wyjęte prosto z „Podręcznika młodego kryminalisty”. Nic nikomu nie mówi i daj się pobić albo mścij się sam. Bossowie z Pruszkowa byliby dumni. Mało tego, chłopcom wydaje się, że jeśli nie „oddadzą” koledze to będą „cipami” i „cienasami”, tak więc nie tylko próba prośby o pomoc, ale nawet nie odpowiadanie przemocą na przemoc jest przez wielu piętnowane.

konfident.jpg

Byłem kiedyś świadkiem sytuacji, w której grupka uczniów obrzucała kolegę śnieżkami, dlatego, że ich zaczepiał. Z tym, że kolega rzucał śnieżką to w jednego, to w drugiego z daleka od czasu do czasu, a oni go wywrócili na ziemię i obrzucali lodem wszyscy na raz, aż ten się rozpłakał i uciekł. Akcja powoduje reakcję i nie domagam się, żeby ktoś stał, jak słup, gdy jest atakowany, ale przeraziło mnie to, że 12letni chłopcy nie widzą problemu w tym, że zareagowali niewspółmiernie do sytuacji (bo tak też próbowali się tłumaczyć, żaden nie uważał, że zrobili coś złego). Dzieciaki myślą, że to, że ktoś jest dla nich niemiły, lub „zaczepia” to daje im to przyzwolenie na fizyczny atak. Miałem wtedy okazję dzieciakom wytłumaczyć, że owszem, ten co zaczynał nie powinien ich zaczepiać, ale ich reakcja była bardzo przesadzona i doprowadzenie do płaczu kolegi, którego przecież lubią, nie jest chyba ich celem.

Tylko, że to był jeden przypadek, kiedy mogłem powiedzieć „jak jest”, bez próby zwalania winy na ofiarę, a w innych wypadkach zazwyczaj obie strony dostają taki sam opieprz i jest „po sprawie”. Jeśli przyzwalamy na sytuacje, w których fizyczny atak jest stosowną odpowiedzią na każdą zaczepkę, to z „oko za oko” robi się „jak ktoś komuś wybije oko, to możecie go zaje***”. Zresztą, to nie są jakieś teoretyczne wywody, wystarczy wyjść na ulice w piątek wieczorem lub przejść się po „cudzym” osiedlu. Groźby „spuszczenia wpie*****” dostaniemy za samo spojrzenie na nieodpowiedniego osobnika lub osobniczkę mu towarzyszącą. A gdy nie daj boże zapomnimy takiemu ustąpić miejsca na chodniku, to jakbyśmy podpisali na siebie wyrok śmierci.

Miledresy.jpg

W tym momencie każdy może stwierdzić, że bandyci są przecież wszędzie i będzie miał rację. Z tym, że w Polsce najczęściej dostaje się po mordzie nie od „zawodowego” bandyty, tylko od murarza, hydraulika czy studenta, który akurat sobie wypił i uznał, że mu podpadliśmy. Mi osobiście się to nie przytrafia, od kiedy trochę urosłem, bo nawet pijany głupek domyśla się, że bezpieczniej skierować sakramentalne „co się k**wa gapisz?!” do kogoś, kto nie ma 190cm wzrostu i koło 90kg wagi. Niemniej jednak i mi zdarzyło się kiedyś, kiedy byłem jeszcze nieco mniej zaawansowanych rozmiarów, zaliczyć przysłowiowy „wpierdol”.

Sytuacja wydarzyła się dawno temu w Noc Sylwestrową. Szedłem sobie spokojnie ulicą na przedmieściach małego miasteczka, może około godziny 2 w nocy gdy nagle napotkałem grupę idiotów naparzających się na środku ulicy. Wyglądało to jak scena z kreskówki, gdzie jest chmura pyłu, z której co chwila wypada jeden z uczestników awantury, po czym wraca z powrotem (tyle, że w tym wypadku był to śnieg, a nie pył). Nigdy wcześniej ani później nie widziałem czegoś takiego. Postanowiłem szybkim krokiem przejść obok chodnikiem, nie zwracając uwagi na animatorów Disneya, którzy zapewne siedzieli w krzakach robiąc notatki. Niestety, jeden z bijących się kretynów wypadł ze zbiegowiska, podbiegł do mnie wrzeszcząc na cały głos i bez ostrzeżenia uderzył mnie w twarz. Zbaraniałem, bardziej ze zdziwienia, niż z bólu, a daleki kuzyn Diabła Tasmańskiego zawył znowu i pobiegł z powrotem do swoich bijących się kolegów (w tym momencie zobaczyłem, że dwóch denatów leżało już na ziemi bez ruchu, a reszta kontynuowała, nie zwracając na nich uwagi).

cartoon fight.jpg

Jaki z tego morał, co zrobiłem nie tak? No właśnie, k**wa żaden. Szedłem sobie spokojnie ulicą, byłem trzeźwy, nikogo nie zaczepiałem, nie miałem wyzywającej kiecki, godzina jak na Sylwestra była jeszcze całkiem wczesna, a na dodatek była to ulica na której nigdy nie było żadnego baru, dyskoteki, ani niczego podobnego. Potem dowiedziałem się, że po uczestników bójki przyjechała policja, a po denatów (którzy na szczęście jak się okazało nie byli denatami, a tylko stracili przytomność) karetka. Ojciec jednego z nieprzytomnych złożył zawiadomienie na policję, a wszyscy uczestnicy bójki byli… licealistami. Tak, nie trafiłem na porachunki gangsterskie, tylko na finisz imprezy zorganizowanej przez nastolatków edukujących się w szkole średniej.

gangsta_wannabes_04

Jeśli takie cuda wyprawiają dzieciaki, które za jakiś czas mają zostać przykładnymi mężami i ojcami,  to dlaczego jeszcze się dziwimy, że jest takie coś jak przemoc w rodzinie, bicie kobiet czy dzieci? Jeśli od małego uznajemy za normalne uderzenie kogoś, za to, że nie chce nam oddać temperówki, to czy to naprawdę na dziwi, że ktoś uznaje w dorosłym życiu za normalne pobicie „narzekającej” żony? Mało tego, niektórzy uważają, że napierdzielanie dzieci jest w porządku, bo to przecież „zwykły wychowawczy klaps”. Skoro mamusia i tatuś, którzy podobno kochają go najbardziej na świecie, mogą mu przywalić za to, że dostał dwójkę, to czemu on kilkanaście lat później nie może przywalić żonie za przypalony obiad? Kiedy przemoc staje się odpowiednią reakcją lub karą za nieodpowiadające zachowania, bicie żony/konkubiny/kochanki staje się czymś jak najbardziej logicznym.

burn beer.jpg

             (zamiast zachować się jak gentleman!)

               Mimo wysiłków konserwatystów, kleru i innych średniowiecznych środowisk, prawodawstwo i ogólnie przyjęte zwyczaje kroczek po kroczku idą w dobrą stronę. Większość Polaków nadal uważa, że dzieci można traktować jak worek treningowy i napierdalać z byle powodu, byle tylko nie przesadzić (ale klaps nikomu jeszcze nigdy nie zaszkodził!). Na szczęście jest Unia Europejska i inne organizacje, próbujące forsować różne „pedalskie” ustawy, które zakazują przemocy wobec dzieci. Nauczyciele też, na wzór europejski, powoli przestają przymykać oczy i reagują, gdy widzą, że dzieci są katowane przez rówieśników, rodzice też jakby częściej reagują, gdy ich dzieciom coś się dzieje (Co jest swoja drogą ciekawe, w porównaniu z tym, że sami uważają, że dzieci można bić. Wychodzi na to, że „ja mogę bić, ale inni nie”).

Istnieje więc szansa, że za kilka-kilkanaście lat przemoc wobec kobiet zacznie się powoli zmniejszać. Jednak jeśli rzeczywiście tak będzie, to nie będzie to miało związku z wyimaginowanym „polskim narodowym szacunkiem” dla kobiet, tylko z tym, że będziemy się pozbywać z naszego społeczeństwa przemocy, jako odpowiedzi na zaczepki lub jako odpowiedniej kary za drobne przewinienia.

Źródła:

Różne dane na temat przemocy w rodzinie, poszukajcie sobie więcej w Google:

http://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2008/K_106_08.PDF

http://statystyka.policja.pl/st/wybrane-statystyki/przemoc-w-rodzinie/50863,Przemoc-w-rodzinie.html

http://fdn.pl/ile-dzieci-w-polsce-jest-krzywdzonych

Ustawa o zakazie bicia dzieci: http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/289155,prawny-zakaz-bicia-dzieci-juz-obowiazuje,id,t.html

Sojusz pięści z nosem

sojusz-piesci-z-nosem

Jak byłem mały, to czasem odwiedzali nas Świadkowie Jehowy i zawsze chcieli porozmawiać o Jezusie (w końcu ojciec z jednym porozmawiał i tamten przestał być Świadkiem Jehowy i reszta się obraziła, ale to temat na inną okazję). Przynosili ze sobą takie fajne książeczki, nie czytałem ich, bo były tam same nudy o religii, ale fajnie było pooglądać obrazki, bo często były na nich zwierzątka. Szczególnie lubiłem taki na którym obok Jezusa na trawce leżały sobie owieczki, a obok nich lew i wszyscy byli zadowoleni i nikt nikogo nie zjadał. Zawsze lubiłem zwierzątka i opcja kiedy jedne nie zjadają drugich bardzo mi się podobała.

Te właśnie książeczki przypomniały mi się, kiedy przeczytałem, że Mateusz Kijowski chce za rok czy za dwa maszerować na 11 listopada razem z narodowcami. Nie zrozumcie mnie źle, jak najbardziej popieram pokój, wyrozumiałość, tolerancję i porozumienia ponad podziałami. Ale jak Kijowski wyobraża sobie porozumienie z ludźmi, którzy zaliczają go do wrogów ojczyzny (a przecież „Śmierć wrogom ojczyzny!!!”) i próbowali, niezbyt ładnie mówiąc, spuścić mu wpierdol na pogrzebie Inki? Już szybciej uwierzę w namalowane przez Świadków Jehowy kozy i barany dogadujące się z lwami.

Oczywiście różne rodzaje porozumienia są możliwe. Np. nowa lewica, typu Zieloni lub Razem (albo jakaś inna opcja jeśli powstanie w najbliższym czasie) ma szansę na dogadanie się z tą częścią elektoratu PiS, która głosowała na Kaczyńskiego z powodów socjalnych. Tak samo jak Nowoczesna mogłaby celować w tych, którzy głosowali na PiS dlatego, że mieli dość PO, ale nadal są tymi samymi neoliberałami, co poprzednio. No i w ogóle, nawet jak nie możemy porozumieć się co do kwestii politycznych, to nie znaczy, że na 11 listopada musimy sobie skakać do oczu. Niestety Marsz Niepodległości od samego początku był polityczny, więc nie udawajmy, że jest to jakaś spontaniczna manifestacja patriotyzmu, w której powinni brać udział wszyscy Polacy. Narodowcy mają swoje własne bardzo zadeklarowane poglądy i nie wygląda na to, żeby chcieli iść na ustępstwa.

naziol-z-mn

Tak, właśnie takie poglądy (Zadanie domowe: z jaką prędkością przewracają się w grobie zmarli powstańcy widząc kogoś wykonującego nazistowski salut z białoczerwoną opaską na ramieniu?). Nie oszukujmy się: z takimi ludźmi ani lewica, ani Kijowski raczej nie mają szansy się dogadać. Wiadomo, że w marszu idą nie tylko faszyści, mogli się tam znaleźć też ludzie, którzy po prostu nie do końca zdają sobie sprawę, z tego co się dzieje, ale Kijowski powiedział „z narodowcami”, a nie „z patriotami, którzy idą w MN, ale woleliby inną opcję” albo coś w tym stylu. Tym bardziej, że KOD nie ma narodowcom nic do zaoferowania. Narodowcy na odejściu PiS od władzy mogą tylko stracić (no chyba, żeby to oni wygrali wybory, ale ostatnie wyniki w granicach błędu statystycznego są dowodem na to, że szanse mają mikre).

Generalnie możliwości są trzy. Pierwsza jest taka, że Kijowski chlapnął coś bezmyślnie, a potem próbował tego bronić. Nie można tego wykluczać, zdarzało się i wcześniej. Kolejna możliwość jest taka, że jest idealistą i myśli, że narodowcy, którzy nienawidzą demokracji, „lewactwa” i KOD, nawrócą się na „jasną stronę mocy”. Jeśli tak jest, to jest to bardzo chwalebna idea, ale wydaje mi się, że mało prawdopodobna.

W tym momencie dochodzimy do trzeciej i sądząc po innych wypadkach z ostatniego tygodnia, najbardziej prawdopodobnej opcji. Lewicowa opozycja już od dawna uwiera bardziej zaangażowanych politycznie konserwatywnych sympatyków KOD. Najpierw Petru marudził coś o delegalizowaniu „skrajnej lewicy” i anarchistów, było też buczenie na Zielonych podczas któregoś z marszów, kiedy zasugerowali oni, że inne rządy łamały konstytucję, jeśli chodzi o sprawy socjalne i tak dalej. Zaraz przed tekstem o narodowcach na fanpage KOD pojawił się Roman Dmowski, a także „mem” o tym jak to nie trzeba być „lewakiem”, żeby iść na marsz KOD. Skąd to się wszystko bierze?

Ano sprawa jest bardzo prosta: niektórym byłoby bardzo na rękę, gdyby w Polsce były do wyboru tylko dwie opcje, czyli centrowo-konserwatywne (kompromis aborcyjny przede wszystkim! A geje niech się nie obnoszą!) neo-PO walczące z PiS. Piękny przykład takiego rozwiązania mamy za oceanem, gdzie Republikanie i Demokraci obrzucają się gównem, jak małpy w ZOO, a po wyborach nikt nikomu krzywdy nie robi (nawet Trump, który obiecywał, że wsadzi Hillary za kratki w ostatnim wywiadzie stwierdził, że Clintonowie to „porządni ludzie”).

Żeby doprowadzić do takiej opcji, należy wygnać z życia publicznego wszystkich, którzy mogą stanowić alternatywę. Nie można otwarcie stwierdzić „kto nie z nami, ten przeciw nam”, bo to niezbyt pasuje do kogoś, kto ma bronić demokracji, ale można takie coś zasugerować przedstawiając się jako osoba, która próbuje mówić do wszystkich, ale nie wszyscy słuchają. Duda też obiecywał, że będzie prezydentem wszystkich Polaków.

Zresztą, nie piszemy matury z polskiego, więc nie mamy obowiązku zgadywać „co autor miał na myśli” i możemy przyjrzeć się temu, co przez to osiągnął. Po pierwsze Zieloni zawiesili współpracę z KOD. Znikł więc wewnętrzny niepożądany element, który ciężko było wywalić bez narażania się na nieprzychylne komentarze. Z drugiej strony Razem zostało skrytykowane przez niektórych, jako opcja, która sprzeciwia się powszechnemu pokojowi w Polsce w ramach, którego członek KOD idzie ramię w ramię z narodowcem i krzyczy „Śmierć wrogom ojczyzny!” (po, jak się domyślam, uprzednim ustaleniu, że kodowcy przestają być wrogami ojczyzny i zostajemy przy „skrajnej lewicy”, feministkach domagających się „aborcji na życzenie” i „obnoszących się” homoseksualistach).

Jak więc Kijowski postanowił wykorzystać wspaniały sukces, który osiągnął dzięki wywołaniu gównoburzy w internecie? Pokazując się razem z nową opcją polityczną, która ma sukces wyborczy w kieszeni!

kijowski-z-walesa

No dobra, żartowałem. Oczywiście gównoburza nie przyniosła dobrych skutków dla nikogo, poza może PiS, który się cieszy, że opozycja znowu się kłóci. Osobiście nie mam nic przeciwko temu, żeby dogadywać się z innymi opcjami, ale nie widzę możliwości maszerowania razem z kimś, u kogo melduję się na co najmniej czterech (jako Żyd, Arab, lewak i feminista) listach ludzi do odstrzału. Nie zgadzam się więc na próby wykluczenia ludzi takich, jak ja z debaty publicznej, tylko dlatego, że uważamy, że groźby śmierci pod naszym adresem przeszkadzają w pokojowej koegzystencji.

Źródła:

Piknik na skraju głupoty doszedł do tych samych wniosków przede mną : https://www.facebook.com/kreatywnehejterstwo/posts/1285446601522694

Zieloni zawieszają współpracę z KOD: http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/992777,zieloni-zawiesilismy-polityczna-wspolprace-z-kod.html

Kijowski tłumaczy się z mema o lewakach: http://mateuszkijowski.natemat.pl/193967,nadety-balon-glupoty-czyli-jestem-lewakiem

Nowa partia z błogosławieństwem Kijowskiego i Wałęsy: http://wawalove.pl/W-Warszawie-powstaje-nowa-partia-a24625?src01=6a4c8&src02=facebook_wawalove

Kijowski mówi o maszerowaniu z narodowcami: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Mateusz-Kijowski-dla-WP-warto-sie-jednoczyc-wokol-Polski-i-naszej-historii,wid,18583772,wiadomosc.html

W Polsce nie ma chrześcijan

ACC02433GRE

W Polsce nie ma chrześcijan. Nie, na serio: w Polsce nie ma chrześcijan. Przeczytałem komentarze pod wiadomością, która opisuje śmierć 239 osób na Morzu Śródziemnym. Zobaczcie co piszą ludzie:

screen-01

A potem dalej:

screen-02

Ci szaleni poganie cieszą się z tragedii, wyśmiewają i obrażają zmarłych, odwołują się do pogańskiego boga Posejdona, wspominają Allaha, ale nie ma w nich ani kropli chrześcijańskiego miłosierdzia. A przecież instrukcje są proste. Co mówi na ten temat Biblia?

biblia

No dobra, Biblia to Biblia, napisali ją dawno temu, więc może coś się od tego czasu zmieniło. Co mówi w takim razie papież?

papiez

Ups. Wygląda na to, że nadal jest tak samo, jak w Biblii. No ale Franciszek jest daleko, w Rzymie, podobno kontrowersyjny papież z niego. Co w takim razie powiedział prymas Polski?

prymas

Rozpoznać twarz Chrystusa… Wniosek może być tylko jeden. Gdy Piłat pyta: „Kogo uwolnić?” Polacy wykrzykują: „Ba-ra-basz! BA-RA-BASZ! BA – RA – BASZ!!!”

A jeśli jeszcze raz ktoś zechce się odwołać do „chrześcijańskich wartości” mówiąc o aborcji, homoseksualistach, eutanazji, in vitro i tak dalej, to wiecie, że kłamie, bo w Polsce… W Polsce nie ma chrześcijan.

Źródła:

Artykuł: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,239-migrantow-i-uchodzcow-utonelo-na-dwoch-lodziach-przy-wybrzezu-Libii,wid,18570602,wiadomosc.html?ticaid=118070

Biblia: http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/przyjac-przybysza/art,25,10-biblijnych-wskazowek-o-tym-jak-traktowac-uchodzcow.html

Prymas: http://natemat.pl/153741,arcybiskup-wojciech-polak-o-uchodzcach-konieczne-jest-budowanie-autentycznej-kultury-przyjecia

Papież: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,20474594,papiez-franciszek-bezkompromisowo-o-uchodzcach-szczegolna.html

Masz alergię? Umrzyj.

Mamy dziś Halloween, czyli weselszą wersję Święta Zmarłych, a przy tej okazji mamy też dowcipy związane z Halloween. Jak zwykle, niektóre są śmieszne inne mniej, niektóre obraźliwe inne mniej i tak dalej. Jeden konkretny wkurzył mnie bardziej niż zwykle. Obrazek przybył do Polski oczywiście z USA i oczywiście tragicznie przetłumaczony, co wcale mu nie pomaga.

14915452_1424712367556166_1434245659984256179_n.jpg

Takie tam heheszki z tego, że teraz to dzieci takie głupie i rodzice tacy nadopiekuńczy i w ogóle to wszyscy są nadwrażliwi w XXI wieku. No bo przecież alergie i nietolerancje to wymysł, prawda? To nic, że u osoby z celiakią spożywanie glutenu może prowadzić do uszkodzenia jelita, wypadania włosów i, w wypadku dziecka, zahamowania wzrostu. Wymysły jakieś, nie? Co z tego, że nietolerancja laktozy po spożyciu produktów, które ją zawierają może powodować silne wymioty i, a jakże, uszkodzenie jelita. Alergia na orzechy i fistaszki? Pff wymysł. Można umrzeć od tego, ale to przecież nic takiego.

Od tych problemów nieco odstaje opcja wegańska, bo przecież weganizm to wybór, prawda? Z tym, że skoro nikt się nie krzywi na katolika odmawiającego kiełbasy w Wielki Piątek, to czemu mamy się nabijać z wegan i wegetarian? Ich poglądy są przynajmniej bardziej konsekwentne. „Genderowo neutralne cukierki” litościwie przemilczę, choć zastanawiam się czy nie dziwniejsze byłyby cukierki płciowo zidentyfikowane. To takie z penisami czy co?

Dobra, ale przecież żarcik to żarcik, nikt tego nie bierze na poważnie, prawda? No i tu jest problem, bo oczywiście żarcik to żarcik, ale jest to kolejny kamień wrzucany do ogródka pod tytułem „alergie i nietolerancje to wymysł”. Zacznę od tego, że TAK, są osoby, które robią sobie autodiagnozę i stwierdzają, że nie mogą jeść np. glutenu. I wiecie co? Nie widzę z tym problemu. Po pierwsze, wydadzą mnóstwo kasy na bezglutenowe żarcie wspomagając przy tym firmy, które zaopatrują prawdziwych celiaków. Po drugie, im więcej knajp będzie sprzedawało bezglutenowe rzeczy, tym lepiej dla tych, którzy na serio muszą je omijać. Po trzecie, gluten często i tak znajduje się w rzeczach, których się nie powinno jeść za dużo. Odstawienie drożdżówek nikomu nie zaszkodzi. Co do czego, osoby z celiakią wiele zawdzięczają hipsterom.

Problem jest jednak taki, że wielu ludzi zajmujących się gastronomią temat alergii olewa, bo stwierdza, że to wymysły albo po prostu nie zależy im na tym, żeby cokolwiek wiedzieć. Na pytanie czy np. frytki albo mięso zawierają gluten (którego teoretycznie nie powinny zawierać, bo przecież gluten jest ze zboża, ale zdziwilibyście się jakbyście zobaczyli do ilu produktów sypie się kosmiczne ilości mąki i innych dziwnych rzeczy) odpowiadają np. „E nie, nie ma tam jajek”. Ładnie, nie? Skupiam się na glutenie, bo małżonka ma akurat taki problem, ale inni mają pewnie dokładnie takie same doświadczenia z innymi alergenami. Nie będę wam tu wklejał drastycznych zdjęć, ale warto wspomnieć, że dzieci z niezdiagnozowaną celiakią potrafią wyglądać jak z obozu koncentracyjnego, mimo że rodzice dbają o nie najlepiej jak mogą.

Można uznać, że jest coś takiego jak „moda na alergie”, ale jest to niezbyt szkodliwy margines. Wzrost liczby alergików i osób z nietolerancją wynika przede wszystkim z tego, że w końcu można takie rzeczy diagnozować. Ignorowanie problemu i twierdzenie, że „kiedyś tak nie było” to droga donikąd. Spójrzcie na to z innej strony: możecie być pewni, że znajomy z celiakią nie wyżre wam pizzy, a znajomy weganin nie podwędzi (hehe) kiełbasy z lodówki.

Cenzura vs „poprawność polityczna”

Niedawne zniknięcie z Facebooka profili Młodzieży Wszechpolskiej, ONR czy Marszu Niepodległości wywołało głośne protesty członków i sympatyków tych organizacji. Administracja Facebooka tłumaczy (całkiem słusznie), że profile zostały zamknięte ze względu na promowanie mowy nienawiści, która na Facebooku (będącym, przypominam, prywatnym portalem z siedzibą w USA) jest zakazana, tak więc takie rozdawnictwo banów nie powinno dziwić, aczkolwiek, po tylu latach przymykania oka na rasizm, ksenofobię, homofobię i osobiste ataki na różnych „lewaków”, akcja administratorów jest miłym zaskoczeniem.

cenzura

Narodowcy, jak każdy kto nie wie, albo udaje, że nie wie, jak działa Facebook, widzą w tym oczywiście akcję polityczną skierowaną przeciwko sobie i cenzurowanie poglądów. Facebook, jak większość portali internetowych, ma swoje zasady i zakładając na nim konto musimy zaznaczyć, że je akceptujemy. To, że nikt ich nie czyta, nie oznacza, że ich tam nie ma. Swoją drogą, wydaje się nieco dziwne, że wielu narodowców twierdzi, że wolny rynek oznacza, że można otworzyć np. bar „Tylko dla białych”, ale jak dostają bana na Facebooku, to już im się ten wolny rynek przestaje podobać. Najwyraźniej działa tzn. „Prawo Holochera” czyli: „Wolny rynek tylko dla Polaków!”.

Jak zawsze w takich wypadkach pojawia się pytanie: co jest cenzurą, a co nią nie jest? Czy usuwanie stron założonych przez skrajną prawicę to słuszne działanie czy może „terror poprawności politycznej”? Spójrzmy najpierw jak Encyklopedia PWN definiuje te terminy:

cenzura [łac.], kontrola publicznego przekazywania informacji, stanowiąca ograniczenie wolności wyrażania poglądów (tradycyjnie nazywanej wolnością słowa) oraz rozpowszechniania informacji (wolność druku), także urząd państw. lub kośc. powołany do sprawowania tej kontroli.

poprawność polityczna, ang. political correctness, zasada unikania określeń, które mogłyby być uznane za przejaw dyskryminacji w stosunku do osób ze względu na ich przynależność rasową, narodową, wyznaniową, pochodzenie społeczne lub orientację seksualną.

Można by było się spierać, że zarówno cenzura, jak i poprawność polityczna (chociaż czy przy obecnym rządzie można mówić o „poprawności politycznej” według amerykańskiej definicji, skoro nawet ministrowie jej nie przestrzegają?), ograniczają w pewien sposób wolność słowa. Inna sprawa, że warto się zastanowić, jak rozumiemy wolność słowa i czy niektórzy nie przeciągają struny za daleko, kiedy mówią o prawie do wolności słowa.

Z jednej strony jest oczywistym, że nikt nie chce mieszkać w kraju, w którym każdy publikowany tekst jest kontrolowany przez rząd, gdzie istnieje cenzura prewencyjna, a za obrażanie „umiłowanego wodza” idzie się do ciupy albo od razu pod mur. Z drugiej strony jednak, wyobrażacie sobie kraj, w którym KAŻDY może mówić WSZYSTKO, co tylko mu ślina na język przyniesie i nie ponosić przy tym żadnych konsekwencji? Ktoś się wkurzy na Kowalskiego i zacznie wszystkim opowiadać, że Kowalski to złodziej, a do tego pedofil. Nic mu nie można zrobić, bo przecież jest wolność słowa. W takim wypadku część ludzi powie „niech go Kowalski poda do sądu!”.

Takie rozwiązanie ma oczywiście sens, ale po pierwsze: musi istnieć prawo, które pozwoli Kowalskiemu na podanie oszczercy do sądu. Coś w stylu „nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”, bo przecież jeśli takiego prawa nie ma, to trudno będzie kłamczuszka skazać. Jeśli takie prawo istnieje, oznacza to, że już w tym momencie nie mamy całkowitej wolności słowa. Inna sprawa, że nie wszyscy są w stanie z drogi prawnej skorzystać. Choćby pojawiające się co raz zachęty do mordowania uchodźców. Jakoś nie widzę szansy na to, żeby ktoś z Syrii czytał polski internet i miał możliwość przyjść i osobiście złożyć zawiadomienie na policji. Nie mówiąc o nieletnich, osobach w bardzo podeszłym wieku, osobach chorych psychicznie lub z niepełnosprawnością intelektualną. Takie zapodawanie się nawzajem działa też w drugą stronę. Jeśli ktoś ma pieniądze, czas i możliwości (czyli pieniądze) na to, żeby podawać innych do sądu, może robić to praktycznie w nieskończoność. Donald Trump ma zwyczaj podawania do sądu dziennikarzy, którzy stawiają go w negatywnym świetle. Zrobił to tyle razy, że prawnicy, którzy są w posiadaniu tych informacji nie chcą ich upubliczniać, gdyż… boją się, że Trump poda ich do sądu. Tak, to nie żart. Prawnicy boją się, że Trump poda ich do sądu, gdy ogłoszą jak wielu ludzi Trump podał do sądu. A mówią, że w Związku Radzieckim były absurdy.

W związku z tym powinny istnieć jakieś przyjęte zasady, na temat tego, co można i czego nie można mówić, a także na temat tego, jakie ewentualne konsekwencje mogą spotkać tego, kto nie stosuje się do tych zasad. Zacznijmy od rozróżnienia czym jest cenzura, a czym jest niesławna „poprawność polityczna”. Powiedziałbym, że cenzura jest przede wszystkim wtedy, kiedy władza broni sama siebie przed obywatelami. Za PRL nie można było mówić, że rządzą idioci albo pisać o tym, że milicja pałuje studentów. Istnieje również cenzura obyczajowa. Władza pilnuje, aby przypadkiem media czy sztuka nie zgorszyły obywateli. Może ona przyjmować bardzo dziwaczne formy. Izraelska gazeta prowadzona przez ultraortodoksyjnych Żydów, ze względu na przyzwoitość wycięła kiedyś ze zdjęcia Angelę Merkel, bo jest kobietą, a pokazywanie zdjęć kobiet jest nieprzyzwoite. W tym wypadku to oczywiście przykład autocenzury, ale gdyby tacy ludzie dorwali się do władzy, strach pomyśleć co by im mogło przyjść do głowy.

Inaczej sprawa ma się w wypadku tzw. „politycznej poprawności”. Chodzi tu o przepisy, które, jak nam powiedziała nasza definicja, zabraniają dyskryminacji ludzi ze względu na szereg czynników, takich jak rasa, religia i tym podobne. Różnica pomiędzy cenzurą, a poprawnością polityczną jest taka, że w tym wypadku władza stara się bronić jednych obywateli przed drugimi, mniejszość przed większością. Nie musiałaby ona istnieć, gdyby wszyscy byli dla siebie mili i traktowali się w równy sposób. Niestety lata wojen religijnych, ludobójstw i dyskryminacji pokazują nam, że ludziom bardzo niewiele wystarczy, żeby uznać to za powód do dokopania innym.

Mógłbym teraz skończyć mówiąc, że cenzura zła, a poprawność dobra. Niestety, nie jest to zawsze takie oczywiste, gdyż ludzie bez przerwy mylą zarówno te, jak i inne pojęcia, a także ich nadużywają. Stron polskich nacjonalistów były pełne rasistowskich i ksenofobicznych treści, które nakręcały tylko ksenofobiczne nastroje w kraju. Wiele osób publikujących takie treści broni się, twierdząc, że podają tylko fakty, ale czasem liczy się też kontekst podawania takich informacji. Holenderski ulubieniec islamofobów, Geert Wilders, założył swego czasu portal na którym publikował informacje o przestępstwach dokonywanych przez polskich imigrantów. Czy to było w porządku? Czym innym jest gazeta, która pisze, że Holender podpalił dom, dwóch innych Holendrów pobiło się w knajpie, a przy okazji jeszcze Polak ukradł ogórki w sklepie, a czym innym portal, który upiera się, żeby pisać tylko i wyłącznie o przestępstwach dokonywanych przez jedną nację. Tym bardziej, że ci mniej ostrożni rasiści nie tylko „informują” ludzi o „problemach z imigrantami”, ale też pomagają im wyciągać „właściwe wnioski” z takich wydarzeń. Dziwnym trafem, wniosek jest zawsze taki, że wszystko, co złe, to wina imigrantów, nawet jeśli, jak w Polsce, tych imigrantów jest bardzo mało.

Bez komentarza należy pozostawić wypowiedzi, które bezpośrednio piszą się pod inne paragrafy, w rodzaju gróźb karalnych. Namawianie do zabijania ludzi, niezależnie od koloru skóry czy pochodzenia, nie ma nic wspólnego z byciem niepoprawnym politycznie. W drugą stronę próbują pchać się ci, którzy uważają, że ich religia daje im prawo do szerzenia nienawiści. Jest to kolejny idiotyzm. Prawo i ogólne zasady bycia porządnym względem innych stoją wyżej, niż praktykowane przez nich gusła. Cukiernik w USA uznał, że nie zrobi tortu na gejowski ślub, bo mu tak bozia kazała, bo przecież gejowski ślub niszczy instytucję małżeństwa. Ciekawym może być fakt, że ten sam cukiernik przygotował tort na… psi ślub (zwierząt znaczy się, nie policji). Poza tym twierdził, że w każde ciasto wkłada część siebie, co budzi dość dziwne skojarzenia i powoduje lekki odruch wymiotny.

Jak zwykle okazuje się, że przeginanie w jedną czy w drugą stronę jest niezdrowe. Wolność słowa jest bardzo ważna, ale niektórzy pod płaszczykiem „politycznej niepoprawności” próbują przemycić nienawiść, groźby i namawianie do stosowania przemocy wobec grup, które im nie pasują. Trudno powiedzieć, gdzie dokładnie przebiega granica. Co więcej, w różnych krajach przebiega ona w innych miejscach. Krytyka rządu Izraela, to nie to samo, co obrzucanie błotem „Żydów z Wyborczej”. Wszystko zależy od kontekstu i intencji autora. Obamę możemy krytykować za jego politykę, ale nawet jeśli mamy rację, to dopisując na koniec, że to wszystko „przez to, że jest czarny” całkowicie zmieniamy wymowę naszej wypowiedzi. Tak samo sprawa się ma z krytykowaniem ISIS. Jeśli nasz wywód poświęcony zbrodniom popełnionym przez terrorystów z Państwa Islamskiego zakończymy wnioskiem, że „wszystkich muzułmanów należy wyrzucić z Europy” to nagle z ataku na zasługującą na to grupkę zbrodniarzy, przenosimy nasz atak na miliony niewinnych ludzi. Jak myślicie, jeśli ktoś się zasugeruje naszym tekstem i zechce postąpić zgodnie z naszymi zaleceniami, to co zrobi: pojedzie walczyć do Syrii czy wybije szybę w lokalu z kebabem w Sosnowcu?

Źródła:

Facebook banuje: http://www.tvn24.pl/znikaja-profile-narodowcow-na-facebooku,687482,s.html

Izraelska gazeta wywala Merkel ze zdjęcia: https://www.theguardian.com/world/2015/jan/14/israeli-newspaper-hamevaser-merkel-women-charlie-hebdo-rally

Trump pozywa do sądu: https://www.youtube.com/watch?v=SgTxGOrXqRQ

Religijny cukiernik: https://www.youtube.com/watch?v=5d667Bb_iYA

 

Czarny protest musi trwać!

Dzisiaj w sejmie padł projekt stowarzyszenia Ordynarnych Jurków, przewidujący karanie kobiet, które przerywają ciążę. Zorganizowany przez partię Razem #CzarnyProtest odniósł sukces, którego niewielu się spodziewało. Zanim zaczniemy się cieszyć, powinniśmy się zastanowić nad kilkoma sprawami.

urodze-lewaka

Po pierwsze, przyjrzyjmy się wynikom głosowania, prosto ze strony Sejmu RP. Mimo wytycznych prezesa i olbrzymich protestów, 32 posłów PiS nadal głosowało przeciw odrzuceniu projektu całkowitego zakazu aborcji, a 9 wstrzymało się od głosu. Platforma dziś bardzo ładnie, wszyscy za odrzuceniem, ktoś widać wrogów kobiet z tej partii wziął za pysk, natomiast Kukiz 15: 14 za odrzuceniem, 15 za przyjęciem i 3 się wstrzymało. Czyli wychodzi na to, że wolnościowa partia Kukiz’15 propaguje wolność, ale nie dla kobiet (choć sam Paweł Kukiz, który obrażał niedawno kobiety protestujące przeciw projektowi, zagłosował za jego odrzuceniem hmm…). Dalej Nowoczesna, całkiem ładnie, wszyscy przeciw, jedna osoba nieobecna. Potem lekki szok, PSL tylko 2 przeciw, 8 za, 4 się wstrzymało. Wychodzi na to, że to PSL jest partią, która najbardziej w sejmie nienawidzi kobiet. Reszta planktonu głosowała dosyć przypadkowo, część za (w tym ED Napieralskiego), część przeciw (w tym oczywiście poseł Winnicki, dla którego znęcanie się nad kobietami jest narodową i religijną tradycją), część się wstrzymała.

A teraz sobie przypomnijmy, co stało się 23 września, kiedy jeszcze sytuacja wydawała się być pod kontrolą i nie wyglądało to wszystko jak pożar w burdelu. Otóż PiS jednogłośnie: 230 posłów przeciw odrzuceniu, zero za odrzuceniem (tzn. zero posłów, a nie Zbigniew Ziobro), przy pomocy nienawidzących kobiet posłów z innych partii (PO – 4 posłów przeciw, PSL – 8 przeciw, Kukiz – 20 przeciw, tylko 4 za), posłał projekt Ordo Iuris do komisji, a projekt Ratujmy Kobiety, mimo wcześniejszych zapewnień, że tego nie zrobi, posłał do kosza. Uwalenie projektu Ratujmy Kobiety to w ogóle jest ciekawa sprawa. PiS obiecał, że będzie rozpatrywał WSZYSTKIE projekty obywatelskie, bo PO tego nie robiła. No i rzeczywiście, szefostwo PiS, z Jarkiem na czele głosowało przeciw odrzuceniu projektu (razem 43 osoby). Za odrzuceniem projektu głosowało natomiast 13 posłów PO, 22 od Kukiza, 2 z Nowoczesnej i 11 z PSL. PSL w ogóle się tu popisał, bo nie tylko to właśnie PSL złożył wniosek o odrzucenie projektu Ratujmy Kobiety, to tylko w tej partii nie było NIKOGO, kto poparłby projekt. Chciałbym w tym miejscu zaapelować do szefostwa PSL: wiem, że to wasze rodzinne sprawy, ale możecie do następnych wyborów wystawić bardziej kumatych wujków? Całą sytuację próbowała wykorzystać pani premier usprawiedliwiając swoją partię:

„Jak przypomniała, do parlamentu trafił obywatelski projekt w sprawie zaostrzenia przepisów, który został skierowany do dalszych prac. – Był też złożony projekt (liberalizujący obecne przepisy – red.), który został w głosowaniu odrzucony. Chcę przypomnieć, że wniosku w sprawie odrzucenia tego projektu nie złożył PiS. Złożył go klub PSL – mówiła. Szefowa rządu zaznaczyła, że odrzucenie projektu było „suwerenną decyzją parlamentarzystów ze wszystkich klubów parlamentarnych”. – To głosowanie rozłożyło się bardzo różnie i praktycznie wszystkie kluby były podzielone – dodała.”

Piknik na Skraju Głupoty wysnuł nawet teorię, że PiS chciało zagłosować tak, żeby wyszło, że projekt padł przez głosy opozycji. Jak było naprawdę, wie pewnie tylko Jarosław Kaczyński.

Wychodzi na to, że pomiędzy 23 września, a 6 października wiele się zmieniło. Polki (i Polacy) pokazały swoją siłę, ludzie wyszli na ulice. PiS poszedł po (niewielki, ale mimo wszystko) rozum do głowy i zdecydował się, że to nie jest odpowiedni moment na pójście na otwartą wojnę z narodem i wycofał się rakiem z popierania projektu zygotarian. Po części było to do przewidzenia, bo projekt, nawet jak na standardy nienawidzących kobiet środowisk projalfowych, jest ewidentnie przegięty. Pod postulatami karania kobiet za przerywanie ciąży nie chciał się podpisać nawet episkopat. Niezajmujący żadnych stanowisk państwowych poseł Jarosław Kaczyński na chwilę przed głosowaniem wygłosił przemowę, w której zapewnił, że nadal popiera „ochronę życia”, ale tak radykalny projekt mógłby doprowadzić do późniejszej liberalizacji ustawy aborcyjnej. Jest to niesamowity fikołek logiczny, który ja rozumiem tak: „Słuchajcie, ja nadal popieram znęcanie się nad kobietami, ale jak przesadzimy, to potem mogą nam całkiem zabronić się znęcać”.

Co by się stało, gdyby nie zainspirowany przez partię Razem #czarnyprotest? Nie wiadomo. Obstawiam, że projekt Ordo Iuris rozbijałby się po komisjach do następnych wyborów, ale równie dobrze Sejm mógłby go przyjąć, a potem dopiero PiS zastanawiałby się, co robić dalej. Nie warto się nad tym zastanawiać. Należy natomiast pomyśleć nad tym, co dalej. Udało się osiągnąć całkiem sporo: Projekt Ordo Iuris padł, a na dodatek premier Beata Szydło obiecała REALNĄ pomoc kobietom, które zdecydują się na urodzenie niepełnosprawnych dzieci (czyli drugi po 500+ projekt PiS, którzy może rzeczywiście spowodować spadek liczby aborcji w Polsce!). Niestety w tych obietnicach jest także zawoalowana groźba. Otóż PiS nie zamierza zygotarian i fanów znęcania się nad kobietami, zostawić na lodzie. Krystyna Pawłowicz wrzuciła, jeszcze przed głosowaniem, taki post na Facebooka.

krysia

 

Poza tym, że należy ją pochwalić za to, że oddziela środowiska lewackie i PO, widać tu kilka rzeczy. Po pierwsze, Krysia udaje, że PiS z tym projektem wcale nic wspólnego nie ma i zapomina, że sama jeszcze niedawno głosowała ZA. To trochę tak, jak wtedy, kiedy łapiemy małego Józia na kradzieży jabłek, a on tłumaczy, że to nie jego wina, bo to Mietek wymyślił. Po drugie, poseł Pawłowicz przyznaje, że PiS dostaje wytyczne z episkopatu na temat tego, jak ma rządzić krajem. Niby wiadomo, ale zawsze miło, że się przyznali. Na koniec niestety najgorsze: PiS pracuje nad swoim projektem zakazu aborcji. Można się domyślić, że tym razem uderzą w, jakże kłamliwie nazwaną, „aborcję eugeniczną”. Dla przypomnienia: eugenika to pseudonauka praktykowana przez nazistów, mająca na celu utrzymywanie czystości rasowej. Hitler zabronił przerywania ciąży aryjkom, natomiast umożliwiał to Żydówkom. Niemki miały rodzić ile się da, Żydówki miały rodzić jak najmniej. Z oczywistych przyczyn takie rzeczy w Polsce się nie dzieją i nie będą raczej działy (chyba, że pewna opcja, mająca już jednego posła w sejmie, dojdzie do władzy…). W wersji PiS zakaz „aborcji eugenicznej”, będzie raczej nakazem rodzenia chazaniątek i w praktyce będzie wyglądało to tak, że ciążę trzeba będzie donosić, nawet jeśli płód nie ma głowy albo cierpi na jeden z tych zespołów, które powodują, że po urodzeniu wygląda gorzej niż plakaty prolajfów, po czym umiera w męczarniach.

Całości dopełnia jeszcze dziwaczny „mem” wrzucony na oficjalny fanpage Prawa i Sprawiedliwości, z którego wynika (chyba, bo nie wiem czy ktokolwiek rozumie go do końca), że zakaz aborcji jest w sumie spoko, ale zła opozycja „wyprowadziła kobiety na ulice” (Ale jak? Jak psa na spacer? Mi się wydaje, że same wyszły…).

pisowy-mem

Podsumowując: PiS nie poszedł na otwartą wojnę z narodem, ale wojny podjazdowej nie odpuści. Poza kolejną ustawą antyaborcyjną (a potem być może kolejną, bo przecież tak naprawdę WSZYSCY w PiS, z pewnymi zastrzeżeniami, ale jednak popierali projekt Jurków), czekają nas kolejne atrakcje, takie jak prawdopodobne przyjęcie szkodliwego dla Polski porozumienia CETA, walenie kolejnych milionów na kościół czy też odstrzał wszystkiego, co się rusza w polskich lasach. Wniosek z tego jeden: transparentów z poniedziałkowej manifestacji nie wyrzucajcie, tylko przygotowujcie się do smarowania nowych. Protesty przeciwko CETA mają ruszyć już bodajże w połowie października.

Źródła:

Głosowanie za odrzuceniem projektu zygotarian z 23 września: http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/agent.xsp?symbol=glosowania&NrKadencji=8&NrPosiedzenia=26&NrGlosowania=15

Głosowanie za odrzuceniem Ratujmy Kobiety: http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/agent.xsp?symbol=glosowania&NrKadencji=8&NrPosiedzenia=26&NrGlosowania=17

Głosowanie z 6 października za odrzuceniem projektu Ordo Iuris: http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/agent.xsp?symbol=glosowania&NrKadencji=8&NrPosiedzenia=27&NrGlosowania=12

Szydło mówi o odrzuceniu projektu Ratujmy Kobiety: http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/premier-beata-szydlo-o-wypowiedzi-waszczykowskiego,681164.html

PiS nie umie memować: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,20798893,pis-reaguje-na-awanture-wokol-projektu-stop-aborcji-i-tylko.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Gazeta

Piknik na Skraju Głupoty i jego teoria na temat tego, jak PiS chciało uwalić projekt Ratujmy Kobiety przy pomocy głosów opozycji: http://piknik-na-skraju-glupoty.blogspot.com.es/2016/09/nieudany-gambit-pis-u.html

 

Dobrzy narodowcy

Tyle już pisałem o tym co złego robią narodowcy, nacjonaliści i różnego rodzaju „patrioci”, wiadomo, lewak jestem, więc co mam pisać… Doszedłem jednak do wniosku, że trzeba oddać im sprawiedliwość i napisać też o rzeczach, które są zdecydowanie pozytywne.

obrazek.png

Jak wiadomo, patriota stawia na pierwszym miejscu ojczyznę i rodaków, a wszystko co robi podporządkowane jest dobru rodaków i ojczyzny. W czasie wojny oczywiście należy bohatersko polec za ojczyznę, ale w trakcie pokoju też można pokazać swoją miłość do kraju i do rodaków.

Weźmy choćby ostatnie skandale reprywatyzacyjne. Nie wchodząc nawet w szczegóły, można się domyślić, że prawdziwy patriota powinien zadbać o to, żeby mienie należące prawnie do państwa polskiego nie dostawało się w niepowołane ręce prywatnych właścicieli, którzy będą nim zarządzać według własnego widzimisię i mogą nie mieć na uwadze dobra Polski i Polaków. Podobnie z polskimi firmami, które zamiast wykazać się patriotyzmem płacą podatki za granicą, np. na Cyprze. Co z tego, że właścicielem jest Polak, skoro widać na pierwszy rzut oka, że brak mu patriotyzmu i żądza zysku powoduje, że okrada własny kraj.

Jeśli już mówimy o firmach, to warto zadbać o pracowników. Polacy pracują w pocie czoła, a przecież często, niezależnie od tego czy zatrudnia ich państwo czy prywatny właściciel, nie mają warunków pracy na jakie zasługują. Dlaczego polski ochroniarz ma pracować za 3,50 brutto za godzinę, bez umowy o pracę i ubezpieczenia zdrowotnego? Patriota nie może pozostawiać rodaka w potrzebie… Co gorsza, udział w tym wszystkim biorą instytucje państwowe, które zatrudniają firmy sprzątające czy ochroniarskie, które nie respektują praw polskich pracowników.

Jeśli już o prawach mowa, to dlaczego polskie kobiety, Matki Polki, mają mieć mniej praw niż kobiety w innych krajach? Prawdziwy patriota, nacjonalista, kochający ojczyznę powinien dbać o swoje rodaczki. Polka nie jest przecież gorsza od Niemki czy Angielki, należy jej się prawo do decydowania o swoim ciele i tym czy chce mieć dzieci czy ich nie chce. Prawdziwy patriota jest zobowiązany do protestowania, gdy rząd zapowiada możliwość karania Polek za to, że nie chcą rodzić dzieci z gwałtu! Poza tym, patriotycznym obowiązkiem jest domaganie się by polskie matki miały dostęp do bezpłatnych żłobków i przedszkoli, tak żeby mogły rodzić nowych obywateli i pracować dla dobra ojczyzny.

A jeśli już mowa o prawach, to nie możemy zapominać o prawach mniejszości seksualnych w Polsce. Czy Polski gej jest gorszy od geja Amerykańskiego? Dlaczego nie ma prawa wyjść za mąż we własnym kraju? Jak to możliwe, że polski obywatel ma więcej praw w Holandii, niż w Polsce? Prawdziwy patriota musi walczyć bez wytchnienia o prawa polskich gejów, lesbijek i osób transpłciowych!

Na koniec warto wspomnieć jeszcze o zwalczaniu przejawów antysemityzmu, ksenofobii i rasizmu. Patriotycznym obowiązkiem jest dbanie o dobre imię Rzeczpospolitej za granicą, ostatnimi czasy nikt nie kala go tak bardzo, jak osoby dokonujące rasistowskich ataków na ulicach polskich miast. Patrioci powinni się zjednoczyć w obronie dobrego imienia ojczyzny, wspólnie wytępić rasizm i pokazać wszystkim, że Polska nie jest zacofanym ciemnogrodem, tylko nowoczesnym i dumnym państwem w centrum Europy!

Pewnie myślicie, że ten tekst to głupia prowokacja, przecież to jakieś lewactwo, a nie nacjonalizm. No i tu się mylicie. Nacjonalizm nie musi kojarzyć się z mizoginią, homofobią, ksenofobią i ogólnie z byciem wrednym dupkiem atakującym wszystko, co nie pasuje do schematu. Ogromna część nacjonalistów katalońskich, galicyjskich czy baskijskich, obwieszonych flagami, jak choinki na boże narodzenie, reprezentuje sobą takie wartości jak tolerancja, otwartość czy dążenie do równouprawnienia. Na pierwszym miejscu stawiają niepodległość i dobro ojczyzny, obronę kultury i języka, ale nie zapominają o tym, że kobiety, osoby homoseksualne, bezrobotni czy osoby o innym kolorze skóry to także ich rodacy. Na katalońskim Marszu Niepodległości (na który potrafi przyjść PÓŁTORA MILIONA ludzi, w kraju, który ma niecałe 8mln mieszkańców!!!) nikt nie zwróci ci uwagi, jeśli przyjdziesz z przypinką z tęczą albo z flagą lewackiego związku zawodowego. Osobiście znam zawziętą galicyjską nacjonalistkę, która jest weganką mieszkającą razem ze swoja dziewczyną i dwoma kotami. Niedawno poznałem także katalońskiego nacjonalistę, który zrezygnował ze stołka w hiszpańskim MSZ, bo uznał, że ministerstwo działa na szkodę Katalonii i został nauczycielem angielskiego w szkole w małym katalońskim miasteczku. Ilu naszych „patryjotów” zdecydowałoby się na taki gest? Jeśli chodzi o poglądy, to lubi Podemos, ale uważa, że jest partią zbyt mało… lewicową.

independencia.jpg

PS. Tak, to jest flaga UE na Marszu Niepodległości w Katalonii. Ciekawe, nie?

Źródła:

Rekordowy Marsz Niepodległości w Katalonii: http://www.capital.cl/poder/2012/09/11/160928-la-marcha-por-la-independencia-de-cataluna-mas-grande-de-la-historia